ARTYKUŁY - VARIA


OCENA mocne: 10, słabe: 0
zobacz komentarze

Woda i tak przecieka...

06-12-2018, 01:36, Unikalnych wejść: 474 , autor: Mahdi
ARTYKUŁY
VARIA

Umiera się raz i tylko raz człowiek powinien doświadczać umierania.

A ja ani nie umieram, ani nie żyję.

 

Typowy dzień:

Idę lub jadę do pracy. I nagle zaczyna się TO - panika, tętno skacze do 120-130-140-150....

Przykładam palec do tętnicy szyjnej, próbuję liczyć. Ból w klatce piersiowej. Mokre ręce, mokre ciało, zimno i gorąco na przemian. Brakuje tchu. Zatrzymuję się. Głębokie oddechy.

Afirmacje: „jesteś najzdrowszym człowiekiem na świecie“, „jesteś najzdrowszym człowiekiem na świecie“, „jesteś najzdrowszym człowiekiem na świecie“, „jesteś najzdrowszym człowiekiem na świecie“.

Jadę lub idę.

Siłą woli, ale już naprawdę nie mogę...........

 

Tabletki.

Woda. 

Zamykam oczy.

Znów głębokie oddechy.

Afirmacje....

 


Kilka razy dziennie w pracy: patrz wyżej....


Wyjazd z miasta: patrz wyżej....


Przejazd obok Birmingham (motorway M5): patrz wyżej....


Korki: patrz wyżej....


Nowe miasto: patrz wyżej....


Wszystko co nieznane: patrz wyżej....

 

KURWA!!!!!!!

 

I tak od 22 lat.

 

 

 


Kiedy usiadlem do tego artykułu, mialem w planie opisać mój udział w kwietniowych MŚ w Birmingham. Abyście jednak w pełni zrozumieli co tam czułem, niezbędny jest pewien wstęp...

Napisałem ten tekst świadomie, choć uwierzcie - nie jest łatwo dzielić się ze światem tak intymnymi szczegółami własnego życia... Dlaczego więc to zrobiłem? Ponieważ jestem pewien, że są wśród nas tacy, którzy muszą zmagać się z własnym ciałem i przeróżnymi demonami, które siedzą w ich głowach. I nie wiadomo, kiedy oraz dlaczego się tam pojawiły... Robię to dla tych wszystkich, którzy - często samotni, nierozumiani i przerażeni - muszą walczyć z tym, co zgotował im los. Uwierzcie - nie jesteście sami! Może ten tekst doda wam choć trochę sił... Sam nie szukam ani współczucia, ani pomocy. Już bowiem się nauczyłem, że nikt nie jest mi w stanie pomóc. Niestety.


Kilka lat temu Karol Cłapa (Ceyvol) nazwał mnie publicznie m.in. czubkiem i... miał rację! Aczkolwiek pomylił się co do objawów i przyczyn... Trudno jednak, aby miał o tym jakieklowiek pojęcie, skoro nigdy w życiu nie widział mnie na oczy...

 

Wszystko zaczęło się w roku 1996, gdy miałem 20 lat. Któregoś ranka obudziłem się i nagle w klatce piersiowej poczułem straszny ból, nie mogłem oddychać, nie mogłem złapać powietrza. Strach. Przerażenie. Panika. Pomyślałem: „mam zawał, koniec, umieram“. Zabrało mnie pogotowie i od tamtego dnia zaczęła się bezskuteczna pielgrzymka po przeróżnych lekarzach. No bo jak to?! 20-letni chłopak, który wcześniej przez wiele lat trenował w Pogoni i Arkonii Szczecin, a od najmłodszych lat ganiał od rana do wieczora za piłką - ma chore serce?! Niemożliwe! Zrobiono mi setki badań. Na początek kardiolog, badanie metodą Holtera, badania na tarczycę, itd. Wszystkie te badanie nie wykazały nic, co odbiegałoby od normy.

 

Tymczasem u mnie pojawił się paniczny wręcz lęk, aby to, co mnie spotkało tego feralnego ranka w roku 1996, nigdy się nie powtórzyło. W wieku 20 lat zaczął prześladować mnie strach przed śmiercią, który dosłownie zniszczył moje życie. Umiera się raz i tylko raz człowiek powinien doświadczać umierania. Ja od roku 1996 doświadczałem tego TYSIĄCE razy i doświadczam do dziś. I ani nie umieram, ani nie żyję... Panowie, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo czuję się zmęczony, obolały, wymięty i okradziony z normalnego życia. Życia pełną piersią - wolnego od strachu. Jaka w tym wszystkim była moja wina?! Chciałbym wiedzieć, dlaczego mnie to spotkało.

Opowiem wam, co się ze mną działo w latach późniejszych. Otóż każda wizyta u lekarza i mierzenia ciśnienia kończyło się wynikiem np. 180/110 plus tętnem dochodzącym do 160... Mistrzowie medycyny nie wiedzieli, co o tym wszystkim myśleć, wszak wyniki kardiologiczne były w normie. Kończylo się notatką: „tachicardia (czyli: częstoskurcz serca) podczas badania“. Co było przyczyną ? Ja wiedziałem - za każdym razem, gdy mierzono mi ciśnienie, po prostu paraliżował mnie strach, że coś wykryją i serce zaczynało walić jak oszalałe...

Przepisywano mi leki na nadciśnienie, ale niewiele pomagały. Co tydzień, dwa pogotowie zabierało mnie z pracy z podejrzeniem stanu przedzawałowego... Nie mogłem normalnie żyć. Po otworzeniu oczu, czekałem tylko na to „kiedy się zacznie“....

W końcu zaczałem szukać pomocy u psychologów i psychiatrów, gdyż przypadłość z każdym rokiem stawała się coraz drastyczniejsza. Efekty wizyt były praktycznie żadne. Opis tych wszystkich lat byłby na tyle nudny i smutny, że pominę je milczeniem...

Nie myślcie, że tylko użalałem się nad sobą i nic nie robiłem. Zawsze miałem jakieś pomysły i staralem się je realizować - mimo choroby, która była stale obecna. Np. rok 2002 pamiętam doskonale dzięki temu, że napisałem książkę o historii mundiali oraz odkryłem... Football Managera. Totalnie wsiąkłem! Gra dawała mi chwile prawdziwego wytchnienia, czulem się znacznie lepiej, gdy zanurzałem się w ten wirtualny świat. Najchętniej spędzałbym tam całe dnie i nie musiał myśleć o życiu realnym... Tak się jednak oczywiście nie da...

W roku 2004, po sześciu latach małżeństwa, nastąpił rozwód z ówczesną żoną. Kiedyś przewrotnie mówiłem, że stalo się to przez CM01/02 i przez 35 sezonów rozegrane Realem Madryt... Oczywiście nie to było główną przyczyną - po prostu ze mną nie dało się normalnie żyć.  Kto chcialby mieszkać z gościem, który kilka razy na dzień ma napady paniki i znajduje się w stanie przedzawałowym oraz ląduje na pogotowiu? Potem nic z tego nie wynika, a sytuacja za kilka dni się powtarza... A kiedy jeszcze kończą się pieniądze, to sami wiecie... Poza tym zrobiłem kilka rzeczy, których naprawdę się wstydzę i po latach bardzo żałuję.

Od roku 2004 byłem więc sam i doszedłem do takiego stanu, że nie mogłem wyjść z psem na spacer. Serce waliło mi za każdym razem, gdy otwieralem drzwi od mieszkania... Akurat wynajmowałem wtedy lokum w wieżowcu z windą (info dla Szczecinian: tym najwyższym przy al. Wyzwolenia, tuż przy szpitalu, niedaleko Manhattanu), pakowałem psa do środka i naciskałem guzik. Kiti - bo tak sunia miała na imię - była na dole przez kogoś wypuszczana, robiła co miała robić i przybiegała na górę po schodach. Każde wyjście do sklepu było traumatycznym przeżyciem, serce waliło jak oszalałe, a ja byłem przekonany, że to koniec. Koniec jednak nie następował...

Firma, którą założyłem (biuro nieruchomości) zaczęła podupadać i w końcu ją sprzedałem. Pieniądze jednak szybko się skończyły i spirala smutnej prozy życia coraz bardziej zaciskała mi się na szyi. Nie mogłem już dłużej poradzić sobie z samym sobą. Chciałem żyć - ale żyć normalnie, bez strachu, bez tej codziennej drogi krzyżowej, która stała się moim udziałem.

W końcu doszedlem do ściany. W roku 2005 udałem się zdesperowany do lekarza i powiedziałem: „już nie mogę, zamknijcie mnie w Zdrojach i wyleczcie, sam już nie daję rady“. Spędzilem tam miesiąc i oczywiście zapodano mi jakieś dziwne leki, po których przesypiałem pół dnia. Czułem się tam jednak na tyle bezpiecznie, że nie chciałem wychodzić, chociaż na oddziale byli naprawdę ludzie, hmmm, oględnie mówiąc - poważnie chorzy... Zresztą - pełen przekrój społeczeństwa....

Oczywiście - mimo mądrych sesji - nikt nie był w stanie znaleźć przyczyny tego, co sie ze mną dzieje. Określonio tylko nazwę choroby: nerwica lękowa. Faszerowano mnie więc farmakologią, bo wtedy serduszko pracowało spokojnie. Jak jednak żyć, kiedy po łyknięciu leków masz ochotę cały czas spać?... Poprawa była jednak widoczna - znów mogłem wychodzić z domu...

Po opuszczeniu szpitala podjąłem więc pracę, potem wpakowałem się w kilka dziwnych związków oraz przygodnych znajomości... Próbowałem czerpać z życia tyle, ile mogły unieść moje ręce. W pewnym momencie odstawiłem zupełnie leki i stwierdziłem, że muszę pokonać to, co siedzi we mojej głowie własnymi siłami. Czy mi się udalo? Nie do końca, ale nie dochodziło już do tak drastycznych historii jak rok 2004, winda, Kiti i ja nie mogący zrobić kroku bez panicznego strachu, który rozsadzał mi klatkę piersiową... Bywało bardzo źle, ale już nigdy nie stanąłem pod ścianą...

W roku 2009, nie widząc  w Polsce dalszych perspektyw na normalną i godna egzystencję, wyemigrowalem do Anglii. Żyje się tu wygodnie i bezpiecznie. Jednak w dalszym ciągu męczy mnie TO. Raz jest lepiej, raz gorzej... Po raz ostatni pogotowie zabrało mnie z pracy jakieś 2 miesiące temu.... Codziennie, od 22 lat, czuję lęk. Ten sam strach, który pojawił się w roku 1996. I serce zaczyna walić, brakuje tchu... Co mogę zrobić?! Stabilizacja pomaga. Football Manager pomaga. Kilka innych rzeczy pomaga.

Radzę sobie jak mogę. Trzymam się. I chyba powinienem być z siebie dumny, że jeszcze nie utonąłem. Wciąż mam jednak poczucie, że płynę na bardzo niepewnej tratwie, w której jest zbyt wiele spróchnialych i poluzowanych desek.

Próbuję zalepiać te dziury na wszystkie sposoby.

Naprawdę się staram.

Ale woda i tak przecieka...

 

 


Autor: Mahdi
Redaktor Naczelny, Wicemistrz Polski FM 2015, Mistrz Polski FM 2017, Pierwszy Kreator Gwiazd w grudniu 2018,

KOMENTARZE

Jaa209


Komentarzy: 115

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Dołączył: 2016-04-23

Poziom ostrzeżeń: 0

06-12-2018, 02:18 , ocenił powyższy materiał: mocne - Miło, że zdecydowałeś się dodać ten blog

Miło, że zdecydowałeś się dodać ten blog
Stary, nie będę ukrywał nie masz za ciekawie ;/ nic pogramy, popijemy pogadamy wszyscy razem i od razu Ci się polepszy. Myślę,że nie tylko Ty tak masz i to na pewno można nad tym zapanować to wszystko zależy od Twojej głowy. Pamiętaj jesteśmy z Tobą !!!!!

grinch123
Zastępca redaktora naczelnego


Komentarzy: 1807

Grupa: Moderator

Ranga: Zegarmistrz z Tarnowa

Ranga sponsorska: Sponsor Premium

Dołączył: 2015-12-02

Poziom ostrzeżeń: 0

06-12-2018, 06:50 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Każdy z nas w swoim życiu nosi swój krzyż.Choroby nie wybierają zwłaszcza te przewlekłe z którymi ciężko sobie poradzić. Akurat coś o tym wiem !
Powiem że przechodziłem taką nerwicę z tym że delikatnym stadium, mogłem stać pod drzwiami z tydzień i sprawdzać czy zamknięte. Przyszło samo i samo odjechało cholerstwo.Polecam obejrzeć film pt "Dzień Świra " :) Mahdi życzę zdrówka !

pavel


Komentarzy: 919

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2016-01-24

Poziom ostrzeżeń: 3

06-12-2018, 08:12 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Tak swoją drogą, to proponował ci ktoś łykanie magnezu? Może brzmi to śmiesznie, ale spora część "nerwic" bierze się właśnie z niedoboru tego pierwiastka, który odpowiada za wiele ważnych procesów w naszym organizmie między innymi za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego. Mój dobry kolega też walczył z nerwicą, chodził po specjalistach itd., a wszystko zaczęło się od tego, że gdzieś przeczytał artykuł n/t jakieś choroby i wkręcił sobie, że jest właśnie na to chory, w byle czym widział objawy i żył w ciągłym stresie. Po miesiącu łykania właśnie magnezu w połączeniu z melisą przeszło jak ręką odjął, nie wiem czy i Tobie to pomoże, ale wątpię żeby zaszkodziło, a koszt takiej terapii to groszowe sprawy. Sam bym nie uwierzył, że takie byle co może coś zdziałać, ale widziałem jaka przemiana w nim zaszła. Powodzenia w walce z choroba.

weche


Komentarzy: 271

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Ranga sponsorska: Sponsor

Dołączył: 2017-10-19

Poziom ostrzeżeń: 0

06-12-2018, 10:25 , ocenił powyższy materiał: mocne - Gdyby tego nie było, strona stałaby się uboższa

Mimo setek (ba tysięcy lat) rozwoju medycyny nie jesteśmy w stanie do końca zagłębić się "choroby duszy". To tylko świadczy o tym jak skomplikowanym organizmem jest człowiek. Co do tematu blogu to gratuluję Ci odwagi i życzę w dniu świętego Mikołaja byś w końcu wypędził swoje demony i żył pełnią życia.

Zyhym


Komentarzy: 794

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2016-12-28

Poziom ostrzeżeń: 1

06-12-2018, 13:54 , ocenił powyższy materiał: mocne - Miło, że zdecydowałeś się dodać ten blog

O kurde nieciekawie to wszystko wygląda, ale mam nadzieję, że sobie z tym poradzisz! Duża odwaga z twojej strony, że postanowiłeś się tym podzielić tak naprawdę z nieznanymi sobie ludźmi. Mam nadzieję, że wyjdziesz z tej choroby.

Ernie89
Strażnik Galaktyki


Komentarzy: 439

Grupa: Moderator encyklopedysta

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2017-08-03

Poziom ostrzeżeń: 0

06-12-2018, 15:50 , ocenił powyższy materiał: mocne - Doceniam to, co robisz

Przerażające, nie wiem jak można tyle lat tak żyć.

tts0


Komentarzy: 149

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2015-12-23

Poziom ostrzeżeń: 0

06-12-2018, 18:02

Pod takim wyznaniem ciężko napisać coś sensownego, ale warto nawet rzucić frazesem, czy dwoma, by dać Autorowi znać, że się przeczytało.

Od siebie mogę dodać, na "pocieszenie", mój ulubiony bon mot z osobistego zeszyciku złotych myśli niepoprawnego pesymisty. Mianowicie - "nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej".

A mówiąc poważniej, szczerze życzę Ci rychłego odzyskania smaku życia.

Adamenitum33


Komentarzy: 252

Grupa: Moderator encyklopedysta - okres próbny

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Ranga sponsorska: Sponsor

Dołączył: 2017-11-23

Poziom ostrzeżeń: 0

06-12-2018, 18:18 , ocenił powyższy materiał: mocne - Doceniam to, co robisz

Jak to już ktoś napisał, każdy z nas nosi swój krzyż. Po tym blogu stwierdzam, że Twój jest bardzo ciężki, cieszę się, że zdecydowałeś się podzielić z nami swoimi koszmarami, wieloletnimi mękami. Świetnie to ująłeś w tekście "Ponieważ jestem pewien, że są wśród nas tacy, którzy muszą zmagać się z własnym ciałem i przeróżnymi demonami, które siedzą w ich głowach." - jednym z takich przykładów był Robert Enke (polecam książkę). Gdybym napisał, że miałem podobnie to bym skłamał, ale mój "demon" w głowie też przez pewien czas był w pełnej aktywacji, oczywiście zupełnie inne objawy (klatka piersiowa u Ciebie, serce, ciśnienie), ale strach u mnie był również na bardzo wysokim poziomie. Nie będę tu się wdrążał w szczegóły chorbuska, ale mi pomogło kilka rzeczy, myślę, że najważniejszą z nich wszystkich była/jest marihuana, najśmieszniejsze jest to, że przed tym jej nienawidziłem! Dziś pomaga mi się odprężyć, zapomnieć o problemach, uspokoić się, wrzucić bieg na skrzyni biegów życia zwany "Chill". Oczywiście nie palę codziennie, ale palenie tej pięknej rośliny obudziło we mnie dużo i dużo ze mnie wypędziło, na szczęście zabrało tylko to co było złe. Dodatkowo muzyka (polecam gorąco z tego miejsca Kali - Pacyfka), otaczający mnie ludzie, nauka doceniania, zmiana światopoglądu/podejścia, wiele czynników na to wpłynęło. Dziś się nie boję, twardo stąpam po ziemi, chętnie mierzę się z problemami i szukam wielu rozwiązań, uwielbiam rozmawiać, pisać, a pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu nie wychodziłem w ogóle z domu....

radu9319


Komentarzy: 291

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2017-12-11

Poziom ostrzeżeń: 0

06-12-2018, 20:22 , ocenił powyższy materiał: mocne - Miło, że zdecydowałeś się dodać ten blog

Cieszę, że miałeś odwagę podzielić się z nami Twoim problemem.
Ja też mam trochę inny problem, o którym wolałbym teraz nie mówić, ale na te moje problemy pomaga mi... słuchanie muzyki.
Życzę wszystkiego najlepszego, abyś poradził sobie z tym i ponownie poczuł radość życia! Jesteśmy z Tobą!!!!!!!!!

Mahdi
Redaktor Naczelny, Wicemistrz Polski FM 2015, Mistrz Polski FM 2017, Pierwszy Kreator Gwiazd w grudniu 2018,


Komentarzy: 7701

Grupa: Root Admin

Ranga: Ojciec Założyciel

Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny

Dołączył: 2015-03-20

Poziom ostrzeżeń: 0

06-12-2018, 22:14

Panowie, przede wszystkim dzięki za komentarze!

@Jaa209 - dokładnie, to jest wszystko w głowie... Z tym, że ja nad objawami nie panuję, pojawiają się same.

@grinch123 - widziałem, widziałem :-) Ale mój "świr" polega na objawach somatycznych, co jest wykańczające.

@pavel - magnez oczywiście łykam:-) Jeśli chodzi o badania, to zawsze są w "normie"... To tylko mój łeb.

@weche - trafiłeś w sedno. Choroby duszy nie da się raczej wyleczyć...

@Zyhym, nie wyjdę, ale próbuję z tym walczyć ,żeby minimalizować

@Ernie89 - człowiek może się do wszystkiego przyzwyczaić, jak powiedział pewien skazaniec :-)

@tts0 - też prawda! Zawsze może być gorzej, a w moim przypadku już było.

@Adamenitum33 - jakoś nigdy mnie nie wzięło na jaranie zielska, choć kilka razy spróbowałem jako młody człowiek. Jednak od 7-8 lat nie palę nawet papierosów... Co do "twardego stąpania" - ja stąpam aż za twardo...

@radu9319 - mi pomaga Football Manager, parę puszek browara oraz stabilizacja i zrozumienie osób, które uważają mnie za kogoś bliskiego. Problem w tym, że nikt tego nie zrozumie, dopóki sam nie przeżyje...

Dziękuję za słowa otuchy! Mimo, że w tratwie dziury, to jednak wciąż płynie!
Obecnie online: brak użytkowników online
Copyright © 2015-19 by Łukasz Czyżycki and Agnieszka Czyżycka