Wybrany klub / reprezentacja: Athletic Club
Opisywany sezon: 2031/32
Poziom rozgrywkowy: 1
Wersja gry: Football Manager 2024

Niektóre wiadomości zmieniają rytm dnia. Zatrzymują czas. Zmuszają do tego, by wyłączyć grę, odłożyć notatnik i spojrzeć przez okno.
„Federación Española de Fútbol – oferta objęcia stanowiska selekcjonera reprezentacji narodowej”.
Tak, Hiszpania chciała mnie na ławce. Federacja uznała, że człowiek, który od kilku sezonów prowadzi Athletic Club na przekór wszystkim i wszystkiemu, jest gotów, by sięgnąć po największy fotel w kraju. I choć serce bije szybciej na samą myśl, to właśnie wtedy przypomniałem sobie, gdzie wszystko się zaczęło: w Bilbao, w cieniu San Mamés, z zeszytem pełnym notatek i ideą futbolu, która od początku była większa niż wyniki.
Decyzja? Jeszcze nie teraz. Może kiedyś. Ale nie teraz.
Bo tu, w Kraju Basków, historia jeszcze się nie skończyła.

Gdy kibice Athletic rozsiadali się wygodnie w fotelach, oczekując letniego serialu transferowego, tym razem nie doczekali się nawet zwiastuna. Zero przychodzących. Zero znanych nazwisk w rubryce "odeszli". San Mamés przetrwało lato w absolutnym spokoju – jakby klub wszedł w stan medytacji przed decydującą fazą sezonu.
Nie było licytacji, nie było przecieków do prasy. Ani śladu po dramatycznych sagach w stylu "czy Igor zostanie" albo "czy Nico pójdzie za wielką kasę". Zamiast tego – cisza. Decyzja świadoma i odważna. Postawiliśmy na kontynuację, na chemii w szatni, na zgraniu i stabilności.
Czy to dobry ruch? Czy nie zabraknie świeżej krwi, gdy przyjdą kontuzje, zmęczenie, trudne momenty? Czas pokaże. Na razie jesteśmy jak dobrze naoliwiona maszyna – nie zmieniamy trybików, bo każdy idealnie pasuje.

Nowy rok rozpoczęliśmy od walki o trofeum. Na stadionie Santiago Bernabeu w otoczeniu blasku fleszy i komercyjnego blichtru, przyszło nam zmierzyć się z Barceloną w Superpucharze Hiszpanii. Starcie zapowiadało się jak zawsze – tradycja kontra potęga, baskijska duma kontra katalońska maszyna.
Mecz? Waleczny, intensywny, emocjonujący. Strzeliliśmy gola, zepchnęliśmy ich momentami do defensywy, ale ostatecznie to Barça wygrała 2:1. Znów byliśmy blisko, znów daliśmy sygnał, że z nami trzeba się liczyć – ale trofeum powędrowało do rywali.
Nie traktujemy tego jak porażki. To kolejna lekcja, kolejny krok w budowie zespołu, który nie tylko walczy, ale z czasem zacznie też regularnie wygrywać. A Barcelona? Cóż – oni wiedzą, że za rok możemy już być po drugiej stronie.

Puchar Króla – Obrona zakończona w ćwierćfinale
Sezon wcześniej wznieśliśmy Puchar Króla nad głowy, zapisując się złotymi zgłoskami w historii Athletic. Nic więc dziwnego, że w obecnej edycji ruszyliśmy do boju z tarczą mistrzów, gotowi bronić trofeum z całą baskijską dumą.
Zaczęliśmy od 3. rundy – zgodnie z tradycją, mistrzowie wchodzą później. Ponferradina była pierwszym przeciwnikiem i szybko poczuła, że na nasz puchar trzeba zasłużyć – 4:1 i szybki awans. W kolejnej rundzie Elche, które jeszcze niedawno grywało z nami w LaLiga, ale dziś nie miało nic do powiedzenia – pewne 4:0 i bilety do ćwierćfinału już drukowano.
Niestety, los chciał, że kolejną przeszkodą było wyjazdowe starcie z Atlético Madryt. W meczu pełnym emocji, walki i napięcia, musieliśmy uznać wyższość gospodarzy – 2:3. Walczyliśmy do końca, ale Wanda Metropolitano tym razem nie było dla nas szczęśliwe.
Nie obronimy Pucharu Króla, ale z podniesioną głową schodzimy z tej sceny – bo znów pokazaliśmy, że należymy do czołówki, a każde kolejne trofeum będzie w naszym zasięgu.
Od pierwszego gwizdka tego sezonu było czuć, że ten zespół ma coś więcej niż tylko talent i dyscyplinę. Miał głód. Głód kolejnego tytułu. I tę niezłomną siłę, która każe rzucać wyzwanie każdemu, kto staje na drodze.
Betis, Alavés, Celta, Granada – padali po kolei. A gdy udało się wywieźć remis z Wanda Metropolitano przeciwko Atlético, można było już szeptać, że Athletic wrócił. Pierwszą porażkę zanotowaliśmy dopiero z Villarrealem – lekki wstrząs, moment zawahania.
Ale właśnie po tym spotkaniu włączyliśmy tryb nie do zatrzymania. Nikt, dosłownie nikt nie był w stanie nas pokonać. Ani Real Madryt, ani FC Barcelona, ani żadna z ligowych pułapek. Każdy mecz był potwierdzeniem klasy, mentalności i konsekwencji. 23 mecze bez porażki – rekordowy rajd, który zatrzymał dopiero Levante po dość niespodziewanym 3:1.
Ale nawet to nie zatrzymało maszyny z Bilbao. Kolejna seria zwycięstw, pełna energii i wiary w sukces, dała nam to, czego pragnęliśmy najbardziej.
Athletic Club ponownie mistrzem Hiszpanii!
A tytuł ten ma twarze. Liderów, którzy nie tylko prowadzili grę, ale też zdominowali ligowe statystyki.
Joseba San Martín sięgnął po koronę króla strzelców – 23 bramki i tytuł Pichichi. Gdy inni gasli w ważnych momentach, on dopiero się rozkręcał.
Tuż za nim – Igor Oyono, 21 bramek, trzecie miejsce w klasyfikacji. Dwa różne style, ale wspólny cel – niszczyć defensywy rywali.
A co z asystami? Tu błyszczał Imanol Pascual, nasz lewy obrońca z duszą pomocnika. 17 asyst i miano najlepszego kreatora sezonu – z bocznej strefy, ale z centralnym wpływem na grę.
I nie zapominajmy o Gonzalo Ruizie, który dorzucił 14 asyst – wspólnie z Pascualem stworzyli jedną z najbardziej zabójczych par w całej Hiszpanii.
To nie był przypadek. To nie był sezon życia. To był plan, który zadziałał perfekcyjnie.



Tego sezonu nikt w Bilbao nie zapomni. Nie tylko z powodu wygranego mistrzostwa Hiszpanii, ale przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy w historii klubu wyruszyliśmy na europejską ścieżkę aż do samego końca – po Puchar Europy.
Faza ligowa była prawdziwym maratonem – zmienne tempo, trudni rywale i tylko najlepsi mogli liczyć na miejsce w play-offach.
Rozpoczęliśmy od domowego zwycięstwa 2:1 z Galatasaray, które dało dobry start. Potem jednak przyszły porażki z Bayernem Monachium i RB Leipzig – rzeczywistość Ligi Mistrzów uderzyła z pełną siłą.
Nie poddaliśmy się. Pewne zwycięstwa nad Legią Warszawa i Borussią Dortmund przywróciły wiarę. Remisy z Liverpoolem i Feyenoordem też miały swoją wagę, bo pokazały, że potrafimy grać z każdym. Na koniec fazy ligowej jeszcze wygrana 4:1 z Ludogorcem, która przypieczętowała 15. miejsce i awans do fazy pucharowej.
Na początek trafiliśmy na Aston Villę – i tutaj nie było żadnych wątpliwości. Dwa pewne zwycięstwa i zameldowanie się w 1/8 finału. Benfica stawiła opór w pierwszym meczu – 1:1 w Bilbao, ale rewanż był pokazem naszej siły. Zwycięstwo 3:1 w Lizbonie i kolejny krok do historii. W ćwierćfinale los rzucił nas na głęboką wodę – Inter Mediolan. Na San Siro padł remis 2:2, który zostawiał wszystko otwarte. Ale w Bilbao zagraliśmy koncertowo – 4:1 i awans przypieczętowany w wielkim stylu. Sezon wcześniej to właśnie Manchester City pozbawił nas marzeń. Tym razem los dał szansę na rewanż. W Anglii znów bolało – przegraliśmy 2:3 i atmosfera gęstniała. Ale w rewanżu zagraliśmy mecz życia. 4:1 dla Athletic Club! Gonitwa, pasja, furia – Bilbao eksplodowało. Mamy finał! Po raz pierwszy w historii!
Manchester United. Johan Cruyff Arena. Finał Ligi Mistrzów.
Wszystko zaczęło się nerwowo – już w 3. minucie Evans wyprowadził United na prowadzenie. Ale nasz ofensywny pomocnik Gonzalo Ruiz szybko wyrównał – remis, który trzymał się aż do ostatniego gwizdka.
Dogrywka. 92. minuta – samobój obrońcy Manchesteru, który pakując piłkę do własnej siatki, wywołał eksplozję radości wśród kibiców Athletic. A w 118. minucie wszystko stało się jasne – Igor Oyono stawia kropkę nad i, 3:1, nie ma już odwrotu.
Athletic Club zdobywa Ligę Mistrzów!
Tej nocy Bilbao nie zasnęło. Na ulicach miasta fetowano do świtu. W szatni lała się cava, a piłkarze, których jeszcze niedawno znano głównie w Kraju Basków, teraz byli bohaterami całej Europy. To nie był sen. To była historia. Nasza historia.
Ale w tej opowieści nie chodziło tylko o puchar. To był również sezon indywidualnych popisów i rekordów, które pokazują, że sukcesy drużyny rodzą się z wybitnych jednostek.
Joseba San Martín – po tytule Pichichi w LaLidze dołożył kolejne trofeum – króla strzelców Ligi Mistrzów. 13 bramek i niepodważalna pozycja najlepszego snajpera tej edycji. Gdy potrzebowaliśmy gola, on był tam, gdzie trzeba.
Ander Barrenetxea, nasz prawy obrońca, cichy bohater wielu spotkań – 8 asyst, najwięcej w całej Champions League. W cieniu ofensywy, ale z kluczowym wpływem na każdy etap turnieju. Prawdziwy mózg boków boiska.
A co przed nami?
Dzięki zdobyciu Ligi Mistrzów zameldowaliśmy się na liście uczestników Klubowych Mistrzostw Świata – nowego, większego turnieju, który odbędzie się już niebawem. Bilbao zagra z najlepszymi z każdego kontynentu, a świat przekona się, że Athletic to nie tylko klub – to idea.
I choć teraz świętujemy, dobrze wiemy, że najpiękniejsze historie... dopiero się zaczynają.


Lezama – Młode lwiątka gryzą coraz mocniej
Podczas gdy pierwszy zespół pisał największy rozdział w historii klubu, młodzież z Lezamy również nie próżnowała. Choć nie wszystko poszło idealnie, to kilka sukcesów zasługuje na gromkie brawa.
W młodzieżowej Lidze Mistrzów niestety nie udało się awansować do fazy pucharowej – 23. miejsce w klasyfikacji końcowej to wynik poniżej oczekiwań. Ale młode lwy zrehabilitowały się na krajowym podwórku.
W Copa del Rey Juvenil dotarli aż do finału, gdzie po dramatycznym spotkaniu z Villarreal U-19 (2:2 po dogrywce) sięgnęli po trofeum dzięki lepszym rzutom karnym. Nerwy ze stali, charakter – jak na wychowanków Athletic przystało.
Z kolei w Division de Honor U-19 chłopcy z Lezamy pokazali, że ich dominacja to nie przypadek – w finale pokonali Atlético U-19 2:0 i obronili mistrzostwo, potwierdzając swoją siłę w najważniejszych momentach.
Warto też wyróżnić indywidualności, które już teraz pukają do drzwi pierwszej drużyny:
Ricard Tribulietx – 36 bramek w lidze, maszyna do zdobywania goli. Snajper z instynktem killera i sercem dla klubu.
Iñaki Pereda – król asyst, aż 24 ostatnie podania. Reżyser młodzieżowej ofensywy.
Unai Urrutia – 19 asyst, wszechstronny, inteligentny, zawsze tam, gdzie trzeba.
Aitor Lafuente – 18 asyst, trzeci na podium, ale równie istotny w kreowaniu gry.
W Bilbao zawsze powtarzano, że przyszłość to Lezama. Patrząc na tegoroczne dokonania – przyszłość wygląda znakomicie.
Athletic Club 2031/32. Ten sezon będzie wymieniany jednym tchem obok największych momentów w historii światowego futbolu. To nie był po prostu udany rok. To był sezon, który zdefiniował epokę.
Zaczęło się od ciszy transferowej, która wbrew pozorom okazała się największą deklaracją siły – wierzymy w swój projekt, nie potrzebujemy rewolucji. I rzeczywiście – na boisku ta wiara zamieniła się w mistrzostwo Hiszpanii, wywalczone z rozmachem, bez kompleksów, z serią 23 meczów bez porażki.
W Copa del Rey nie udało się obronić tytułu – ćwierćfinał z Atlético zakończył naszą przygodę, ale styl i postawa pozostały na najwyższym poziomie.
A potem przyszedł czas na Ligę Mistrzów. Zaczęło się od falstartu, ale z meczu na mecz budowaliśmy legendę. Benfica, Inter, City… aż po finał z Manchesterem United i zwycięstwo, które wpisało Athletic Club na europejski Olimp. Pierwszy Puchar Europy w historii!
Statystycznie? Joseba San Martín królem strzelców LaLigi i Champions League. Imanol Pascual i Ander Barrenetxea w czołówce asystentów. Oyono, Ruiz – oni też dołożyli cegiełkę do tej potężnej budowli.
A w Lezamie? Młodzież mistrzowska, choć bez sukcesu w młodzieżowej LM, to z tytułem krajowym i wygranym Copa del Rey Juvenil. Ricard Tribulietx – 36 goli, Pereda – 24 asysty. Zapamiętajcie te nazwiska.
Co dalej? Klubowe Mistrzostwa Świata, nowe wyzwania, być może decyzje personalne… ale dziś nie wybiegamy w przyszłość.
Dziś świętujemy.
Dziś Bilbao nie śpi.
Dziś cały świat wie, że Athletic Club to nie tylko tradycja – to nowoczesna potęga.
Statystyki sezonu – liczby, które mówią same za siebie
Zespół podsumowanie sezonu
La Liga: 1 miejsce
Mecze ligowe bez porażki ( 21.09.-17.03.): 23
Domowe porażki: 1
Zwycięstwa z Realem Sociedad: 2 (D: 6:1 W: 3-1)
Supercopa: półfinał
Copa del Rey: ćwierćfinał
Liga Mistrzów: wygrana
Żółte kartki: 44 kartki
Najwyższa frekwencja: 4 miejsce 52,470
Najwięcej bramek: 117
Najwięcej strzałów: 667
Zawodnicy
Najlepszy strzelec: Joseba San Martin - 37 bramek
Najwięcej asyst: Gonzalo Ruiz - 21 asyst
Najwięcej występów: Mikel Perez - 59 meczów
Młodzieżowiec sezonu: Ander Barrenetxea (42 meczów, 3 gole, 13 asyst)
Żółte kartki: Borja Llorente - 8 kartek
Najwięcej strzałów: Joseba San Martin - 97 strzałów (2 miejsce w LaLidze)
Czyste konta: Mikel Perez - 19 (4 miejsce w LaLidze)

Autor: Marian
Pierwszy Kreator Gwiazd
Komentarzy: 347
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Chluba Mój Football Manager
Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny
Dołączył: 2022-08-07
Poziom ostrzeżeń: 0
31-07-2025, 23:44 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Wicemistrz Polski FM 15, Mistrz Polski FM 17, FM 19, FM 20, FM 21 i FM 22, 3. miejsce w Polsce FM 18, Typer Sezonu 2020/21 - 2.m, Typer Sezonu 2021/22 - 3.m, Menedżer Miesiąca
Komentarzy: 11351
Grupa: Root Admin
Ranga: Ojciec Założyciel
Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny
Dołączył: 2015-03-20
Poziom ostrzeżeń: 0
01-08-2025, 09:47 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025
Komentarzy: 2128
Grupa: Moderator
Ranga: Koneser Football Managera
Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny
Dołączył: 2021-10-24
Poziom ostrzeżeń: 0
01-08-2025, 17:04 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba
Komentarzy: 462
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Dołączył: 2017-03-25
Poziom ostrzeżeń: 0
02-08-2025, 19:19 , ocenił powyższy materiał: mocne - Niesamowita historia
Komentarzy: 476
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Dołączył: 2018-09-04
Poziom ostrzeżeń: 0
03-08-2025, 21:32 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się
Komentarzy: 493
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Chluba Mój Football Manager
Dołączył: 2015-12-02
Poziom ostrzeżeń: 0
03-08-2025, 22:38
Co niby mam zrobić z tymi herbami :D
Komentarzy: 416
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Dołączył: 2017-08-08
Poziom ostrzeżeń: 0
04-08-2025, 12:55 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się
Chyba chodzi o to, że dajesz skrin z meczami LM, a tam połowa drużyn łącznie z finałem nie ma herbów. Dla samego ładnego widoku przydałoby się herby takich podstawowych lig wrzucić.
Komentarzy: 185
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Dołączył: 2024-09-08
Poziom ostrzeżeń: 0
06-08-2025, 08:44 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się