ROZGRYWKA MISTRZÓW - ELIMINACJE - Football Manager


OCENA mocne: 10, słabe: 0
zobacz komentarze

RM11. Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.5

11-03-2026, 22:26 , Unikalnych wejść: 488 , autor: draven

Wybrany klub / reprezentacja: OGC Nice

Opisywany sezon: 2027/28

Poziom rozgrywkowy: 1

Wersja gry: Football Manager 2024

OGC NICE

 

Poniżej linki do poprzednich części:

Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.1

Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.2

RM11. Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.3

RM11. Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.4

 

OGC NICE- ROZGRYWKI KRAJOWE

SEZON LIGUE 1 COUPE DE FRANCE TROPHÉE DES CHAMPIONS
2023/24 2. MIEJSCE ZWYCIĘZCY -
2024/25 ZWYCIĘZCY 1/4 FINAŁU 2. MIEJSCE
2025/26 ZWYCIĘZCY FINAŁ ZWYCIĘZCY
2026/27 2. MIEJSCE ZWYCIĘZCY 2. MIEJSCE

 

OGC NICE- ROZGRYWKI MIĘDZYNARODOWE

SEZON LIGA MISTRZÓW LIGA EUROPY LIGA KONFERENCJI EUROPY SUPERPUCHAR EUROPY KLUBOWE MŚ
2023/24 - - - - -
2024/25 1/8 FINAŁU - - - -
2025/26 ZWYCIĘZCY - - - -
2026/27 ZWYCIĘZCY - - - -

 

ZWYCIĘZCY ISTOTNYCH ROZGRYWEK W PIŁCE KLUBOWEJ

SEZON LIGA MISTRZÓW LIGA EUROPY LIGA KONFERENCJI EUROPY SUPERPUCHAR EUROPY KLUBOWE MŚ
2023/24 MANCHESTER CITY LIVERPOOL GALATASARAY SEVILLA PALMEIRAS
2024/25 ARSENAL CELTA VIGO BAYER LEVERKUSEN LIVERPOOL REAL MADRYT
2025/26 OGC NICE TOTTENHAM FENERBAHÇE ARSENAL -
2026/27 OGC NICE REAL SOCIEDAD LAZIO RZYM OGC NICE -

 

ZDOBYTE DOTYCHCZAS TROFEA

COUPE DE FRANCE: 2023/24, 2026/27

 

MISRZOSTWO FRANCJI:  2024/25, 2025/26

 

TROPHÉE DES CHAMPIONS: 2025/26

 

LIGA MISTRZÓW: 2025/26, 2026/27

 

SUPERPUCHAR EUROPY: 2026/27


TRANSFERY

Po raz pierwszy od startu projektu mogliśmy pozwolić sobie na realną swobodę na rynku transferowym. Zarząd przeznaczył na wzmocnienia ponad 50 milionów euro, co w połączeniu z odejściami kilku zawodników stworzyło przestrzeń do bardziej zdecydowanych ruchów. Nie oznaczało to jednak potrzeby rewolucji kadrowej. Zespół funkcjonował stabilnie, dlatego skupiliśmy się przede wszystkim na punktowym wzmocnieniu jakościowym wybranych pozycji. Transfery miały być ewolucją, nie zerwaniem z dotychczasową tożsamością.

Najgłośniejszym odejściem tego lata był transfer Sofiane Diopa. Przez kilka sezonów odgrywał istotną rolę w zespole i miał swój udział w największych sukcesach klubu. Z czasem jednak jego pozycja w drużynie stopniowo traciła na znaczeniu, głównie na rzecz Sávio, który przejął większą odpowiedzialność i stał się pierwszym wyborem na lewym skrzydle.

Jak bywało już wcześniej, trudno było konkurować z ofertami finansowymi płynącymi z Arabii Saudyjskiej, zwłaszcza na poziomie indywidualnych kontraktów. Odejście Diopa nie było więc zaskoczeniem, a jego finansowy wymiar pozwolił spojrzeć na sytuację bez nadmiernych emocji. Wykorzystaliśmy zgromadzone środki w sposób pragmatyczny- jako okazję do dalszego wzmacniania składu i podnoszenia ogólnej jakości drużyny, a nie jako konieczność łatania braków.

Kolejnym istotnym odejściem był transfer Amine Gouiriego do Villarreal CF. Choć nigdy nie był stuprocentowym pierwszym wyborem- przez długi czas tę rolę pełnił Gaëtan Laborde, a w ostatnim sezonie Karim Konaté- pozostawał jednym z moich najbardziej zaufanych zawodników w kadrze. Był piłkarzem, na którym można było polegać w kluczowych momentach: stabilnym mentalnie, profesjonalnym i zawsze gotowym, by wejść do gry bez względu na okoliczności. Jego odejście miało jednak również wymiar strategiczny- zwalniało miejsce w kadrze dla zawodnika o zupełnie wyjątkowym potencjale, o którym będzie mowa w dalszej części.

Pierwszym wzmocnieniem tego lata został João Rêgo, który trafił do zespołu jako naturalne zastępstwo po odejściu Sofiane’a Diopa. Od początku był przeze mnie postrzegany jako zawodnik przewidziany do gry na pozycji lewego skrzydłowego, gdzie w ostatnich sezonach rotacja była największa. Rêgo wnosił świeżość do tej strefy boiska i poszerzał wachlarz opcji w ofensywie, dając mi do spółki z Sávio większy komfort w zarządzaniu minutami na tym skrzydle.

Do Nicei przychodził jako świeżo upieczony mistrz Portugalii z Benfiką i jednocześnie najlepszy piłkarz sezonu ligi portugalskiej. Sam ten fakt sporo mówił o skali ruchu. Był to też już czwarty klasowy transfer z Lizbony w ostatnich latach, co tylko potwierdzało, że relacje między klubami od dawna układają się po naszej myśli.

Kolejnym ruchem było sprowadzenie 19-letniego Anisa Jebaliego z SM Caen za zaledwie 5 milionów euro. Od początku było jasne, że pozostanie on w Caen na zasadzie wypożyczenia, by regularnie grać i zbierać doświadczenie, natomiast już na etapie transferu podjąłem decyzję, że po powrocie do Nicei zostanie przekwalifikowany na pozycję cofniętego rozgrywającego. Wynikało to bezpośrednio z jego profilu i zestawu atrybutów, które dawały realne podstawy, by wykorzystywać go głębiej w polu, zwłaszcza przy dużej konkurencji w ataku.

Wzmocnić, a raczej uzupełnić musieliśmy również linię defensywy, stąd transfer Jeanuëla Belociana, który miał uzupełnić środek obrony po odejściu El Chadaille’a Bitshiabu do Sunderlandu. Były piłkarz RB Lipsk nie do końca akceptował rolę zawodnika głębi składu, chciał grać więcej i ostatecznie pozwoliłem mu odejść. Z transferu Belociana nie byłem do końca zadowolony, bo od początku czułem, że zapłaciliśmy za niego zbyt dużo w stosunku do tego, co realnie prezentował.

Jeśli ktoś był cierpliwy do końca i czekał na fajerwerki, to wreszcie się doczekał. Ten transfer kosztował nas krocie, ale od początku miałem poczucie, że to ryzyko warte podjęcia. Do Nicei z Realu Madryt dołączył Endrick! Plan był prosty. Na początku miał uczyć się od Karima Konaté, obserwować, wchodzić w drużynę bez presji i zbierać doświadczenie. Z czasem miał jednak stać się jego naturalnym następcą i wziąć na siebie odpowiedzialność za strzelanie bramek.

Transfer Endricka pobił klubowy rekord ustanowiony sezon wcześniej przy okazji sprowadzenia Karima Konaté aż o 29 milionów euro. Pozostawało jednak otwarte pytanie, czy warto było wydawać takie pieniądze na zawodnika, który na początku miał wchodzić głównie z ławki, nawet jeśli długofalowo plan wobec niego był znacznie ambitniejszy. Czas pokaże.

Podsumowując okno transferowe, poza odejściami Sofiane’a Diopa i Amine’a Gouiriego klub wygenerował łącznie jeszcze ponad 47 milionów euro zarobku (wliczając w to kilka milionów uzyskanych ze sprzedaży zawodników rezerw). Łącznie te środki pozwoliły sięgnąć po brazylijski supertalent i zamknąć okno bez konieczności osłabiania drużyny w newralgicznych miejscach.

Z zespołem pożegnali się także m.in. wspomniany już El Chadaille Bitshiabu, Mateo Boyer, który trafił do Brentford FC za 10 milionów euro, oraz Enzo Le Fée, sprzedany do LOSC Lille. Boyer był zawodnikiem regularnie wyróżnianym w młodzieżowych plebiscytach i dobrze rokującym, ale profilowo nie pasował do mojej koncepcji gry, natomiast Le Fée, podobnie jak Bitshiabu, coraz wyraźniej odczuwał marginalną rolę w zespole i szukał miejsca, w którym mógłby grać więcej.

Przypadek Arthura Vermeerena tylko potwierdził, jak ważne są odpowiednie klauzule przy sprzedaży zawodników. Gdy odchodził w połowie drugiego sezonu do Anderlechtu, zabezpieczyliśmy się zapisem gwarantującym 40% zysku z jego kolejnego transferu. Teraz, po jego transferze z wicemistrza Belgii do Barcelony za niemal 40 milionów euro, w tym oknie do klubowej kasy Nicei trafiło dodatkowe 13 milionów euro.

Na kolejne wypożyczenie w poszukiwaniu regularnej gry, tym razem do FC Augsburg, udał się Franco Álvarez, talent sprowadzony przez nas sezon wcześniej. Na razie musiał zrobić ten krok poza Niceą, ale w Augsburgu dostanie swoje szanse na sprawdzenie się w mocnej lidze. 

W tym oknie wydaliśmy ponad 100 milionów euro mniej niż sezon wcześniej, co samo w sobie pokazuje, że nie było potrzeby radykalnej przebudowy. Mimo mniejszych nakładów finansowych realnie podnieśliśmy poziom kadry, zachowując jej stabilny trzon. Najwięcej zyskaliśmy w ofensywie, gdzie konkurencja i jakość indywidualna weszły na jeszcze wyższy poziom.

 

Podsumowanie transferów (tylko 1. zespół)

Przybyli:

João Rêgo (Portugalia), Benfica, 47 000 000 €

Anis Jebali (Francja/Tunezja), SM Caen, 5 000 000 €

Jeanuël Belocian (Francja/Gwadelupa), Rennes, 30 000 000 €

Endrick Felipe Moreira de Sousa (Brazylia/Hiszpania), Real Madryt, 115 000 000 € + 15 000 000 € zmiennych

Łącznie: 197 000 000 € + 15 000 000 € zmiennych

 

Odeszli:

Sofiane Diop​ (Maroko/Francja), Al-Ahli (KSA), 52 000 000 €

Amine Gouiri (Algieria/Francja), Villareal, 44 000 000 €

El Chadaille Bitshiabu (Francja/DR Kongo), Sunderland, 13 500 000 €

Enzo Le Fée (Francja), Lille, 13 500 000 €

Franco Álvarez (Argentyna), Augsburg, wypożyczenie

Łącznie: 123 000 000 €

 

Każda pozycja obsadzona bardzo dobrze, z odpowiednią głębią. Do tego kilku piłkarzy stanowiących awaryjne uzupełnienie składu. Postanowiłem, że w kadrze na kolejny sezon pozostanie także Jérôme Navarro. Wybraliśmy inny model jego rozwoju niż w przypadku Álvareza. Dostanie swoje szanse, chociaż rywalizacja z Konaté i Endrickiem będzie trudna. Sezon jest jednak długi, niech chłopak walczy o skład.


TROPHÉE DES CHAMPIONS

Tradycyjnie już sezon rozpoczynaliśmy meczem o Superpuchar Francji z PSG. Tradycyjnie też był to mecz na styku, pełen emocji i zwrotów akcji. Na szybkie prowadzenie po trafieniu Mbappé odpowiedzieliśmy bramkami Todibo i Baleby, ale nie wytrzymaliśmy końcówki i najpierw samobójczego gola zanotował wspomniany Todibo, a dzieła dopełnił trzy minuty później Camavinga. Pierwsze śliwki robaczywki...


SUPERPUCHAR EUROPY

Lepiej poszło nam w europejskim odpowiedniku Superpucharu. Poprzednie rozgrywki Ligi Europy wygrał Real Sociedad, który w finale pokonał Manchester United, stąd też mierzyliśmy się w tym spotkaniu właśnie z Hiszpanami. Mecz rozpoczął się znów od prowadzenia naszych rywali, ale dość szybko odpowiedzieliśmy za sprawą rozgrywającego swój trzeci mecz w naszych barwach Rêgo. Nie potrafiliśmy udokumentować bramką znaczącej przewagi i czekała nas dogrywka, gdzie wspaniale pokazał się wprowadzony po niewiele ponad godzinie gry Sávio. W trochę ponad piętnaście minut skompletował hat-tricka. Co prawda w końcówce spotkania znów w szyki obronne wkradło się rozluźnienie, ale ostatecznie dowozimy wygraną do końca i zdobywamy pierwsze trofeum w sezonie.


LIGUE 1

Rozgrywki ligowe inaugurowaliśmy wyjazdowym spotkaniem z Auxerre. Poszło bezproblemowo. Co prawda gospodarze za sprawą samobójczego trafienia Diakité szukali jeszcze kontaktu, ale nasz środkowy obrońca zrehabilitował się kilkanaście minut później, stawiając kropkę nad przysłowiowym "i", grzebiąc przy tym jakiekolwiek nadzieje piłkarzy ze Stade l’Abbé-Deschamps na korzystny wynik.

W 5. kolejce urządziliśmy sobie na Allianz Riviera trening strzelecki, którego ofiarą padł beniaminek z Paryża. Osiem bramek przy piętnastu strzałach celnych to świetny wynik, jeśli mówimy o skuteczności. Zdominowany rywal co prawda odpowiedział jednym trafieniem, ale w przekroju całego spotkania nie miał nic do gadania. Miałem w tym spotkaniu nosa do zmian, bo trzech spośród pięciu rezerwowych wpisało się na listę strzelców (Thuram, Bardghji oraz Endrick), a jeden (Kalulu) zanotował asystę. Świetny występ całego zespołu.

Dwie kolejki później nasze skromne progi odwiedził ten drugi, mocniejszy rywal ze stolicy. Tym razem to my bardzo dobrze weszliśmy w spotkanie i za sprawą Konaté objęliśmy prowadzenie, dominując PSG w pierwszej połowie. Trzy minuty po przerwie dołożyliśmy drugą bramkę, gdy z rzutu wolnego na długi słupek dograł João Neves, a niepilnowany Todibo wpakował z bliska piłkę do siatki. Nerwy zaczęły się po godzinie gry, a kontaktową bramkę dla gości zdobył Marquinhos. Broniliśmy wyniku dzielnie, ale prawdziwe problemy zaczęły się w 86. minucie, kiedy kontuzjowany Bouanani musiał opuścić boisko, a my nie mieliśmy już żadnych zmian. Paryżanie, wykorzystując naszą grę w niedowadze, atakowali wściekle i dopięli swego w doliczonym czasie gry, kiedy Mbappé dał swojemu zespołowi trafieniem z rzutu karnego remis. Szkoda tego meczu...

Zanim przejdziemy do samego spotkania, warto przypomnieć kontekst tej rywalizacji. Olympique Marsylia przez długi czas był dla nas jednym z najbardziej niewygodnych przeciwników w lidze i nie raz krzyżował nasze plany w momentach, gdy wszystko wydawało się układać po naszej myśli. Niezależnie od formy czy miejsca w tabeli potrafili postawić trudne warunki i wyciągnąć z takich spotkań coś dla siebie. Tym bardziej trudno było przewidzieć, że właśnie z tym rywalem rozegramy jeden z najbardziej jednostronnych meczów od początku całego projektu. Już po siedemnastu minutach prowadziliśmy 2:0 po golach Warrena Zaïre-Emery’ego i Karima Konaté, a dodatkowo goście musieli radzić sobie w dziesiątkę. Paradoksalnie nie miało to jednak większego znaczenia dla obrazu spotkania, bo Marsylia została tego dnia całkowicie zdominowana. Z każdą kolejną akcją różnica poziomów była coraz bardziej widoczna, a skala problemów rywali najlepiej oddaje fakt, że dorzucili do tego jeszcze dwa gole samobójcze. W efekcie mecz zakończył się wynikiem 8:0 i był jednym z tych wieczorów, kiedy wszystko układało się dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy.

Rozegraliśmy bardzo dobrą rundę, nie przegrywając żadnego spotkania. Punkty traciliśmy remisując między innymi z PSG, ale także z Rennes oraz Stade Reims na własnym obiekcie. Wpadliśmy w tym czasie w minikryzys, jeśli w ogóle można w ten sposób nazwać trzy mecze bez wygranej z rzędu (pomiędzy dwoma remisami z rzędu w lidze przegraliśmy także mecz z Bayernem w Lidze Mistrzów).

Oczywiście, jak można się było domyśleć, nawet taka seria mogła nie wystarczyć do przeskoczenia PSG. Jak widać poniżej, Paryżanie zanotowali jedną wygraną więcej, w dodatku stracili tylko pięć (!) bramek w siedemnastu spotkaniach. Kosmiczny wynik.


Na Puchar Narodów Afryki pojechało siedmiu naszych piłkarzy. Dwóch z nich, Badredine Bouanani i Chadi Riad, dotarło aż do finału turnieju, w którym nie zabrakło również kilku byłych zawodników Nicei. Po stronie Algierii w pierwszym składzie meczu o tytuł wystąpili Hicham Boudaoui w środku pola oraz Amine Gouiri na lewym skrzydle, a na ławce rezerwowych znalazł się były prawy wahadłowy klubu, obecnie zawodnik Young Boys Berno, Youcef Atal. Ostatecznie jednak z triumfu mógł cieszyć się tylko jeden z nich, ponieważ trofeum zdobyła reprezentacja Maroka.

W zimowym oknie transferowym przyświecało nam jedno hasło- stabilizacja finansowa. Postanowiliśmy zrobić porządki w pierwszym zespole i rozstać się z zawodnikami, którzy w ostatnim czasie grali niewiele. O tym, kto dokładnie opuścił drużynę, nieco poniżej. Wśród ruchów do kadry znalazło się natomiast awansowanie z drugiego zespołu środkowego obrońcy Amidou Doumbouyi, który zajął szóste miejsce w hierarchii stoperów.

Postanowiłem również przyspieszyć powrót Anisa Jebaliego z wypożyczenia do Caen i od razu zacząć wprowadzać go do gry w środku pola. To zawodnik o bardzo dużym potencjale, którego nie chciałem skazywać na rywalizację w ataku z Karimem Konaté i Endrickiem. Jebali posiadał zestaw umiejętności pozwalający mu dobrze odnaleźć się w roli zawodnika odpowiedzialnego za organizację gry w środku pola i właśnie w tym kierunku postanowiłem go rozwijać. Teraz najważniejsze było mądre i spokojne wprowadzanie go do pierwszego zespołu.

Z zespołem po zaledwie pół roku pożegnał się Belocian. Mogę z ręką na sercu przyznać, że był to jeden z nielicznych, ale jednak, niewypałów transferowych w czasie całej mojej pracy w Nicei. Drużynę opuścił także Agoumé, który z sezonu na sezon grał coraz mniej, a przy okazji jego sprzedaży udało się uzyskać naprawdę bardzo dobrą kwotę. Jak wiadomo, kluby z Arabii Saudyjskiej potrafią płacić za takich zawodników bardzo solidne pieniądze. Ostatnim transferem wychodzącym był skrzydłowy Baldé. W ciągu czterech i pół roku jego występy w moim zespole można było policzyć na palcach jednej ręki, a jego rola w drużynie przez cały ten czas pozostawała marginalna.

 

Podsumowanie transferów zimowych (tylko 1. zespół)

Przybyli:

Amidou Doumbouya (Francja/Gwinea), włączony z drużyny rezerw

Anis Jebali (Francja/Tunezja), SM Caen, powrót z wypożyczenia

Łącznie: 0 €

 

Odeszli:

Jeanuël Belocian (Francja/Gwadelupa), Feyenoord, 24 000 000 €

Lucien Agoumé (Kamerun/Francja), Ar-Rijad, 25 000 000 €

Alioune Badara Baldé (Senegal/Gwinea Bissau), Hannover 96, 1 500 000 €

Łącznie: 50 500 000 €


Nie minęły nawet dwa miesiące, a kolejną „ósemkę” musiał przyjąć inny zespół. Tym razem pechowcami okazali się piłkarze Lorient. Mój zespół nie miał dla rywali żadnej litości, a największym katem przyjezdnych był João Rêgo, który skompletował w tym spotkaniu hat-tricka. Po dublecie dołożyli skrzydłowi- Badredine Bouanani oraz Sávio, który w tym spotkaniu wszedł z ławki za Portugalczyka.

Tydzień później przyszło kolejne spotkanie z Książętami z Paryża i ponownie nie przyniosło ono rozstrzygnięcia. Mecz był wyrównany i zakończył się remisem, przez co nie udało nam się odrobić punktów w tabeli, a PSG wciąż utrzymywało nad nami przewagę. Bohaterem spotkania został Restes, który obronił rzut karny wykonywany przez Kyliana Mbappé.

Dla Paryżan był to już trzeci remis z rzędu i od tego momentu szliśmy w tabeli niemal łeb w łeb. Sytuacja z początku rundy wiosennej sprawiła jednak, że na pięć kolejek przed końcem sezonu udało nam się wyprzedzić PSG i wypracować w miarę bezpieczny margines- dwa punkty przewagi oraz lepszy o dziewięć bramek bilans, który przy równej liczbie punktów decyduje o miejscu w tabeli przed wynikami bezpośrednich spotkań. Mimo tej przewagi czekała nas trudna końcówka sezonu, bo dwa ostatnie mecze mieliśmy rozegrać na wyjeździe z Marsylią i Clermont.

Jeśli marzyć o mistrzostwie, to właśnie poprzez wygrywanie takich spotkań jak to z Toulouse. Nawet mimo przeciwności i splotu wydarzeń, które od początku układały się dla nas niekorzystnie. Źle weszliśmy w mecz, bo goście już w 6. minucie objęli prowadzenie. Na domiar złego zupełnie niepotrzebny faul sprawił, że z boiska wyleciał Bouanani i przez ponad siedemdziesiąt minut musieliśmy grać w dziesiątkę.

W tym momencie postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Przy niekorzystnym wyniku nie chciałem osłabiać ofensywy, dlatego zrezygnowałem z gry trójką stoperów. Za Diomande pojawił się Endrick, który zajął miejsce na skrzydle zwolnione przez Bouananiego. Pierwszy efekt przyszedł jeszcze przed przerwą, kiedy dokładne dośrodkowanie Sávio z rzutu rożnego wykorzystał Riad.

W przerwie nie trzeba było nikogo specjalnie motywować. Plan był prosty- dalej nacierać na bramkę rywali. W 74. minucie, zaledwie trzy minuty po wejściu na boisko, z rzutu wolnego trafił Barco, a piłka po rykoszecie zupełnie zmyliła bramkarza Tuluzy. Dwie minuty później wiedziałem już, że tego meczu nie wypuścimy. Argentyńczyk zaliczył wejście smoka i tym razem dograł na piąty metr do Riada, który musiał już tylko skierować piłkę do pustej bramki. Bohaterów tego spotkania było dwóch- Chadi Riad i Valentín Barco!

Na dwie kolejki przed końcem sezonu w tabeli panował status quo. Wciąż mieliśmy dwa punkty przewagi nad PSG, ale musieliśmy zachować pełną koncentrację. Jedna wpadka mogła wprowadzić w nasze szeregi sporo nerwowości i szybko skomplikować sytuację w walce o tytuł.

Wiele emocji, jak zwykle zresztą, dostarczyło spotkanie na Stade Vélodrome. Co prawda za sprawą João Rêgo, rozgrywającego znakomitą końcówkę sezonu, szybko wyszliśmy na prowadzenie, ale wynik pozostawał na styku aż do 65. minuty. Wtedy sprawy w swoje nogi wziął Baleba, który zaledwie pięć minut wcześniej pojawił się na boisku za Khéphrena Thurama. W odstępie kolejnych pięciu minut trafił dwa razy i nagle prowadziliśmy już bardzo pewnie.

Nie mogło jednak obyć się bez nerwów. W końcówce niepotrzebnie się rozluźniliśmy i w ciągu kilku minut pozwoliliśmy Eddie’emu Nketiah ustrzelić dublet. Na nasze szczęście wynik udało się dowieźć do końca.

Ostatnia kolejka również nie była spacerkiem. Znów musieliśmy odrabiać straty po słabym początku meczu, ale na szczęście zrobiliśmy to na tyle szybko, że był jeszcze czas, by przechylić wynik na swoją stronę. Po raz kolejny błyszczał Rêgo- najpierw wyprowadził nas na prowadzenie w starciu z Clermont, a w drugiej połowie asystował przy trafieniu Endricka. Ostatecznie nie przegraliśmy w lidze ani jednego spotkania w całym sezonie. Wiecie, co to oznacza?

Mistrzostwo po rocznej przerwie wróciło do Nicei! PSG w ostatniej kolejce straciło jeszcze punkty na wyjeździe z Lorient, dlatego ostatecznie zakończyliśmy sezon z czterema punktami przewagi. W lidze rozegraliśmy sezon idealny- bez ani jednej porażki. To mistrzostwo dowieźliśmy determinacją i konsekwencją w działaniu.

Z Ligue 1 spadły między innymi drużyny Auxerre i Paris FC, obie z bardzo słabym bilansem bramek straconych. Po barażach z ligą pożegnał się również zespół Stade Reims.

Status drużyny niepokonanej w lidze nie jest wyłącznie efektem tego sezonu. Ostatni raz przegraliśmy jeszcze w rozgrywkach 2026/27, dokładnie 5 marca 2027 roku, kiedy wracaliśmy na tarczy z Księstwa Monako. Od tamtego momentu zanotowaliśmy serię dokładnie 42 ligowych spotkań bez porażki.

Jak wspomniałem wcześniej, po raz pierwszy w mojej karierze na Lazurowym Wybrzeżu udało nam się zakończyć sezon ligowy bez porażki. Duża w tym zasługa całej linii defensywnej oraz samego Guillaume’a Restesa, który aż w siedemnastu spotkaniach zachował czyste konto.

Żeby rywalizować z takim zespołem jak PSG, nie mogliśmy traktować takiego stanu rzeczy jako czegoś wyjątkowego. Raczej musieliśmy przyzwyczaić się do tego, że w tej rywalizacji nie ma miejsca na wpadki. Co ciekawe, Paryżanie również zakończyli sezon bez ani jednej porażki.


PUCHAR FRANCJI

„Ósemka” była w tym sezonie naszą szczęśliwą liczbą. W lidze aż trzykrotnie aplikowaliśmy rywalom tyle bramek i podobny wyczyn powtórzyliśmy także w Pucharze Francji. Stało się to mimo faktu, że już w debiucie zagotował się Doumbouya i od 23. minuty musieliśmy grać w osłabieniu. Właśnie w tym spotkaniu po raz pierwszy zdecydowałem się na wariant z dwoma stoperami, dlatego w późniejszym meczu z Tuluzą mieliśmy ten system już przećwiczony.

Bez większych problemów dotarliśmy do finału. Tam jedenastka złożona w dużej mierze z dublerów gładko poradziła sobie z RC Lens, które zaledwie cztery dni później miało wystąpić w finale Ligi Konferencji Europy. Ich rywalem było Leeds United, piszące w tym sezonie niezwykłą historię, bo jednocześnie grające na zapleczu Premier League. Stało się tak dlatego, że mimo spadku z ligi Leeds zdołało wygrać EFL Cup i w ten sposób zapewniło sobie miejsce w europejskich pucharach.

W Pucharze Francji poszło nam gładko również dlatego, że nasz główny rywal niespodziewanie odpadł już na wczesnym etapie rozgrywek. Los skojarzył nas z triumfatorem dwumeczu Nantes- PSG już w ćwierćfinale. Wydawało się niemal pewne, że ponownie trafimy na Paryżan, jednak sporą niespodziankę sprawiły Kanarki, które pokonały rywala aż 3:0.

Tutaj seria bez porażki trwała jeszcze dłużej, bo prawie półtora roku. Oczywiście w Pucharze Francji gra się rzadziej, a we wcześniejszych rundach często trafia się na niżej notowanych rywali, jednak w decydujących fazach pozostają już zazwyczaj najmocniejsze zespoły. Tak czy inaczej, wspaniała seria osiemnastu spotkań bez porażki miała być dalej kontynuowana.


LIGA MISTRZÓW

Powoli tradycją staje się nasza rywalizacja w Lidze Mistrzów z Bayernem, Porto i Tottenhamem. Drugi rok z rzędu trafiamy w fazie grupowej na całą trójkę, a trzeci z rzędu na Bawarczyków. Stawkę uzupełniają między innymi Real Madryt oraz kilka teoretycznie słabszych zespołów, jak Basel czy AEK Ateny.

Z zespołem z Madrytu spotkaliśmy się w drugiej serii gier i po bardzo dobrym meczu wygraliśmy 1:0 po bramce Karima Konaté. Nasza postawa była na tyle przekonująca, że skromne zwycięstwo było najniższym wymiarem kary dla rywali. Świetne zawody rozegrał również Restes, który obronił wszystko, co leciało w stronę jego bramki.

Jedyna porażka w tej fazie Champions League przytrafiła nam się na wyjeździe z naszym najczęstszym rywalem, Bayernem Monachium. Mimo bardzo wyrównanego spotkania to właśnie Bayern przechylił szalę na swoją korzyść, zdobywając bramkę tuż przed przerwą. Choć mieliśmy kilka zdecydowanie bardziej klarownych sytuacji, tym razem nic nie chciało wpaść do siatki.

Ostatecznie fazę ligową Ligi Mistrzów kończymy na drugim miejscu, zaledwie punkt za Barceloną, ale przed PSG oraz naszymi rywalami- Bayernem i Realem Madryt. Niespodziewanie o dalszy byt w rozgrywkach poprzez mecze barażowe musiały walczyć oba mediolańskie kluby oraz Juventus. Z walki o uszaty puchar całkowicie wypadły natomiast Atlético Madryt oraz pozostali dwaj reprezentanci francuskiego futbolu- Olympique Marsylia i Olympique Lyon.

Przez fazę ligową przeszliśmy jak burza. Bardzo pewnie wygraliśmy między innymi z Porto na własnym stadionie oraz na wyjeździe w Bazylei, zdobywając przy tym sporo bramek. W zasadzie zwyciężyliśmy we wszystkich spotkaniach poza starciem na niemieckiej ziemi. Najwięcej problemów sprawił nam rekordzista pod względem liczby triumfów w Lidze Mistrzów, czyli Real Madryt.

W fazie pucharowej los skojarzył nas z Interem Mediolan, który wcześniej w rundzie barażowej wyeliminował FC Porto. Po pierwszym meczu w Mediolanie, zakończonym bezbramkowym remisem, rewanż potoczył się już zdecydowanie po naszej myśli. Mimo złego początku i bramki Nicolò Barelli szybko przejęliśmy kontrolę nad spotkaniem i ostatecznie bardzo pewnie rozprawiliśmy się z Nerazzurrimi, aplikując im aż pięć goli. Prym ponownie wiódł João Rêgo, który w drugiej części sezonu był w naprawdę fantastycznej formie.

Ćwierćfinał przyniósł z kolei dwumecz z Manchesterem City. W pierwszym spotkaniu na Allianz Riviera nie daliśmy Obywatelom żadnych szans, pozwalając im zaledwie na jeden celny strzał i mając pełną kontrolę nad przebiegiem meczu. Tym razem przy nieco słabszej dyspozycji Rêgo ciężar gry wziął na siebie drugi ze skrzydłowych, Bouanani. Świetny występ zwieńczył najpierw dwoma asystami przy bramkach Konaté i Sávio, a następnie pewnie wykorzystanym rzutem karnym.

Nauczony doświadczeniem wiedziałem, że nawet tak pewne zwycięstwo jak 4:0 nie daje jeszcze gwarancji awansu. The Citizens od pierwszych minut rewanżu ruszyli do odrabiania strat i już w 1. minucie, po trafieniu Matheusa Nunesa, szybko złapali wiatr w żagle. Nie odpuszczał także Erling Haaland, który tydzień wcześniej został całkowicie wyłączony przez naszych środkowych obrońców. Napór gospodarzy przerwała dopiero bramka Todibo po dośrodkowaniu João Nevesa z rzutu rożnego.

Po tym trafieniu w duchu byłem już spokojniejszy o awans, przekonany, że tego dwumeczu nie wypuścimy z rąk. Nawet druga bramka Haalanda zdobyta w końcówce nie zmieniła mojego przeświadczenia. Awans do półfinału stał się faktem.

Byliśmy o jeden dwumecz od trzeciego finału z rzędu, a na naszej drodze stanęła kolejna angielska drużyna. W pierwszym spotkaniu znów musieliśmy odrabiać straty, a bramkę straciliśmy w najmniej oczekiwanym momencie, przy naszej wyraźnej przewadze. Jak się później okazało, był to jedyny celny strzał The Reds w całym meczu. Jeszcze przed przerwą do remisu doprowadził Thuram, a w drugiej połowie kropkę nad „i” postawił Sávio po asyście Diakité.

W rewanżu ponownie nadawaliśmy ton wydarzeniom na boisku, tym razem potrafiąc też wyraźnie udokumentować swoją przewagę. Prowadzenie dał nam Barco, pewnie wykorzystując rzut karny, a później koncert gry rozpoczął Konaté, który ostatecznie skompletował hat-tricka. Honorową bramkę dla gości zdobył Šutalo i to my mogliśmy cieszyć się z trzeciego z rzędu awansu do finału Ligi Mistrzów.

W finale trafiliśmy na Barcelonę, zespół, który już raz dobitnie przekonał się o naszej wyższości, przegrywając dwa lata wcześniej spotkanie o puchar Champions League aż 0:4. Tamtego wieczoru bohaterem został Laborde, który strzelił Marcowi-André ter Stegenowi hat-tricka.

Katalończycy pięciokrotnie sięgali po to trofeum, jednak ostatni raz stało się to trzynaście lat wcześniej, gdy w Berlinie pokonali Juventus. W tamtym zespole występowali jeszcze Lionel Messi, Neymar i Luis Suárez. Ciekawostką pozostawał fakt, że elementem łączącym oba finały był właśnie Marc-André ter Stegen, który miał stanąć w bramce Barcelony również w tegorocznym meczu rozgrywanym w Amsterdamie.

Na finał wytoczyliśmy najcięższe działa. W podstawowej jedenastce znaleźli się zawodnicy, którzy na swoich pozycjach w przekroju całego sezonu prezentowali się najlepiej. Stąd między innymi brak António Silvy, którego w wyjściowym składzie zastąpił Jean-Clair Todibo. W środku pola duet ThuramNeves był nie do ruszenia. Ruszamy!

Tym razem to my świetnie weszliśmy w mecz. W 6. minucie z dystansu uderzył João Neves i to właśnie on dał nam prowadzenie. Od tego momentu nieco się cofnęliśmy, licząc przede wszystkim na kontrataki. Tuż przed przerwą jednak to Barcelona przeprowadziła szybką akcję i mimo że początkowo wydawało się, iż Yamal był na spalonym, bramka została uznana.

Druga połowa była już zaciętą walką o zwycięskie trafienie. Gdy zbliżaliśmy się do końca spotkania i mentalnie przygotowywaliśmy się już na dogrywkę, przeprowadziliśmy akcję, którą ze środka pola karnego wykończył rezerwowy Truffert. Nie było już mowy o tym, żeby to wypuścić- trzeci triumf z rzędu stał się faktem!

Poniżej komplet wyników. Warto jeszcze wrócić do pierwszego spotkania z Interem w Mediolanie. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a przez dziewięćdziesiąt minut żadna drużyna nie zanotowała ani jednego (!) celnego strzału. Dalej już wiecie, jak potoczyła się nasza historia. Tak naprawdę o wynik drżałem tylko w rewanżowym spotkaniu z Manchesterem City.


PODSUMOWANIE

To był nasz najlepszy sezon. Najpierw zwycięstwo w Ligue 1, później zdobyty Puchar Francji, a na koniec wisienka na torcie- trzecia wygrana z rzędu w Lidze Mistrzów. Do tego wszystkiego trzeba jeszcze doliczyć Superpuchar Europy. Cztery trofea w jednym sezonie. Kiedyś ten klub mógł o czymś takim jedynie marzyć.

Ligę rozegraliśmy kosmicznie. Sezon zakończyliśmy bez ani jednej porażki, zdobywając przy tym aż 115 bramek, co daje imponującą średnią 3,38 gola na mecz. Do tego trzeba doliczyć kilka bardzo przekonujących zwycięstw, w których potrafiliśmy strzelać rywalom nawet po osiem bramek. Po zaledwie jednym sezonie w elicie z Ligue 1 spadły zarówno Stade Reims, jak i Paris FC. Stawkę spadkowiczów uzupełniło Auxerre.

Droga do triumfu w Pucharze Francji była stosunkowo gładka, także dlatego, że nasz główny rywal w walce o trofeum zaliczył sporą wpadkę już na wczesnym etapie rozgrywek. Występ PSG szybko poszedł w zapomnienie, a w finale praktycznie żadnych problemów nie sprawiło nam Lens.

Opisując poprzedni sezon zebrałem informacje o zespołach, które potrafiły wygrać Ligę Mistrzów dwa razy z rzędu. Teraz to grono jeszcze bardziej się zawężało, bo po naszym trzecim triumfie z rzędu trafialiśmy do bardzo wąskiego, elitarnego grona klubów, którym udało się dokonać tej sztuki. W historii rozgrywek trzy kolejne triumfy zanotowały jedynie Real Madryt (dwukrotnie), Ajax oraz Bayern Monachium.

Europa przez dziesięć lat czekała na powtórzenie sukcesu Zinedine’a Zidane’a z czasów pracy w Madrycie, aż w końcu pojawiliśmy się my. Pytanie pozostawało już tylko jedno- czy uda się pójść o krok dalej i ten wynik jeszcze poprawić?

W Ligue 2 znów mamy efekt bumerangu, bo po jednym sezonie banicji do najwyższej klasy rozgrywkowej wraca tym razem Nantes. Dwa sezony na powrót musiały czekać natomiast Le Havre AC oraz Bordeaux. Mimo udziału w barażach kolejny zeszłoroczny spadkowicz, Metz, będzie musiał poczekać jeszcze jeden sezon na swoją szansę powrotu. Gdzieś po drodze z walki o awans wypadł również zespół Angers.

Przechodzimy do wyróżnień indywidualnych. Powszechnie wiadomo, że afrykańscy piłkarze stanowią bardzo ważną część mojego zespołu, dlatego warto podkreślić, że w naszych szeregach znajdują się jedni z czołowych zawodników z Czarnego Kontynentu. Karim Konaté kolejny rok z rzędu został uznany najlepszym napastnikiem Afryki, a w zestawieniu pomocników zwyciężył Carlos Baleba, przy czym trzecie miejsce zajął Badredine Bouanani. Wśród obrońców na drugiej pozycji uplasował się Ousmane Diomande.

W plebiscycie na najlepszego piłkarza Afryki Karim Konaté tym razem musiał uznać wyższość Youssefa En-Nesyriego, natomiast najniższy stopień podium zajął wspomniany wcześniej Bouanani.

Trzecie miejsce w zestawieniu najlepszych asystentów Ligue 1 zajął drugi rok z rzędu Pierre Kalulu. Do drugiego miejsca zabrakło mu zaledwie jednej asysty, a wyprzedził go szwajcarski skrzydłowy Darian Maleš. Stawce zdecydowanie odjechał natomiast bezkonkurencyjny pod tym względem norweski talent Sverre Halseth Nypan.

Świetny sezon zaliczył wypożyczony do Augsburga Franco Álvarez. Nasz napastnik w niemal trzydziestu spotkaniach Bundesligi, z których zdecydowaną większość rozpoczął w pierwszym składzie, zanotował siedem bramek i tyle samo asyst. Jak na pierwszy poważny sezon w jednej z czołowych europejskich lig była to bardzo solidna kampania w jego wykonaniu.

Trzech naszych zawodników trafiło do Najlepszej Jedenastki Ligue 1. Za równą, wysoką formę i bardzo dobrą postawę w defensywie wyróżniony został Bafodé Diakité. Swój wkład w ofensywę dołożył nasz prawy wahadłowy, nieoceniony Pierre Kalulu, a w rozegraniu bezkonkurencyjny był João Neves, który do znakomitej gry w środku pola dorzucił kilka ważnych bramek i asyst po stałych fragmentach.

Diakité oraz Kalulu zostali docenieni również w Lidze Mistrzów, co tylko potwierdza ich stabilną, wysoką formę w przekroju całego sezonu- nie tylko w lidze, ale także w europejskich pucharach. Oprócz naszych dwóch defensorów wyróżnieni zostali również skrzydłowi. João Rêgo i Roony Bardghji notowali świetne liczby, szczególnie Szwed, który obsłużył kolegów aż ośmioma ostatnimi podaniami, a sam czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Wszystko to w zaledwie dwunastu spotkaniach.

Trzeci z rzędu triumf w Champions League wywindował nas na czwarte miejsce w rankingu klubów europejskich. Na czele stawki znajdowała się trójka angielskich drużyn z Arsenalem na czele, a kolejne miejsca zajmowały Liverpool i Manchester City- zespoły, które w tej kampanii wyeliminowaliśmy w ćwierćfinale i półfinale.

Dodatkowo w przyszłym sezonie z rankingu wypadnie współczynnik z rozgrywek 2023/24, kiedy zabrakło nas w Europie i zapisaliśmy na koncie okrągłe zero. Otwierało to realną szansę na bezpośredni atak na pozycję lidera.

W dużej mierze dzięki naszym wynikom Francja zyskała czwartą drużynę z bezpośrednim awansem do Ligi Mistrzów, bez konieczności gry w kwalifikacjach. Co prawda zmiana zacznie obowiązywać dopiero od sezonu 2029/30, ale już teraz wiadomo, że będzie o co walczyć wśród zespołów regularnie ocierających się o podium Ligue 1.

Nasza reputacja przebiła za to już sufit i na ten moment byliśmy najwyżej notowanym klubem pod tym względem. Miałem więc nadzieję, że nowych piłkarzy nie trzeba będzie zbyt długo przekonywać do gry w Nicei. Świetne wyniki w Europie na przestrzeni ostatnich lat wykonały pod tym względem ogromną pracę.

Nie wiem, czy w tym czasie istniała bardziej wyrównana rywalizacja niż ta między Niceą a PSG od momentu, gdy przejąłem stery w klubie z Lazurowego Wybrzeża. Praktycznie w każdym sezonie szliśmy łeb w łeb, także w bezpośrednich starciach. Gdy w lidze triumfowało PSG, my potrafiliśmy zrewanżować się w pucharze i odwrotnie. Bilans zwycięstw, remisów i porażek był identyczny, a różnica bramek wynosiła zaledwie jedno trafienie. Byliśmy dla Paryżan równorzędnym rywalem, mimo że finansowo dzieliła nas ogromna przepaść.

Rok 2028 był czasem Mistrzostw Europy, tym razem rozgrywanych w Turcji. Powołania otrzymało aż dziesięciu naszych piłkarzy. Do reprezentacji Szwecji trafił Roony Bardghji, Portugalię mieli reprezentować João Neves, António Silva oraz João Rêgo, natomiast w kadrze Trójkolorowych znalazło się aż sześciu zawodników Nicei. Powołania dla Thurama, Diakité, Kalulu, Restesa czy nawet Zaïre-Emery’ego nie były żadnym zaskoczeniem. Sporą niespodzianką okazała się natomiast obecność Anisa Jebaliego, który przecież zaledwie pół roku wcześniej zadebiutował w poważnej piłce po skróceniu wypożyczenia z Caen. Wyglądało na to, że selekcjoner Les Bleus, Claude Puel, również dostrzegał ogromny potencjał tego zawodnika.

Sama reprezentacja Francji zanotowała jednak rozczarowujący występ. Co prawda rzutem na taśmę awansowała z trzeciego miejsca w grupie, ale już w kolejnej rundzie musiała uznać wyższość świetnie spisującej się Norwegii po serii rzutów karnych. Drużyna Erlinga Haalanda była zresztą jedną z rewelacji całego turnieju. Jej ofiarą w ćwierćfinale padła również reprezentacja Szwecji, choć mimo to Bardghji może uznać turniej za bardzo udany- zdobył dwie bramki i zanotował jedną asystę, a w nagrodę znalazł się w jedenastce mistrzostw.

Na etapie ćwierćfinału swoje zmagania zakończyli także Portugalczycy z naszym trio w składzie, wyeliminowani po dogrywce przez Włochów. Prawdziwą sensacją okazali się jednak właśnie Norwegowie. Dotarli aż do finału, gdzie bardzo pewnie pokonali gospodarzy turnieju, Turków, a hat-tricka w decydującym meczu zdobył lider ArsenaluMartin Ødegaard.

Trzech naszych zawodników miało okazję zaprezentować się podczas mistrzostw Ameryki Południowej. Na Copa América pojechali Valentín Barco, Franco Álvarez- kolejny młody talent w naszym zespole i zarazem spora niespodzianka wśród powołań- oraz Endrick. Tym razem jednak poszło zdecydowanie gorzej. Brazylijczyk ani razu nie pojawił się na boisku, a jego reprezentacja odpadła w ćwierćfinale po rzutach karnych z USA.

Za rozczarowanie można było uznać także trzecie miejsce reprezentacji Argentyny. Mimo to dobrze zaprezentował się nasz lewy wahadłowy Barco, który przypieczętował niezły turniej piękną bramką w wygranym meczu o trzecie miejsce z Meksykiem. Trafienie to zostało z resztą wybrane najpiękniejszym golem turnieju. Álvarez poleciał przede wszystkim po cenne doświadczenie reprezentacyjne, ale podobnie jak Endrick nie pojawił się na boisku ani raz.

Pięciu zawodników zanotowało dwucyfrowy wynik w rubryce „asysty”. Dwóch wahadłowych, dwóch skrzydłowych i jeden środkowy pomocnik. To najlepiej pokazywało elastyczność i wszechstronność naszej taktyki.

Jeszcze lepiej wyglądała liczba zdobytych bramek, bo dwucyfrówkę osiągnęło aż ośmiu zawodników. Sami skrzydłowi uzbierali łącznie 63 trafienia! Swoje dołożył także występujący najczęściej w roli zmiennika Carlos Baleba, który zdobył 17 bramek, oraz Valentín Barco, notujący sporą część swoich trafień po rzutach wolnych i karnych.

Poniżej profile pięciu zawodników z najwyższą średnią ocen (minimum 25 spotkań we wszystkich rozgrywkach):

Roony Bardghji

Pierre Kalulu

Antoine Mendy

João Neves

Badredine Bouanani


 


Autor: draven
3. miejsce w Polsce FM 2023, Sponsor MFM - rok 2026

KOMENTARZE

Benzema
Sponsor MFM - rok 2025, 2026


Komentarzy: 75

Grupa: Root Admin

Ranga: Mechanik

Ranga sponsorska: Sponsor Premium

Dołączył: 2022-01-20

Poziom ostrzeżeń: 0

12-03-2026, 00:29 , ocenił powyższy materiał: mocne - Niesamowita historia

Niesamowita historia

weche
Redaktor Naczelny. Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Główny Sponsor Rozgrywki Mistrzów, Mistrz Ceremonii. Szef Typera. 3. miejsce w Polsce FM 2019, Wicemistrz Polski FM 2022, Mistrz Polski FM 2023, Typer Sezonu 2019/20 - 3. miejsce, Typer EURO 2024 - 2. miejs


Komentarzy: 2237

Grupa: Moderator

Ranga: Korespondent Wojenny

Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny

Dołączył: 2017-10-19

Poziom ostrzeżeń: 0

12-03-2026, 10:20 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba

Co za sezon...Gratulacje!!!

Ernie89
Strażnik Galaktyki, Sponsor MFM - rok 2026


Komentarzy: 803

Grupa: Moderator

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny

Dołączył: 2017-08-03

Poziom ostrzeżeń: 0

12-03-2026, 11:08 , ocenił powyższy materiał: mocne - Niesamowita historia

Niesamowita historia

Marian


Komentarzy: 512

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Dołączył: 2015-12-02

Poziom ostrzeżeń: 0

12-03-2026, 17:45 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba

Pamiętam jak prowadziłem Athletic Club to Inter kupił tego João Rêgo i sie rozwinął na mega kozaka oby tak u Ciebie było, a tak co tu duzo mowic sezon fenomenalny

Mahdi
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Wicemistrz Polski FM 15, Mistrz Polski FM 17, FM 19, FM 20, FM 21 i FM 22, 3. miejsce w Polsce FM 18, Typer Sezonu 2020/21 - 2.m, Typer Sezonu 2021/22 - 3.m, Menedżer Miesiąca


Komentarzy: 11399

Grupa: Root Admin

Ranga: Ojciec Założyciel

Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny

Dołączył: 2015-03-20

Poziom ostrzeżeń: 0

12-03-2026, 22:04 , ocenił powyższy materiał: mocne - Lecę budować Ci pomnik

Lecę budować Ci pomnik

Werner


Komentarzy: 261

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2019-02-10

Poziom ostrzeżeń: 1

13-03-2026, 17:15 , ocenił powyższy materiał: mocne - Dla mnie jesteś Jackiem Cyganem blogowania na MFM

Fantastyczny blog. ale transfer Endricka to jakieś nieporozumienie? Tyle hajsu i tylko dubler bez choćby jednej asysty i z marną średnią?

Yoohas
Sponsor MFM - rok 2025


Komentarzy: 229

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny

Dołączył: 2018-11-12

Poziom ostrzeżeń: 0

14-03-2026, 10:37 , ocenił powyższy materiał: mocne - Lecę budować Ci pomnik

Co tu można napisać- supervkariera i świetnie opisana.

Mariusz93
Sponsor MFM - rok 2026, Menedżer-Debiutant Miesiąca


Komentarzy: 25

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Ranga sponsorska: Sponsor

Dołączył: 2025-11-03

Poziom ostrzeżeń: 0

14-03-2026, 20:26 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Fantastyczny sezon! Tylko PSG jest w stanie dotrzymać Co kroku. Nawet w Europie bijesz przeciwników kilkoma bramkami. Trzymam kciuki za czwarty Puchar Mistrzów z rzędu.

leafar98


Komentarzy: 203

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2024-09-08

Poziom ostrzeżeń: 0

16-03-2026, 20:16 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Podoba mi się – Endrick nie wart tych pieniędzy, ale sezon genialny.

Pavlito
Pierwszy Kreator Gwiazd


Komentarzy: 381

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny

Dołączył: 2022-08-07

Poziom ostrzeżeń: 0

23-03-2026, 21:09 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba

Najbardziej co mi się podoba w tej karierze, to prowadzenie PSG przez komputer. Jest to naprawdę godny rywal. Również sezon bez porażki, ponad setka bramek i jeszcze mniej straconych od twojej Nicei. Jednak jak byli gdzieś w lidze tuż za tobą to w innych rozgrywkach gdzieś przepadli, a twój walec zdobył potrójną koronę z wyrównaniem rekordu Realu w LM, przynajmniej w nowożytnej historii tych rozgrywek. A może pokusisz się o atak na 6 tytułów z rzędu?
Obecnie online: brak użytkowników online
Copyright © 2015-26 by Łukasz Czyżycki