-

 

BLOG UŻYTKOWNIKA - Football Manager


OCENA mocne: 7, słabe: 0
zobacz komentarze

Napisać historię na nowo - #2 Mistrzostwa Europy 1996 Wembley we łzach...

21-06-2026, 20:49 , Unikalnych wejść: 756 , autor: przeminho

Wybrany klub / reprezentacja: Polska

Opisywany sezon: 1996

Poziom rozgrywkowy: -

Wersja gry: FM 24

 

poprzednie blogi:

ETAP PIERWSZY

#1 Eliminacje Mistrzostw Europy 1996


 

Cudowne lata 90. – dla mnie cudowne, dla polskiej piłki klubowej również, ale już nie dla reprezentacyjnej. Przeglądając wyniki meczów i poszczególne składy, nieraz łapałem się za głowę. W jednych eliminacjach potrafiliśmy dwukrotnie zremisować z Francją, by jednocześnie przegrać ze Słowacją czy zremisować z Azerbejdżanem. Wyłania się z tego obraz drużyny, która gdy chciała, potrafiła grać na wysokim poziomie, ale zdecydowanie zbyt rzadko miała odpowiednią determinację.

 

Potencjał piłkarski był zdecydowanie większy niż w pierwszej dekadzie XXI wieku, a mimo to został w dużej mierze zmarnowany. Wracając pamięcią do tamtych eliminacji, opuszczonych turniejów i późniejszych przebłysków po 2000 roku, coraz bardziej doceniam wyniki osiągane za kadencji Adama Nawałki i Czesława Michniewicza. Uważam, że biorąc pod uwagę potencjał kadrowy, którym dysponowali, udało się wtedy osiągnąć naprawdę sporo.

Dość jednak rozważań – przejdźmy do sedna.

Eliminacje przeszliśmy jak burza. Przypomnę: 12 zwycięstw w 12 rozegranych spotkaniach oraz 52 strzelone bramki. Przed losowaniem grup mistrzostw Europy rozegraliśmy dwumecz towarzyski z Islandią. Ze względu na wytyczne klubów dotyczące liczby minut, jakie zawodnicy mogli spędzić na boisku, w obu spotkaniach wystąpiliśmy w mocno eksperymentalnych składach:


 

 

Dla przypomnienia, tak prezentują się grupy mistrzostw Europy:
 

 


Na turniej powołałem następującą grupę zawodników. Obyło się bez większych niespodzianek, choć można wskazać jeden wyjątek. Na Euro pojedzie Maciej Żurawski, który przebojem wdarł się do reprezentacji, a po transferze do Belgii notuje bardzo dobre liczby w Anderlechcie. Powołanie otrzymał również Jacek Ziober, który skorzystał na pechu Adama Fedoruka. Fedoruk miał pełnić rolę zmiennika na lewym skrzydle, jednak kontuzja wykluczyła go z gry na około miesiąc, przez co zabraknie go na turnieju.

 

 

 

 

W grupie czekają nas mecze z Irlandią i Rumunią, dlatego na sparingpartnerów wybrałem Bułgarię oraz Szkocję, których styl gry w pewnym stopniu przypomina naszych grupowych rywali. Na rozruszanie przed właściwymi przygotowaniami zmierzyliśmy się natomiast z Estonią.

 

 

 

Czas przedstawić kadrę. Na turnieju będziemy występować w ustawieniu 4-2-3-1:
 

pierwsza 11

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zmiennicy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

FAZA GRUPOWA

Rywalizację w fazie grupowej rozpoczęliśmy od meczu z Irlandią. Kto miał być mózgiem i sercem tej reprezentacji? Oczywiście Pisz i Rudy. Obaj popisali się kapitalnymi strzałami z dystansu, po których Bonner nie miał najmniejszych szans na skuteczną interwencję. Na kontaktowego gola Irlandczyków odpowiedział Kowalczyk, a wynik w końcówce ustalił Maciej Żurawski, który po przerwie zastąpił kompletnie niewidocznego Juskowiaka.

 

 

 

Mecz z Niemcami najlepiej przemilczeć. Wynik może sugerować jednostronne widowisko, ale w rzeczywistości było to bardzo wyrównane spotkanie. W końcówce postawiłem wszystko na jedną kartę, licząc na zwycięstwo, jednak nadziałem się na dwie zabójcze kontry wykończone przez Klinsmanna.

 

 

 

Przed ostatnim spotkaniem grupowym z Rumunią byłem raczej spokojny o awans. Rumuni niespodziewanie przegrali z Irlandią, a ta przy trzech punktach miała jeszcze zmierzyć się z Niemcami. My mieliśmy bilans bramkowy równy zero, podczas gdy zarówno Rumunia, jak i Irlandia były „na minusie”. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. A jednak... przez chwilę zrobiło się naprawdę nerwowo.

Prowadziliśmy 2:1 po dwóch trafieniach Kowalczyka. Na ławce odpoczywali Kosecki i Juskowiak. To zresztą zabieg, który często stosuję w piłce reprezentacyjnej — od momentu wyjścia z grupy, a czasem już od trzeciego meczu turnieju, zaczynam przeprowadzać zmiany zaraz po przerwie. Słowo klucz: rotacja.

Jak wspomniałem, zrobiło się gorąco. Hagi dał sygnał do odrabiania strat i doprowadził do remisu 2:2. Chwilę później Belodedici wyprowadził Rumunów na prowadzenie. Pojawiło się pytanie: czy rozpędzeni Rumuni zdołają nie tylko wygrać, ale także odrobić straty w bilansie bramkowym?

Wtedy do akcji wkroczył Roman Kosecki. Dwie znakomite indywidualne akcje, dwie asysty i gole Ziobera oraz Warzychy. Mogliśmy odetchnąć z ulgą. Nawet kolejna bramka Hagiego nie była już w stanie nam zaszkodzić. Szalone spotkanie zakończyło się remisem 4:4, a Polska z dorobkiem czterech punktów awansowała do fazy pucharowej, gdzie czekali już... gospodarze turnieju!

 

 

 

 

1/4

Gdyby taki mecz wydarzył się w prawdziwej piłce, bez wątpienia przeszedłby do legendy światowego futbolu. Po stronie Anglii bezradni byli Beckham, Shearer, Fowler i Gascoigne. W obronie występowali prawdziwi tytani – Adams, Pearce i Dixon, a między słupkami stał wielki David Seaman. Po polskiej stronie były waleczność, determinacja i... ogromna porcja szczęścia.

Wygraliśmy po dogrywce 3:1, a lista strzelców wyglądała wręcz absurdalnie – widniały na niej dwa angielskie nazwiska i tylko jedno polskie. Jak to możliwe, skoro w meczu padły cztery bramki? Odpowiedź jest prosta i zarazem niewiarygodna: jeden z Anglików zdobył aż dwa gole samobójcze!

Wynik spotkania otworzył McManaman. W 43. minucie wyrównaliśmy po samobójczym trafieniu samego Tony'ego Adamsa. Kapitan Anglików pechowo przeciął zagranie Kowalczyka z lewej strony i skierował piłkę do własnej bramki. Wielki błąd, który pozwolił nam wrócić do meczu.

Do końca regulaminowego czasu gry broniliśmy się bardzo mądrze i skutecznie, doprowadzając do dogrywki. Anglicy wyglądali na wyczerpanych, podczas gdy my dzięki rotacji zachowaliśmy sporo świeżości. Z każdą minutą wyglądaliśmy coraz lepiej i zaczynaliśmy przejmować inicjatywę.

108. minuta. Rzut rożny. Piłka trafia pod nogi Koseckiego, który czai się przed polem karnym. Przyjęcie, wejście z piłką, zwód i strzał. Futbolówka zmierza kilka metrów obok lewego słupka, ale na jej linii znajduje się Adams. Z przerażeniem obserwuje, jak po odbiciu od jego klatki piersiowej piłka zmienia tor lotu i tuż przy prawym słupku wpada do bramki kompletnie zdezorientowanego Seamana. Anglicy są w szoku.

Przy linii bocznej chwalę zawodników i zachęcam ich do dalszego nacisku. 112. minuta. Nowak zagrywa do Ziobera. Ten mija Gary'ego Neville'a, zwodzi Adamsa i wychodzi sam na sam z Seamanem. Chwila napięcia, strzał... i jest 3:1!

Stadion zamiera. Po chwili z polskiego sektora wybucha ogłuszająca wrzawa. Anglia jest w szoku, świat przeciera oczy ze zdumienia, Polska wpada w euforię. Wembley tonie we łzach.
 

 

 

1/2

W półfinale trafiliśmy na Francję. Wspominałem już o rotacji? Wyobraźcie sobie sytuację: selekcjoner reprezentacji Polski przed półfinałem mistrzostw Europy sadza na ławce siedmiu podstawowych zawodników. W realnym świecie pewnie ktoś z PZPN-u zamknąłby go w szatni i wezwał psychiatrę.

Ja jednak zaryzykowałem. Na ławce usiedli boczni obrońcy, Rudy, Pisz, Kowalczyk, Kosecki i Juskowiak. Plan był prosty – oszczędzać siły i uderzyć z pełną mocą po przerwie. Dlatego przy wyniku 1:1 między 50. a 60. minutą przeprowadziłem aż cztery zmiany.

Plan mógł się nie udać. Geniusz Zidane'a wyprowadził Francuzów na prowadzenie i przez chwilę zrobiło się naprawdę niebezpiecznie. Na szczęście ja miałem w odwodzie Kowalczyka i Warzychę. Po jednym z ataków przyszło podanie ze środka pola, Kowalczyk wpadł w pole karne i potężnym strzałem dosłownie rozerwał ręce Barthezowi. Remis. Kolejna dogrywka.

W piłce, podobnie jak w życiu, potrzeba czasem odrobiny szczęścia. W tym meczu miałem go całe mnóstwo. W 112. minucie silny jak dąb Desailly opuszcza boisko na noszach. Nie po brutalnym starciu, nie po kontuzji – zwyczajnie złapały go skurcze. Francuzi zostają w dziesiątkę.

Minutę później wykorzystujemy przewagę. Kosecki zagrywa idealną piłkę do Kowalczyka, a ten bez najmniejszych problemów zdobywa swoją drugą bramkę w meczu. Prowadzimy 3:2.

To jednak nie koniec francuskiego dramatu. W 116. minucie sfrustrowany Zidane robi... Zidane'a. Prowadzi piłkę przez środek boiska, podbiega do niego Rudy, a francuski gwiazdor w zupełnie niegroźnej sytuacji na oczach całego świata powala go łokciem. Czerwona kartka. Francuzi kończą mecz w dziewiątkę.

Minutę później zadajemy ostateczny cios. Pisz zagrywa do Grembockiego, a ten ustala wynik spotkania. Francja jest na kolanach.

Polska awansuje do finału mistrzostw Europy!
 

 

 

 

 

FINAŁ
 

Co to był za mecz! Prawdziwe święto futbolu.

Po raz kolejny zastosowałem swój manewr z rotacją. Tym razem już w przerwie wpuściłem na boisko czterech świeżych zawodników. Włosi byli coraz bliżej tytułu i zaczynali czuć smak mistrzostwa Europy, ale w 88. minucie po rzucie rożnym doprowadziliśmy do remisu 2:2. Trzeci mecz w fazie pucharowej i trzecia dogrywka.

Jej początek nie ułożył się po naszej myśli. Wielki Baggio zdobył bramkę i Włosi ponownie wyszli na prowadzenie. Wyglądali na pewnych siebie, przekonanych, że tym razem dowiozą zwycięstwo do końca.

Szybko zostali za to ukarani.

Juskowiak potrzebował zaledwie minuty, by dwukrotnie wpisać się na listę strzelców. W jednej chwili z 2:3 zrobiło się 4:3 dla Polski. To my byliśmy o krok od mistrzostwa Europy.

Włosi rzucili się do ataku wszystkim, co mieli. Atakowali jak szaleni, nie zostawiając sobie żadnych zabezpieczeń. Ich determinacja przyniosła efekt – Ferrara doprowadził do remisu 4:4. Chwilę później sędzia zakończył dogrywkę. O tytule miały zdecydować rzuty karne.

Seria jedenastek nie trwała długo. Pagliuca obronił strzały Kowalczyka, Juskowiaka i Żurawskiego. Wandzik nie zdołał zatrzymać ani jednego z włoskich wykonawców. To szczególnie bolesne, bo w finale rozegrał prawdopodobnie swój najlepszy mecz na całym turnieju. Przez większość mistrzostw prezentował się przeciętnie, ale tego wieczoru mógł zostać bohaterem. Niestety, kolegom zabrakło zimnej krwi przy wykonywaniu jedenastek.

Tak jak Wembley po ćwierćfinale tonęło w angielskich łzach, tak teraz skąpane było w polskim smutku.

 

 

 

Na otarcie łez pozostały nagrody indywidualne. Kowalczyk sięgnął po koronę króla strzelców turnieju, a Kosecki zakończył mistrzostwa z największą liczbą asyst. Warto też wspomnieć o jeszcze jednej statystyce. Wandzik wpuścił podczas turnieju aż 15 bramek. Tak, dobrze czytacie — wicemistrzowie Europy stracili 15 goli w trakcie jednych mistrzostw. Futbol na tak. Defensywa? Najlepsza obrona to atak!
 


 

 

Na EURO wystąpili:

 

 



Tak prezentują się grupy, drabinka i najważniejsze statystyki.
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Do usłyszenia!


Autor: przeminho
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025

KOMENTARZE

Ernie89
Strażnik Galaktyki, Sponsor MFM - rok 2026


Komentarzy: 965

Grupa: Moderator

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny

Dołączył: 2017-08-03

Poziom ostrzeżeń: 0

23-06-2026, 21:06 , ocenił powyższy materiał: mocne - Niesamowita historia

Niesamowita historia
Obecnie online: brak użytkowników online
Copyright © 2015-26 by Łukasz Czyżycki