Wybrany klub / reprezentacja: Manchester United
Opisywany sezon: Sezon II
Poziom rozgrywkowy: 1
Wersja gry: Football Manager 26
Witam! Zapraszam do drugiej odsłony, która wstępnie jest poświęcona Manchesterowi United. Wstępnie? Dlatego, że jest to moja pierwsza długofalowa kariera w najnowszym FMie, którą chce rozegrać, a jak wcześniej wspominałem po upływie "X" sezonów we wcześniejszych wersjach potrafiłem gdzieś się czasami przenieść, bądź kończyłem ją w swoim "potworze" którego się zbudowało. Jak będzie tym razem, tego nie wiem ponieważ gdy dogram seozn do końca, wtedy tworzę nowy zapis dopisując nową cyfrę w zapisie gry i siadam do pisania bloga. Choć kusi kliknąć "Kontynuuj" to niestety, nie mogę tego zrobić, ponieważ cofając się czasami do tyłu i chcąc opisać coś sprzed 2 lat na przykład, nie zawsze jest się w stanie wskrzesić te emocje, które przeżywałem. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu to zwykłe klikanie kontynuuj, byle od zwyciestwa do zwyciestwa, a gdy się nudzi to odpala nową karierę i leci powtórka z rozrywki, to dla innych czasami jest coś głębszego, co zostanie gdzieś tam w pamięci. Na dłuższą metę pośród fanatyków FMowych każdy na pewno ma kogoś, kogo wspomni lub sytuację z "głupiej gry" która utkwiła mu w pamięci. Ja mam podobnie. Co do braku utrudnień rozgrywki, które zostały mi zarzucone... Wykorzystując mechanikę gry itd. wiemy, że moglibyśmy w 3 sezony mieć składy pokroju starych fmów czyli np. Henry, Rooney w ataku a jako zmiennicy Ronaldo Raul a i Shevchenko. Idąc dalej dla przykładu na środku w obronie Nesta, Maldini, Puyol, Terry, Ferdinand. Jednakże takie coś przynajmniej mi szybko się nudzi. Pomimo braku zarzekania się, że będę kupował tylko X albo Y zawodników, czy też, że nigdy nie kupię Yamala czy stworzonego w dodatku Max'a Dowmana (200PA), czy kogoś tam jeszcze innego. W swojej karierze, chcę się dobrze bawić, ale jako kibic United chcący aby te United gdzieś tam odbudować np. przez pierwsze dwa lata kariery praktycznie wymieniłem cały sztab, aby z czasem zbierać owoce z akademii, o ile takowe będą, a jak nie to szukanie młodych, którzy będą pasować do taktyki. Na koniec dodam, że jeżeli będę potrzebował sypnąć groszem - to to zrobię, ale też nie będę nagle kupował tylko piłkarzy po 200 milionów z kontraktami po 500k/week tylko szukam gdzieś talentów, aby przygotować się do zmiany pokoleniowej i jednocześnie mieć kontrolę nad funduszami. Co do newgenów - nie powiem pierwszy nabór był kosmiczny, drugi... już niekoniecznie. Aż zastanawiałem się, czy cyfry nie są podkręcone za bardzo, ale drugi nabór sprowadził mnie na ziemię, jest git. Zatem zapraszam do kolejnej odsłony tej kariery. Gdyby ktoś jednak przegapił wcześniejsze blogi to wrzucam jeszcze linki:
Czerwiec 2026...
Po wyjściu z sali konferencyjnej zerknąłem tylko na zegarek i przez głowę przeszła mi tylko jedna myśl - o kurwa! 10 nieodebranych połączeń - szybko wybrałem numer i modliłem się aby odbyło się bez żadnego córkowego focha, bo o ile żony to jeszcze przeżyjecie, to ten drugi potrafi ważyć o wiele więcej.
- No tata, dzwonie i dzwonie, a Ty nie odbierasz. Spóźnimy się jeżeli za chwilę nie zabierzesz nas z domu.
- Spokojnie, mamy jeszcze 2 godziny, powiedz mamie aby sprawdziła czy na pewno spakowała tylko to co najważniejsze. - My już jesteśmy dawno spakowane, Ciebie również spakowałam - usłyszałem w tle i wiedziałem, że lepiej już nic nie mówić poza tym, że taksówka będzie po nie za 5 minut. - Dobra, widzimy się za pół godziny na lotnisku, taksówka dosłownie podjeżdża - Super! - usłyszałem w odpowiedzi - Będziemy mieć wiele pamiątek, będę miała co pokazać koleżankom w szkole. Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk, ale fajnie tata, dobra musze kończyć. - Połączenie zakończone - uff jakoś gładko poszło z tym, że nie odbierałem od niej tego telefonu...
Lotnisko zawsze działało na mnie w specyficzny sposób. Dla jednych to początek wakacji. Dla innych powrót do codzienności. Dla mnie - chwila zawieszenia między jednym sezonem a drugim. Siedząc w hali odlotów, obserwowałem ludzi spieszących w różne strony świata. Dla mojej córki to była przygoda życia. Dla mojej żony - zasłużony odpoczynek. Dla mnie? Mundial.
Nie jako kibica, który maluje twarz w barwy narodowe. Nie jako turysty.
Jako menedżera, który prowadzi Manchester United. Turniej jakim są mistrzostwa świata, nie są wakacjami. Są raportem. Testem charakterów. Pokazem tego, kto udźwignie presję, a kto zniknie, gdy robi się naprawdę gorąco. I właśnie tam, między Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Meksykiem, miałem zobaczyć coś więcej niż tylko turniej. Miałem zobaczyć swoich zawodników w środowisku, gdzie nie mogli schować się za systemem. Za taktyką. Za mną. Mundial potrafi obnażać prawdę. I zanim na dobre wróciliśmy do klubowej codzienności, świat futbolu zatrzymał się na moment...
W turnieju zagrała reprezentacja Polski. Sam fakt awansu należało odnotować - nie zawsze jest to oczywistość. Jednak mundialowe marzenia zakończyły się na fazie grupowej. Wyniki jasno pokazują, że zabrakło czegoś więcej niż tylko szczęścia.



Patrzyłem na to z boku, bez jakiegoś większego emocjonalnego zaangażowania. Mundial rządzi się swoimi prawami. Czasem jeden moment decyduje o wszystkim, a czasem po prostu okazuje się, że inni byli lepiej przygotowani. I tyle. Krótka przygoda.
Znacznie więcej uwagi poświęciłem reprezentacji Portugalii. Z prostego powodu — w jej składzie znalazło się czterech zawodników Manchesteru United:
Diogo Dalot, Rodrigo Moura, Diogo Costa oraz nasz kapitan - Bruno Fernandes. Cristiano Ronaldo na ten turniej nie pojechał. Czas nie oszczędza nikogo...
Droga Portugalii do finału nie była usłana różami, ale też nie była najtrudniejsza. Na swojej drodze pokonali Hiszpanię oraz Argentynę - rywali z najwyższej półki, którzy zawsze potrafią zamienić mecz w partię szachów na najwyższym poziomie. Jednak prawdziwa historia zaczęła się w finale. Po drugiej stronie stanął Urugwaj. Drużyna, która niczym walec przejechała się po Francji w ćwierćfinale, a w półfinale odprawiła Niemców. Fizyczność, dyscyplina, bezlitosna skuteczność. Finał nie był widowiskiem dla romantyków. Jedna bramka. Jeden moment. Jeden rzut karny. Bruno Fernandes podszedł do piłki jak kapitan. Jak lider. Jak ktoś, kto rozumie ciężar chwili.
Strzelił.
To był jedyny gol w tym meczu.


Portugalia została mistrzem świata. A nasz kapitan?

MVP całego turnieju. Najjaśniejszy punkt reprezentacji, która - trzeba to uczciwie powiedzieć - nie była głównym faworytem do tytułu. Bruno podnosił puchar jako kapitan. Spokojny. Skupiony. Jakby wiedział, że to dopiero przystanek. Patrzyłem na to z satysfakcją. Nie tylko jako kibic futbolu. Jako jego klubowy menadżer. Bo kiedy twój lider wraca z mundialu jako najlepszy zawodnik turnieju, nie wraca tylko z medalem. Wraca z aurą, a aura potrafi zmieniać szatnię...
Styczeń 2027
Mundial się kończy. Bruno podnosi puchar jako kapitan mistrzów świata, MVP turnieju, twarz reprezentacji. Wracam do Manchesteru z poczuciem, że świat zobaczył mojego lidera w jego najlepszej wersji. Kilka miesięcy później siedzę naprzeciwko zarządu i słyszę, że zaczynam tracić szatnię. Życie menedżera bywa przewrotne.
Zostaję zaproszony na rozmowę. Ton uprzejmy, atmosfera chłodna. Trzy mecze bez zwycięstwa. Kulminacyjne 0:4 z Nottingham Forest w Pucharze Anglii.
- Docierają do nas sygnały, że drużyna nie zaakceptowała odejścia kapitana - słyszę.
- Wyniki zaczynają to odzwierciedlać. Zaczyna pan tracić szatnię - dodała kolejna osoba w sali. Nie przerywam. Emocje w takich momentach są najgorszym doradcą.
- Zgadzam się, że nie każdy przyjął tę decyzję entuzjastycznie - odpowiadam spokojnie. - Chciałbym Was poinformować, że jestem świeżo po rozmowie z zespołem. Wszystkie kwestie sporne zostały ucięte w zarodku. - Patrzę im w oczy. - Nikt Bruno nie wypychał z klubu. To on przyszedł do mnie i poprosił, abym nie odrzucał oferty z Realu Madryt. Chciał tam trafić i doskonale o tym wiedzieliście. Chciał dopisać do CV Real jako ostatni wielki rozdział. Mam wiadomość, w której podziękował mi, że zgodziłem się na jego odejście. Lider też ma prawo wybrać moment odejścia.

W sali zapada cisza. Wszyscy wiedzą, że strata nie dotyczy wyłącznie boiska. Bruno to największa sprzedaż koszulek, twarz kampanii, marka sama w sobie. – Nazwisko Tchouaméni to świetny ruch sportowy - słyszę w końcu - ale potrzebujemy kogoś większego medialnie. Wskaże pan kierunek, my zajmiemy się resztą.
Uff. Zaufanie wciąż tu jest. Zapewne dzięki mistrzostwu z poprzedniego sezonu oraz nie licząc tego styczniowego początku to wyniki były świetne.
- Dajcie mi czas - mówię. - Znajdę nazwisko, które pasuje do taktyki i jednocześnie spełni wasze oczekiwania marketingowe. - W tym momencie doszło do mnie, że to co powiedziałem, również zostało przyjęte, ponieważ usłyszeli, że dostaną to co oni chcą, ale też zobaczyli że nie będę na hurra bez żadnego przeanalizowania ściągał dla nich medialnej zachcianki. Zachcianki, która będzie łechtać ich ego. Sam ten pomysł, aby ściągnąć kogoś w miejsce Bruno, również mi odpowiadał, ponieważ pokaże, że Manchester United nie ściąga tylko młodych talentów, ale mamy też siłę przebicia która zachęci do dołączenia do nas kogoś powiedzmy z topu. Powiedzmy, ponieważ muszę się zastanowić, który element mojej układanki najbardziej potrzebuje największego wzmocnienia. W głowie zaczynają bić się myśli... Napastnik? W sumie mamy Sesko no i szlifowany przeze mnie JJ Gabriel... a może kogoś na lewe skrzydło? No na prawe na pewno nie, tam jest Nwanerii, jedno z moich marzeń aby tego chłopaka wynieść na salony.. Zmienić taktykę i przejść na 1 defensywnego pomocnika robiąc miejsce dla jakiegoś genialnego rozgrywającego? - W tym momencie moje rozmyślanie przerwał jeden z dyrektorów.
- Skoro temat schodzi na transfery to omówmy te, które już dokonaliśmy latem. W końcu pół roku to dobry moment na przeanalizowanie. Zatem jako pierwszy Tino Livramento.

Świetny start. -Przytakuję bez wahania. - Na rynku panuje deficyt prawych obrońców. Z dwójki Dalot-Mazraoui wolę Dalota. Sportowo różnice są minimalne, ale jeden nie wyjeżdża w trakcie sezonu na Puchar Narodów Afryki. 40 milionów za Mazraouiego ze zmiennymi? Bardzo dobry interes. Jeśli chcemy myśleć o Europie, potrzebujemy jakości, a nie stagnacji. Pojawia się temat „transferu z mundialu”. Ktoś żartuje, że przywożę go w torbie podróżnej. Uśmiecham się. W tamtym momencie mieliśmy ofertę z Milanu – 7 milionów za Casemiro. 34 lata, ogromny kontrakt. Cenię do teraz jego doświadczenie, ale projekt wymaga ruchu.
Potrzebowałem w środku kogoś, kto wygrał wszystko. Kogoś, kto zna presję największych meczów.

Aurélien Tchouaméni w Realu zaczynał być odsuwany na dalszy plan, przez co na pewno było decydującym punktem, dlaczego zaakceptował on dołączenie do naszej drużyny. U mnie ma być jedną z głownych twarzy nowego etapu. Zaufał mi. Doatkowo Mainoo i Bouaddi mogą rozwijać się obok niego. To nie tylko transfer. To zmiana osi drużyny.
– A Hojlund? – pada pytanie ostrzej, jednakże nie było ono w moi kierunku, a bardziej gdzieś tam między sobą rzucali spojrzenia. - 44 miliony. Napoli aktywuje klauzulę po awansie do Ligi Mistrzów. Wzruszam ramionami. Nie komentuję decyzji, które zapadły wcześniej zanim rozpocząłem pracę na Old Trafford. - Lista odejść jest jednak konkretna: Onana 37,5 mln, Ugarte 50 mln, Sancho 18 mln plus zmienne, Diego León 5 mln z potencjałem do 19. W styczniu klub opuścili również Rashford oraz Lammens. O ile zarobienie 67 mln za tego pierwszego to za Belga otrzymaliśmy zaledwie 14,5 mln, ale wolałem sprzedać go skoro i tak nie grał. Diogo Costa gra pierwsze skrzypce, a na ławce mamy genialnego młodzika, który za jakiś czas będzie bramkarzem na lata a jego nazwisko zostanie zapamiętane na lata - Liam Granite

- Saba Kharebashvili formalnie dołącza 1 stycznia, ale wraca na wypożyczenie – na lewej stronie mam Shawa, Dorgu i młodego Griffitha z zeszłorocznego naboru.

- W czerwcu dołączył do nas również Mikey Moore - młody talent, nadzieja na solidnego nominalnego lewo skrzydłowego, ponieważ póki co na lewym skrzydle gra Mbuemo, choć najlepiej czuje się na prawej stronie. Poza nim mamy oczywiście jeszcze Cunhe, czy też młodego Kai Rooneya. - Zobaczymy, damy Mikeyowi czas, na transferze stracić nie powinniśmy.

W tym momencie dyrektor sportowy odbiera telefon. Krótka rozmowa. Skinienie głowy.
- Zaakceptował. Lille, Villa i Milan obeszły się smakiem. Umawiamy testy, wysyłamy po niego samolot. Mamy to. Nico Paz dołącza do nas.

Czuję zmianę w powietrzu. Bruno odchodzi do Realu, więc Moura nie może czuć się nietykalny. Rywalizacja na ŚPO musi być bezlitosna. Nawet jeśli wyciągamy zawodnika z Serie B, to Nico jest zawodnikiem z papierami na wielkie granie.
- Projekt nie kończy się na jednym nazwisku. Projekt ma trwać nadal. -Patrzę na nich spokojnie po czym usłyszałem odpowiedź.
- Szafę przewietrzyliśmy. Teraz pokażemy, że drużyna oddycha dalej.- I to nie jest obrona. To zapowiedź, przed nami druga połowa sezonu. Mam nadzieję, że w tym gronie zobaczymy się nie wcześniej jak po zakończomnym sezonie i na pewno nie, w atmosferze, która była na początku naszego spotkania. Jednakże czekamy również na głośne nazwisko z Pana strony.
- Oczywiście - odpowiedziałem zdecydowanie.
Czerwiec 2027..
Spotykamy się tydzień po zakończeniu rozgrywek. Emocje już opadły, ale liczby wciąż są świeże. - Zacznijmy od Pucharu Anglii - słyszę na otwarcie. - Nottingham Forest. 0:4. To nie wygląda dobrze. Nie uciekam. - Biorę to na siebie. Wystawiam drugi skład, dokładam kilku szesnastolatków. Uznałem, że struktura i automatyzmy wystarczą. Nie wystarczyły.
- To wyglądało jak zlekceważenie rozgrywek.
- To wyglądało jak zbyt odważny eksperyment - odpowiadam spokojnie. - Chciałem przyspieszyć rozwój młodych. Zapłaciliśmy za to cenę. Wiem, że herb zobowiązuje. Na sali zapada chwila ciszy. Nikt nie podnosi głosu, ale przekaz jest jasny: - półfinał w przyszłym sezonie powinien być minimum. Przytakuję. Nie ma sensu iść w zaparte. Czasem odpowiedzialność buduje większą wiarygodność niż tłumaczenia.

Przechodzimy do kontrargumentów. - Wygrywamy Community Shield i ponownie zdobywamy Carabao Cup - mówię, przesuwając raport w ich stronę. - Droga nie jest łatwa: Liverpool, Tottenham, Chelsea. W każdej rundzie praktycznie najmocniejszy możliwy rywal.
- A w finale? - pada pytanie. - Crystal Palace. Teoretycznie najłatwiejszy. Praktycznie 6:1. To nie jest przypadek, to głębia składu i mentalność. Widzę, że to trafia. Ten puchar nie jest „dodatkiem”, gdy po drodze eliminujesz pół ligi z czołówki.




Rozmowa naturalnie skręca w stronę Premier League. - Do dziesiątej kolejki idziecie łeb w łeb z City - zauważa dyrektor, wskazując tabelę.

– Tak, to wyścig dwóch projektów o podobnym tempie – przyznaję. – A potem przyspieszamy. Pokazuję zestawienie z 24. kolejki. Przewaga rośnie.

– Finalnie mamy pięć remisów, dwa razy z Liverpoolem po 1:1, do tego porażka z Arsenalem 1:3, z West Hamem 1:2 – ktoś wtrąca.
– Zgadza się. Ale nie ma serii kryzysowej. Nie tracimy kontroli nad sezonem. Stabilność wygrywa ligę, nie pojedyncze fajerwerki. Otwieram końcową tabelę. 16 punktów przewagi nad Liverpoolem i Arsenalem, 18 nad Manchesterem City.
- To już nie jest walka o tytuł. To dominacja - słyszę. - To efekt systemu - odpowiadam. - Dominacja jest konsekwencją, nie celem samym w sobie.
- Przyklepane mistrzostwo podczas jubileuszowego spotkania, w dodatku rozgrywając je przeciwko Arsenalowi. Niczym wisienka na torcie - zauważył jeden z dyrektorów.
- Zbieg okoliczności - odpowiedziałem, ponieważ cóż mogłem więcej powiedzieć. - Nie miałem na to świadomego wpływu, choć nie zaprzeczam, że ma pan rację. Miło, że mogłem świętować swój mały jubileusz razem z drużyną świętując jednocześnie nasze drugie mistrzostwo kiedy stoje u steru Czerwonych Diabłów.




Pojawia się temat transferów. - Livramento - pada krótko. Uśmiecham się. - Aktualnie to najlepszy transfer, jakiego dokonałem w tym sezonie. Daje nam balans, powtarzalność, jakość w obu fazach. Czasem jeden ruch zmienia strukturę drużyny bardziej niż trzy medialne nazwiska - Dodałem to, ponieważ z tyłu głowy wciąż mam to, że miałem podać im nazwisko, które chciałbym lub nie chciałbym, jednakże oni chcieli i potrzebowali. - Widać, że ten argument nie wymaga długiej obrony - liczby i boisko mówią za niego.
- A młodzi? - dopytuje ktoś z końca stołu. - JJ Gabriel - odpowiadam bez zawahania.
-Wprowadzam go w meczach o mniejszej stawce, przy kontrolowanych warunkach. Gdy Sesko nie może grać, on chce brać na siebie odpowiedzialność za zdobywanie bramek. Jest młody, nie każdy mecz mu wyjdzie, ale dokłada bramki, karne, pewność. Do tego kończy sezon z nagrodą Golden Boy'a. To nie jest przypadek, to plan.


- Przejdźmy zatem też do nagród ligowych: pięciu zawodników w jedenastce sezonu. Nwaneri MVP, Sesko jako najlepszy strzelec Manchesteru United, Yoro, Livramento i Kambwala w defensywie. - To solidny kręgosłup - słyszę. - To fundament na lata - odpowiadam.



Atmosfera wyraźnie się uspokaja. Puchar Anglii pozostaje rysą, ale przy mistrzostwie zdobytym z taką przewagą i dwóch krajowych trofeach nie jest już punktem zapalnym.
- Sezon ligowy oceniamy bardzo wysoko - podsumowuje przewodniczący. Kiwnięcie głową z mojej strony wystarcza. Wiem jednak, że to nie koniec rozmowy. Na stole zostaje temat, który waży więcej niż wszystkie krajowe trofea razem wzięte. - Zostaje Liga Mistrzów - mówi w końcu.
- Owszem, zanim przejdziemy do seniorskiej rozgrywki, chciałbym przypomnieć, że nasza drużyna U-18 sięgnęła po trofeum w swojej kategorii wiekowej - dodałem z dumą tak jakbym chciał choć na chwilę sie zatrzymać, zanim zaczniemy omawiać występ pierwszej drużyny.


- Teraz rozumiemy, dlaczego tak zależy Panu aby zwiększyć liczbę trenerów oraz budżet na płace dla nich. Weźmiemy to pod uwagę oczywiście jak będziemy ustalać budżety na kolejny sezon. - skinąłem głową - Zatem przejdźmy do podsumowania Champions League.

- Ostatni raz graliśmy tam w sezonie 23/24 i skończyło się czwartym miejscem w grupie. Zero pucharowej wiosny. Teraz to zupełnie inna historia. - Przytakuję. - Cel był prosty: w nowym formacie zająć miejsce premiowane awansem. To było naszym minimum. Reszta miała być premią.
Zaczynamy od meczu z Lazio Rzym na Old Trafford. - Nie zlekceważył ich pan - słyszę.
- Nie. Byliśmy w gazie, więc daję Gabrielowi pierwszy skład. Chciałem dać mu szansę, żeby zapisał się w tych rozgrywkach od początku. Daję mu rolę lisa pola karnego, choć nim nie jest. Koledzy mu pomagają. Karny - zamienia na bramkę. Później dobitka z najbliższej odległości. Finalnie mamy 4:1. Mocne wejście. Oczywiście MVP wędruje do Rodrigo Moury, który napędził całą drużynę dwoma świetnymi strzałami.



Druga kolejka- wyjazd do Paryża. PSG, jeden z faworytów. - Prowadzimy od drugiej minuty - ktoś przypomina. - Sesko. Idealne otwarcie. Pojawia się jednak problem w postaci czerwonej kartki dla Dalota, która ustawia mecz. Bronimy się ambitnie, jednakże to nie wystarcza... wyjeżdżamy bez punktów. To była lekcja.

Trzecia kolejka - Dortmund. - Piłkarskie szachy - mówię. - Jeden moment, Diallo urywa się obrońcom. 1:0. Styl? Drugorzędny. Trzy punkty? Bezcenne. -Szkoda tylko, że straciliśmy Kambwalę na prawie dwa miesiące.

Czwarta - Stuttgart u nas. 18. minuta, 0:1. - I wyglądało to źle - wtrąca dyrektor sportowy.
- Bo wyglądało. Do czasu. Czerwona kartka dla Jeltscha zmienia wszystko. Zaczynamy grać swoje. Kończymy 5:2.

Piąta kolejka - Old Trafford odwiedza Robin van Persie jako trener. Teatr Marzeń pamięta go aż za dobrze. - Symboliczny wieczór - słyszę.
- I spokojny. 2:0. Mamy 12 punktów. Minimum praktycznie wykonane.


Szósta kolejka - Barcelona. - Nwaneri kontra Yamal - uśmiecha się ktoś przy stole.
– Nwaneri. Dwie asysty. Kambwala chowa Ferrana do kieszeni. Wygrywamy. A Barcelona kończy rozgrywki na 26. miejscu. Taki jest nowy format – nie wybacza słabszych momentów.

Siódma kolejka – Slavia w Pradze. - Wymęczone 2:1 - przyznaję. - Ale wiemy już, że jesteśmy nie tylko w fazie pucharowej. Jesteśmy w TOP8.

Ósma - Sevilla na wyjeździe. 2:0, kontrola, po czym tracimy koncentrację. 2:2. - Szkoda - mówię. - Bo mogliśmy zamknąć fazę ligową jeszcze mocniej. Kończymy na 6. miejscu. Omijamy dodatkową rundę. Czekamy.


I wtedy przychodzi komunikat:

1/8 finału - Inter Mediolan. Dzień przed meczem informacja, że zwolnili Christiana Chivu. - Zaskoczyło pana to? – pada pytanie.
– Rozbawiło. My byśmy czegoś takiego nie zrobili na dzień przed dwumeczem. Pomyślałem: dobrze wiedzieć.
San Siro. Do przerwy 3:0 dla nas. - Co się stało w szatni Interu? - ktoś pyta półżartem.
- Nie wiem. Wiem tylko, że efekt był odwrotny do zamierzonego. W drugiej połowie dokładamy sześć bramek, a jedną tracimy. Końcowy wynik 9:1. Mamma Mia! A na środku obrony zaczyna Harry Maguire. Przez chwilę widzę przed oczami wszystkie memy związane z "Harrym Magłają" a potem przypomina mi się 7:1 z Romą za Fergusona. Historia zatacza koło.

Rewanż to formalność. 2:0. Jedziemy dalej.

Ćwierćfinał - Arsenal. - Londyn nie jest dla pana szczęśliwy - ktoś przypomina.
- Nie był. Trzecia minuta, 1:0 dla nich. Minutę później Mikey Moore wyrównuje. Potem Arsenal się sypie. Wracamy z 4:1. Sam bym w to nie uwierzył przed meczem.

Rewanż? Do 90+3 jest 2:2. Gdyby nie pierwszy mecz, pewnie byłoby więcej nerwów. W doliczonym czasie dokładamy dwa gole. 4:2. Dwumecz 8:3. Klasycznie po meczu rewanżowym i tym razem dostajemy dodatkowy strzał w kolano - w obu spotkaniach półfinałowych zagramy bez Rodrigo Moury.


Półfinał. Znów Paryż. – Macie 2:1 z pierwszego meczu - przypomina przewodniczący.
– I do przerwy prowadzimy 1:0 na Parc des Princes. Wtedy czuję, że finał jest blisko. Za blisko. Druga połowa… przypomina mi Mediolan. Tylko role się odwracają. To oni dokładają kolejne bramki. Kończy się 1:4. Odpadając, czuję niedosyt.


– Zasłużyliście na półfinał – mówi ktoś na sali.
– Tak. Ale zapamiętają nas za to 1:4. Nie za fazę ligową. Nie za Mediolan. Nie za Arsenal. PSG pokazuje nam, ile jeszcze pracy przed nami.
Chwila ciszy. – W finale wygrywają 3:0 z Bayerem Leverkusen – dodaje dyrektor. – Przegraliście z triumfatorem.
– To żadne pocieszenie. Ale to kontekst – odpowiadam.
Przewodniczący splata dłonie. – Mimo rewanżu z PSG jesteśmy zadowoleni. Z pana pracy. Z rozwoju zespołu. Po wakacjach chcielibyśmy porozmawiać o nowym kontrakcie.
Kiwnięcie głową. Wiedziałem, że to padnie.
– Ale czy o czymś nie zapomnieliśmy? – dodaje z lekkim uśmiechem.
- Wiem dokładnie, o co chodzi - odpowiedziałem
– Jakie to nazwisko? – doprecyzowuje dyrektor.
Odwracam się spokojnie. – Skoro muszę? - jeszcze spojrzałem wzrokiem na znajome twarze, które wpatrywały się we mnie i odpowiedziałem - Jamal Musiala.
~~
Pozostałe ligi oraz transfery:




Liga Mistrzów:

Liga Europy:

Liga Konferencji:

Francja:

Hiszpania:

Holandia:

Niemcy:

Polska:

Portugalia:

Włochy:

Autor: Jaceq91
Sponsor MFM - rok 2025, 2026
Komentarzy: 49
Grupa: Root Admin
Ranga: Mechanik
Ranga sponsorska: Sponsor Premium
Dołączył: 2022-01-20
Poziom ostrzeżeń: 0
18-02-2026, 14:45 , ocenił powyższy materiał: mocne - Pilnie śledzę
Redaktor Naczelny. Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Główny Sponsor Rozgrywki Mistrzów, Mistrz Ceremonii. Szef Typera. 3. miejsce w Polsce FM 2019, Wicemistrz Polski FM 2022, Mistrz Polski FM 2023, Typer Sezonu 2019/20 - 3. miejsce, Typer EURO 2024 - 2. miejs
Komentarzy: 2218
Grupa: Moderator
Ranga: Korespondent Wojenny
Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny
Dołączył: 2017-10-19
Poziom ostrzeżeń: 0
19-02-2026, 09:36 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Wicemistrz Polski FM 15, Mistrz Polski FM 17, FM 19, FM 20, FM 21 i FM 22, 3. miejsce w Polsce FM 18, Typer Sezonu 2020/21 - 2.m, Typer Sezonu 2021/22 - 3.m, Menedżer Miesiąca
Komentarzy: 11372
Grupa: Root Admin
Ranga: Ojciec Założyciel
Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny
Dołączył: 2015-03-20
Poziom ostrzeżeń: 0
19-02-2026, 13:47 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba
Strażnik Galaktyki, Sponsor MFM - rok 2026
Komentarzy: 786
Grupa: Moderator
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny
Dołączył: 2017-08-03
Poziom ostrzeżeń: 0
19-02-2026, 18:38 , ocenił powyższy materiał: mocne - Lecę budować Ci pomnik
Pierwszy Kreator Gwiazd
Komentarzy: 366
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Chluba Mój Football Manager
Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny
Dołączył: 2022-08-07
Poziom ostrzeżeń: 0
19-02-2026, 20:27 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba
Komentarzy: 944
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Dołączył: 2016-04-15
Poziom ostrzeżeń: 1
20-02-2026, 12:35
@Pavlito wrzucenie całego składu po sezonie będzie ok? mam na myśli screeny z zakładki "Pierwszy skład"? a co do Bruno to myślę, że dla klubu lepiej byłoby przyjąć ofertę choćby z Al Hilal w okolicy 100 jak Realu, który pewnie czekać będzie jak kontrakt będzie mu się kończył... Szkoda tylko, że trafił on do nas w latach, gdzie nigdy nawet nie było blisko mistrzostwa Anglii... Gdyby teraz odszedł to byłby takim Gerardem z Liverpoolu, który tego mistrzostwa Anglii nawet nie zdobył.
@Mahdi - w sumie pisałem ten blog przez 3 dni (tak po 2-4 godziny po pracy).
@Benzema @Ernie89 dzięki za komentarz!
Sponsor MFM - rok 2025
Komentarzy: 225
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny
Dołączył: 2018-11-12
Poziom ostrzeżeń: 0
21-02-2026, 12:40 , ocenił powyższy materiał: mocne - Genialne, czekałem na to
Komentarzy: 228
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Dołączył: 2019-01-12
Poziom ostrzeżeń: 0
21-02-2026, 23:27 , ocenił powyższy materiał: mocne - Lecę budować Ci pomnik
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025
Komentarzy: 2150
Grupa: Moderator
Ranga: Koneser Football Managera
Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny
Dołączył: 2021-10-24
Poziom ostrzeżeń: 0
28-02-2026, 10:54 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się
Komentarzy: 195
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Dołączył: 2024-09-08
Poziom ostrzeżeń: 0
02-03-2026, 20:25 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się