-
Wybrany klub / reprezentacja: OGC Nice
Opisywany sezon: 2028/29
Poziom rozgrywkowy: 1
Wersja gry: Football Manager 2024

Poniżej linki do poprzednich części:
Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.1
Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.2
RM11. Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.3
RM11. Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.4
RM11. Lazurowa Rewolucja – Nicea w pogoni za dawną chwałą cz.5
OGC NICE- ROZGRYWKI KRAJOWE
| SEZON | LIGUE 1 | COUPE DE FRANCE | TROPHÉE DES CHAMPIONS |
| 2023/24 | 2. MIEJSCE | ZWYCIĘZCY | - |
| 2024/25 | ZWYCIĘZCY | 1/4 FINAŁU | 2. MIEJSCE |
| 2025/26 | ZWYCIĘZCY | FINAŁ | ZWYCIĘZCY |
| 2026/27 | 2. MIEJSCE | ZWYCIĘZCY | 2. MIEJSCE |
| 2027/28 | ZWYCIĘZCY | ZWYCIĘZCY | 2. MIEJSCE |
OGC NICE- ROZGRYWKI MIĘDZYNARODOWE
| SEZON | LIGA MISTRZÓW | LIGA EUROPY | LIGA KONFERENCJI EUROPY | SUPERPUCHAR EUROPY | KLUBOWE MŚ |
| 2023/24 | - | - | - | - | - |
| 2024/25 | 1/8 FINAŁU | - | - | - | - |
| 2025/26 | ZWYCIĘZCY | - | - | - | - |
| 2026/27 | ZWYCIĘZCY | - | - | - | - |
| 2027/28 | ZWYCIĘZCY | - | - | - | - |
ZWYCIĘZCY ISTOTNYCH ROZGRYWEK W PIŁCE KLUBOWEJ
| SEZON | LIGA MISTRZÓW | LIGA EUROPY | LIGA KONFERENCJI EUROPY | SUPERPUCHAR EUROPY | KLUBOWE MŚ |
| 2023/24 | MANCHESTER CITY | LIVERPOOL | GALATASARAY | SEVILLA | PALMEIRAS |
| 2024/25 | ARSENAL | CELTA VIGO | BAYER LEVERKUSEN | LIVERPOOL | REAL MADRYT |
| 2025/26 | OGC NICE | TOTTENHAM | FENERBAHÇE | ARSENAL | - |
| 2026/27 | OGC NICE | REAL SOCIEDAD | LAZIO RZYM | OGC NICE | - |
| 2027/28 | OGC NICE | NEWCASTLE | LEEDS UNITED | OGC NICE | - |
ZDOBYTE DOTYCHCZAS TROFEA

COUPE DE FRANCE: 2023/24, 2026/27, 2027/28

MISRZOSTWO FRANCJI: 2024/25, 2025/26, 2027/28

TROPHÉE DES CHAMPIONS: 2025/26

LIGA MISTRZÓW: 2025/26, 2026/27, 2027/28

SUPERPUCHAR EUROPY: 2026/27, 2027/28
TRANSFERY
Budżet na nowy sezon wyglądał bardzo solidnie, choć był nieco inaczej rozłożony niż rok wcześniej. Na transfery dostaliśmy trochę mniej środków, ale za to wyraźnie zwiększony został budżet płacowy. Dawało nam to większą swobodę działania i możliwość elastycznego reagowania na rynku, także poprzez ewentualne przerzucenie części środków na wzmocnienia, jeśli pojawiłaby się taka potrzeba.

W finansach panował względny spokój. Na koncie mieliśmy blisko 60 milionów, do tego pełne 100% środków ze sprzedaży zawodników do ponownego wykorzystania i niemal 600 tysięcy tygodniowo zapasu w budżecie płacowym. Sytuacja była bardzo stabilna i dawała spory komfort działania.

Hasłem przewodnim letniego okienka transferowego była stabilizacja. To było najmniej aktywne lato od początku mojej pracy w Nicei i gdyby nie jedna oferta, której trudno było się oprzeć, prawdopodobnie nie dokonalibyśmy żadnego ruchu. Ostatecznie jednak sprawy potoczyły się inaczej i jako drugi bramkarz do zespołu dołączył reprezentant Holandii, Bart Verbruggen, dość niespodziewanie odstawiony na boczny tor we włoskim Frosinone.

Sprowadzenie Verbruggena było bezpośrednio związane z ofertą, jaką otrzymaliśmy z Al-Ahli za Illana Mesliera. Nie codziennie dostaje się 53 miliony euro za rezerwowego bramkarza, więc decyzja mogła być tylko jedna. Meslier dołączył tym samym do naszych byłych zawodników, takich jak Sofiane Diop czy Hicham Boudaoui, a także do reprezentanta Polski Jakuba Kiwiora.
Poza francuskim bramkarzem klub, tymczasowo, opuścił również nasz młody talent Jérôme Navarro, który udał się na wypożyczenie do Stade Reims.
Podsumowanie transferów (tylko 1. zespół)
Przybyli:
Bart Verbruggen (Holandia), Frosinone, 16 000 000 €
Łącznie: 16 000 000 €
Odeszli:
Illan Meslier (Francja), Al-Ahli (KSA), 53 000 000 €
Jérôme Navarro (Francja), Stade Reims, wypożyczenie
Łącznie: 53 000 000 €
Przy naszym wyjątkowo spokojnym okienku warto rzucić okiem na kilka ciekawszych ruchów przeprowadzonych przez inne kluby. Jeden z nich dotyczył Polaka. Tomasz Pieńko opuścił naszego ligowego rywala, Olympique Lyon, i za blisko 40 milionów euro przeniósł się do Szachtara Donieck. Kwota robiła wrażenie, a dla Lyonu był to z kolei bardzo konkretny zastrzyk gotówki za zawodnika, który zdecydował się kontynuować karierę na Ukrainie.

Dwie kolejne ciekawostki transferowe dotyczyły zmian na ławkach trenerskich w Ligue 1. Olympique Marsylia sięgnął po Stefano Pioliego, wykupując go z Torino za, bagatela, 8 milionów euro. Włoch zastąpił na stanowisku swojego rodaka Gennaro Gattuso.

Druga zmiana dotyczyła naszego głównego rywala z ostatnich lat, PSG. W Paryżu zameldował się Jürgen Klopp, świeżo upieczony mistrz Anglii z Liverpoolem. The Reds otrzymali za swojego szkoleniowca aż ponad trzykrotnie więcej niż Torino za Pioliego, więc mówimy tutaj o naprawdę potężnej kwocie. PSG najwyraźniej uznało, że czas na poważną zmianę. Od kiedy przejąłem Niceę, mimo pompowania w zespół kolejnych setek milionów euro, Paryżanie zdołali wygrać raptem dwa mistrzostwa i dwa Puchary Francji. W Europie wciąż pozostawali z zerowym dorobkiem.

Kadra względem poprzedniego sezonu zmieniła się tylko nieznacznie i były to raczej kosmetyczne ruchy. Poza zmianą rezerwowego bramkarza jako trzeci napastnik zgłoszony został Franco Álvarez, który poprzednie rozgrywki spędził w Augsburgu. Przy grze na wielu frontach i bardzo dużej liczbie meczów do rozegrania uznałem, że każdy z trójki napastników dostanie wystarczająco dużo minut.
Mimo to cały czas monitorowaliśmy rynek w poszukiwaniu potencjalnych wzmocnień. Nie planowaliśmy kolejnych sprzedaży, ale doświadczenie podpowiadało, że sytuacja może zmienić się w każdej chwili.

Chciałem jeszcze przedstawić profile dwóch naszych zawodników, żeby pokazać, jak szybko się rozwijają i jak dobry poziom prezentują już teraz. Na początek Franco Álvarez, który, jak wspominałem wyżej, poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w Bundeslidze. W 41 meczach zanotował 12 goli i 9 asyst, a aż sześciokrotnie wybierany był najlepszym zawodnikiem spotkania.

Drugi to Anis Jebali, czyli nasza pokerowa zagrywka z poprzedniego sezonu. Skróciliśmy jego wypożyczenie i rozpoczęliśmy przekwalifikowanie z napastnika na pozycję środkowego pomocnika. Mimo że większość spotkań zaczynał na ławce rezerwowych, zakończył sezon ze średnią ocen 7.01, dokładając do tego jedną bramkę i cztery asysty.

TROPHÉE DES CHAMPIONS
Spotkanie o Superpuchar Francji, w którym oczywiście mierzyliśmy się z PSG, było bardzo wyrównane. Po 90 minutach mieliśmy remis, a o wszystkim zadecydował konkurs rzutów karnych. Po naszej stronie pomylili się Ousmane Diomande i, co zaskakujące, Badredine Bouanani. Paryżanie nie wykorzystali tylko jednej jedenastki i trofeum drugi rok z rzędu pojechało do stolicy.

SUPERPUCHAR EUROPY
Jako zdobywcy Champions League po raz kolejny zagraliśmy o Superpuchar Europy. Tym razem naszym rywalem było Newcastle, triumfator Ligi Europy. Sam mecz okazał się niemal kopią spotkania sprzed roku z Realem Sociedad. Mimo dużej przewagi pozwoliliśmy Srokom wyrównać w końcówce i zupełnie niepotrzebnie doprowadziliśmy do dogrywki. Tam sprawę załatwił wprowadzony z ławki Khephren Thuram, który dubletem zapewnił nam kolejne trofeum.

LIGUE 1
Chyba pierwszy raz w historii Nicea przystępowała do rozgrywek ligowych jako główny faworyt bukmacherów do zdobycia mistrzostwa. Po ostatnich sezonach trudno było jednak uznać to za wielkie zaskoczenie. Trzy triumfy z rzędu w Lidze Mistrzów i odzyskane po roku przerwy mistrzostwo Francji sprawiły, że tym razem to PSG miało ruszać w pościg za nami, a nie odwrotnie.

Na inaugurację rozgrywek zmierzyliśmy się z wracającym do Ligue 1 Bordeaux. Od początku całkowicie zdominowaliśmy rywala, który przez całe spotkanie nie oddał ani jednego strzału, nawet niecelnego! Na pierwszego gola musieliśmy jednak czekać ponad godzinę. Wynik otworzył Pierre Kalulu, a później samobójcze trafienie i rzut karny wykorzystany przez Bouananiego ustaliły wynik na 3:0.

Już druga kolejka przyniosła zimny prysznic. Oddaliśmy 25 strzałów, w tym 9 celnych, a mimo to nie potrafiliśmy zdobyć choćby jednej bramki. Jakby tego było mało, rzutu karnego nie wykorzystał jeszcze Valentín Barco. Zgoła inaczej wyglądało to po stronie gospodarzy. Lens oddało przez cały mecz zaledwie dwa strzały, oba celne, a jeden z nich znalazł drogę do naszej bramki i wystarczył do zwycięstwa. Typowy mecz rodem z FM-a...

Spotkanie z Troyes było warte wspomnienia z dwóch powodów. Po pierwsze, podobnie jak wcześniej Bordeaux, całkowicie zdominowaliśmy rywala, nie pozwalając mu przez całe spotkanie oddać ani jednego strzału, nawet niecelnego. Po drugie, świetny mecz rozegrał Anis Jebali. Występujący od pierwszej minuty pomocnik zdobył piękną bramkę zza szesnastki, a do tego dołożył asystę przy trafieniu António Silvy. Rządził i dzielił w środku pola, wyglądając przy tym jak doświadczony zawodnik, a nie jak młodzieżowiec dopiero wchodzący do zespołu.

Nikomu nie trzeba było tłumaczyć, że wyniki bezpośrednich spotkań z PSG mogą mieć kluczowe znaczenie w walce o mistrzostwo Francji. Domowy mecz z Paryżanami początkowo układał się po naszej myśli. Dwukrotnie wychodziliśmy na prowadzenie, ale z czasem rywale przejęli kontrolę nad spotkaniem i ostatnie słowo należało do podopiecznych Jürgena Kloppa. Nie zdołaliśmy już odpowiedzieć choćby bramką wyrównującą, a biorąc pod uwagę wcześniejszą porażkę z Lens, nasza sytuacja w tabeli zaczynała się komplikować.

Na szczęście mój zespół zareagował na ten rezultat najlepiej, jak tylko mógł. Wygraliśmy sześć kolejnych spotkań, zdobywając w nich aż 25 bramek. Na zakończenie rundy jesiennej wywieźliśmy również trzy punkty z niezwykle trudnego terenu, aplikując Marsylii aż 5 goli na Stade Vélodrome. Bohaterem wieczoru został Roony Bardghji, który ustrzelił hat-tricka.

To nie była dla nas łatwa runda. Porażka z PSG, wyjazdowa wpadka z Lens, a do tego strata punktów na boisku Le Havre sprawiły, że nasza sytuacja w walce o mistrzostwo zaczęła się mocno komplikować. Powtarzałem to jak mantrę, ale przy takim rywalu jak Książęta trzeba było być po prostu bezbłędnym. Każde potknięcie mogło później bardzo drogo kosztować.

Jak wspomniałem, Paryżanie byli niemal bezbłędni. Na wyjątkowo niewygodnego rywala wyrastało w tym sezonie Lens, które zdołało urwać punkty również PSG. Remisem zakończył się także wyjazd Paryżan do Lorient, gdzie roztrwonili dwubramkowe prowadzenie i ostatecznie zremisowali 2:2. Poza tym? Wygrali wszystko.

Na wiosnę drużyna funkcjonowała jak dobrze naoliwiona maszyna. Na Le Havre wzięliśmy srogi rewanż, rozbijając rywala w pył. Sygnał do ataku dał Franco Álvarez, który wszedł z ławki w 21. minucie zastąpując kontuzjowanego João Rego. Swoje dołożyli również Valentín Barco, Khephren Thuram po asyście wspomnianego Álvareza oraz Anis Jebali, strzelający w tym meczu z dystansu niczym z armaty. Nie było czego zbierać.

Odrobiliśmy lekcję z pierwszego spotkania z PSG. Już na początku meczu błąd Gianluigiego Donnarummy wykorzystał João Rego. Włoch „wypluł” piłkę po strzale Bafodé Diakité, a Portugalczykowi nie pozostało nic innego, jak dobić ją obok bezradnego bramkarza.
Dosłownie kilka minut przed przerwą w bardzo podobnej sytuacji znalazł się Warren Zaïre-Emery. Tym razem z rzutu wolnego uderzał Rego. Donnarumma wyciągnął się jak struna i zdołał odbić piłkę, ale wobec dobitki do pustej bramki był już bezradny.
Kontrolowaliśmy spotkanie, nawet kontaktowe trafienie PSG w doliczonym czasie gry niczego już nie zmieniło. Status quo w pojedynkach z Paryżanami utrzymany!

Domowe spotkanie z Clermont przyniosło kolejne popisy naszych młodych zawodników. Występujący od pierwszej minuty Anis Jebali i Endrick w zasadzie załatwili sprawę jeszcze przed przerwą, zdobywając po dwie bramki.
Po zmianie stron Brazylijczyk dołożył kolejne dwa trafienia i zakończył mecz z aż czterema golami na koncie. Cztery bramki w jednym spotkaniu. Świetny występ Endricka!

Pięć kolejek do końca. Nicejski walec toczył się dalej, taranując po drodze wszystkie przeszkody, ale PSG nie zamierzało odpuszczać. Poza porażką z nami Paryżanie, podobnie jak my, wygrywali wszystko jak leci. Nikt nie chciał pęknąć, a kwestia mistrzostwa miała rozstrzygnąć się dopiero na finiszu.

Mamy ich! Już w 30. kolejce presja dała o sobie znać i podopieczni Jürgena Kloppa ledwo uratowali remis w wyjazdowym spotkaniu z Rennes. Takiej okazji nie mogliśmy wypuścić z rąk. Bez większych problemów wygraliśmy na wyjeździe z Montpellier i na cztery kolejki przed końcem, z punktem przewagi nad PSG, wskoczyliśmy na fotel lidera!

Katastrofalna końcówka sezonu Paryżan! Posypali się zupełnie. Po remisie z Rennes przyszła kolejna strata punktów, tym razem z Monaco, a wszystkiego dopełniła wyjazdowa porażka z Marsylią. Zawsze powtarzałem, że to piekielnie niewygodny rywal. Marsylczycy zagrali do końca i za sprawą Gordona ograli PSG.
A my? My po prostu wygrywaliśmy dalej. Odprawione kolejno, o przewrotny losie, Rennes i Monaco. Dwie kolejki do końca, sześć punktów przewagi. Do mistrzostwa brakowało nam już tylko jednego remisu w dwóch ostatnich meczach. To się musiało wydarzyć!

Nam Marsylia krzywdy już nie zrobiła. Do przerwy prowadziliśmy 4:0, a na trybunach trwała prawdziwa fiesta! Na boisku rządził Ousmane Diomandé. Był nie do przejścia w powietrzu, a do tego dołożył dwie bramki i asystę. Wszystko było już jasne, pozostawało tylko czekać na końcowy gwizdek.
Gwóźdź do trumny wbił w 88. minucie Carlos Baleba, ustalając wynik i stawiając ostateczną pieczęć na naszym triumfie. Mistrzostwo było nasze!

Na ostatni mecz sezonu Lens przygotowało dla nas szpaler. Niesamowite uczucie wychodzić na boisko pomiędzy rywalami, którzy w ten sposób oddają ci szacunek za całoroczne osiągnięcia. Takie obrazki smakują wyjątkowo, szczególnie po takiej walce o mistrzostwo.

Nie odpuściliśmy również ostatniego meczu. Pokazaliśmy mistrzowską siłę i klasę, pewnie wygrywając 4:0 i po raz kolejny w tym sezonie całkowicie dominując rywala. Dubletem popisał się nasz lider Thuram, a po jednym trafieniu dołożyli obaj wahadłowi.
Lepszego zakończenia tej ligowej kampanii trudno było sobie wyobrazić. Wspaniała to była pogoń za mistrzostwem!

Siedemnaście spotkań. Siedemnaście zwycięstw. Zaledwie cztery stracone bramki. Aż trzynaście czystych kont. Kosmos! To była bez najmniejszych wątpliwości najlepsza runda, jaką rozegraliśmy od momentu mojego przyjścia do Nicei. Przez całą wiosnę nie oddaliśmy rywalom nawet jednego punktu. Jeśli można było zdobyć mistrzostwo w sposób absolutnie bezdyskusyjny, to właśnie tak.

Osiem punktów przewagi na koniec sezonu to była już przepaść. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że na półmetku traciliśmy do lidera cztery oczka. PSG nie udźwignęło presji. Z biegiem czasu Paryżanie coraz mocniej czuli nasz oddech na plecach, aż w końcu nie wytrzymali naszego tempa i oddali prowadzenie.
Kolejny bardzo dobry sezon Lille oraz Marsylii pozwolił obu drużynom zameldować się w Lidze Mistrzów drugi rok z rzędu. Do europejskich pucharów wracał również Olympique Lyon.
Na przeciwnym biegunie znalazły się Bordeaux i Clermont. Obie drużyny wyraźnie odstawały od reszty stawki i zasłużenie pożegnały się z Ligue 1.

Czwarte mistrzostwo Francji zdobyte w ciągu sześciu sezonów moich rządów oznaczało kolejny ważny punkt w historii klubu. Tym samym drużyna prowadzona przeze mnie wyrównała liczbę tytułów wywalczonych przez OGC Nice w złotych latach 50. XX wieku. Wówczas Nicea czterokrotnie zostawała mistrzem kraju, w sezonach 1950/51, 1951/52, 1955/56 oraz 1958/59. Po ponad siedmiu dekadach na Lazurowym Wybrzeżu znów można było mówić o złotej erze.

27 października. Można powiedzieć, że właśnie wtedy rozpoczął się nasz żmudny marsz po mistrzostwo Francji. Sześć dni po domowej porażce z PSG pewnie pokonaliśmy Saint-Étienne, rozpoczynając zwycięską serię, która z każdym kolejnym spotkaniem przybliżała nas do Paryżan, aż w końcu zaprowadziła nas na szczyt tabeli.

PUCHAR FRANCJI
Przez tegoroczną edycję rodzimego pucharu przeszliśmy jak burza. Jedynym rywalem, który naprawdę mocno się nam postawił, było świetnie spisujące się w tym sezonie Lille. W ćwierćfinale męczyliśmy się do samego końca, a awans wywalczyliśmy dopiero w konkursie rzutów karnych.
W finale czekała na nas wiecznie niewygodna Marsylia, która i tym razem próbowała napsuć nam krwi, wychodząc na prowadzenie już w 11. minucie. Ten wieczór należał jednak do Endricka. Brazylijczyk grał jak z nut i skompletował hat-tricka. Marsylczycy złapali jeszcze kontakt po trafieniu Tijjaniego Reijndersa, ale ich nadzieje szybko zgasił wprowadzony z ławki Franco Álvarez. Puchar Francji ponownie trafił w nasze ręce.

Losowanie w tym sezonie było dla nas wyjątkowo łaskawe. W zasadzie poza wspomnianym Lille oraz Clermont, które w momencie naszego spotkania było już w zasadzie pogodzone ze spadkiem, trafialiśmy wyłącznie na rywali z niższych lig. Dzięki temu sporo minut mogli dostać młodzi zawodnicy wchodzący do pierwszego zespołu, dla których były to bardzo dobre przetarcia.

Zapoczątkowana trzy i pół roku temu zwycięstwem nad Tuluzą seria meczów bez porażki w Pucharze Francji trwała w najlepsze. Liczyliśmy, że w kolejnej kampanii dopiszemy do niej następne spotkania i jeszcze bardziej ją wyśrubujemy.

LIGA MISTRZÓW
Losowanie fazy ligowej skojarzyło nas ze starymi znajomymi. Z pierwszego koszyka trafiliśmy na Liverpool i Barcelonę, a więc rywali, z którymi w ostatnich latach zdążyliśmy już stoczyć kilka ważnych pojedynków. Do tego doszedł Real Sociedad, nasz przeciwnik z zeszłorocznego meczu o Superpuchar Europy.
Pozostali rywale nie wyglądali już szczególnie groźnie. Trudno było przecież zakładać, że Augsburg czy Getafe będą w stanie poważnie nam zagrozić. Przynajmniej na papierze.

Tak też było. W pierwszych trzech kolejkach zgarnęliśmy komplet punktów, nie tracąc przy tym ani jednej bramki. Getafe również nie zawiesiło nam poprzeczki zbyt wysoko. Hiszpanie co prawda zdołali dwukrotnie trafić do naszej siatki, ale odpowiedzieliśmy aż pięcioma golami i spokojnie zgarnęliśmy kolejne trzy punkty.
Pierwsze skrzypce ponownie grał Endrick, który skompletował kolejnego hat-tricka, a swoje dołożył również Antoine Mendy.

W następnej kolejce przyszła pora na Anderlecht i tutaj właściwie od początku graliśmy do jednej bramki. Po dwa gole strzelili nasi skrzydłowi, Roony Bardghji i João Rego, swoje trafienia zaliczyli Carlos Baleba oraz Bafodé Diakité, a Belgom na domiar złego przytrafiło się jeszcze samobójcza bramka Malanga Sarra. Skończyło się efektownym 7:0. Pełna kontrola i kolejny europejski wieczór na Allianz Riviera bez większej historii.

Z bujania wysoko w obłokach brutalnie strąciła nas w przedostatniej kolejce Barcelona. Sam mecz długo był dość wyrównany, ale tuż przed przerwą dostaliśmy dwa szybkie ciosy. Najpierw trafił Ansu Fati, a chwilę później Jules Koundé i do szatni schodziliśmy z wynikiem 0:2.
Wydawało się, że po przerwie wyjdziemy na boisko odpowiednio zmotywowani, ale zanim druga połowa na dobre się rozpoczęła, dostaliśmy trzeciego gonga, znów od Fatiego. W tym momencie było już właściwie po meczu.

Tak prezentował się komplet naszych wyników. Poza totalną wtopą na Camp Nou wygraliśmy wszystkie spotkania i niemal za każdym razem zrobiliśmy to bardzo przekonująco. Jedynie Liverpool zmusił nas do naprawdę ciężkiej przeprawy. Losy tego pojedynku ważyły się do samego końca, a zwycięstwo w końcówce regulaminowego czasu gry zapewnił nam João Rego.

Taki bilans pozwolił nam zakończyć fazę ligową na pierwszym miejscu. Tyle samo punktów zgarnęło PSG, ale gorszy bilans bramkowy zepchnął Paryżan za nasze plecy. Czyli dokładnie tam, gdzie ich miejsce.
Znacznie więcej problemów miały inne europejskie potęgi. O dalszy byt w Lidze Mistrzów musiały walczyć Real Madryt i Bayern Monachium, natomiast Manchester United oraz Napoli już na tym etapie pożegnały się z europejskimi rozgrywkami.

Przez fazę pucharową przeszliśmy, można powiedzieć, suchą stopą. W półfinale trafiliśmy na AC Milan, który w pierwszym meczu zdołał nawet objąć prowadzenie. Jak się później okazało, był to tylko chwilowy przebłysk. Gol Mathysa Tela padł po jedynym celnym strzale Mediolańczyków, a my odpowiedzieliśmy aż pięcioma trafieniami i praktycznie zamknęliśmy sprawę awansu.
Rewanż na San Siro padł co prawda łupem Rossonerich 2:1, ale nie miało to już większego znaczenia. Czwarty z rzędu finał Champions League stał się faktem!

I znowu oni. Barcelona! Rok wcześniej pokonaliśmy Blaugranę po niesamowicie emocjonującym finale, a przecież to właśnie z nią mierzyliśmy się również wtedy, gdy po raz pierwszy sięgaliśmy po Ligę Mistrzów. Trudno było już mówić o przypadku. Nasze drogi w Europie przecinały się regularnie i zazwyczaj wtedy, gdy stawka była najwyższa.
Cztery finały za mojej kadencji i aż trzy z nich przeciwko Barcelonie. Z żadnym innym klubem nie łączyła nas w Europie tak długa i intensywna historia. Kolejny rozdział tej rywalizacji miał zostać napisany właśnie teraz.

Do finału przystępowaliśmy mocno osłabieni w ofensywie. Z gry wypadł między innymi Karim Konaté, a na domiar złego nie mogliśmy skorzystać z żadnego z naszych prawoskrzydłowych. Ani Bardghji, ani Bouanani nie byli zdolni do gry, dlatego z konieczności na prawej stronie musiał wystąpić João Rego.
To oznaczało również, że na ławce nie mieliśmy ani jednego nominalnego skrzydłowego. Pole manewru z przodu było więc mocno ograniczone. Szyliśmy w ofensywie, jak tylko się dało.

Braki w ofensywie było niestety widać na boisku. Oddaliśmy siedem celnych strzałów, ale przez 90 minut nie potrafiliśmy znaleźć drogi do bramki. Szczęście w nieszczęściu, że po stronie Barcelony panowała podobna indolencja strzelecka. Dogrywka również nie przyniosła rozstrzygnięcia i czekał nas kolejny w tym sezonie konkurs rzutów karnych.
Tutaj zdecydowanie lepiej poradzili sobie gracze Blaugrany. W naszych szeregach presji nie wytrzymali ani młody Franco Álvarez, ani znacznie bardziej ograny João Rego. Barcelona pomyliła się tylko raz, za sprawą Pedriego, i to właśnie do Katalonii, po czternastu latach przerwy, pojechał puchar Ligi Mistrzów.
Bolało. Bardzo żałowałem, że czwarty triumf z rzędu uciekł nam dosłownie na ostatniej prostej. Byliśmy o jeden konkurs rzutów karnych od czegoś absolutnie wyjątkowego, ale tym razem to Barcelona dopisała szczęśliwe zakończenie do kolejnego rozdziału naszej wspólnej historii, rewanżując się tym samym za dwa przegrane finały.

Poniżej komplet wyników fazy pucharowej. Ciekawostką jest fakt, że od 1/8 finału aż do półfinału trafialiśmy wyłącznie na włoskie zespoły. Po drodze odprawiliśmy między innymi obie ekipy z Mediolanu, kompletując tym samym prawdziwie włoską drogę do czwartego z rzędu finału Ligi Mistrzów.

PODSUMOWANIE
Runda wiosenna była w naszym wykonaniu po prostu fenomenalna. Nie straciliśmy w niej ani jednego punktu! Komplet zwycięstw pozwolił nam najpierw odrobić całą stratę do PSG, a później zostawić Paryżan za plecami. Ostatecznie zakończyliśmy sezon z sześcioma punktami przewagi i mogliśmy świętować kolejne mistrzostwo Francji.

Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz przegraliśmy mecz w Pucharze Francji. Trzeci sezon z rzędu przechodzimy przez te rozgrywki bez porażki, nawet jedyny finał wygrany w tym czasie przez PSG cztery lata temu zakończył się po 90 minutach remisem, a o wszystkim zdecydowały rzuty karne.
Tym razem najwięcej strachu napędziło nam Lille. Ponownie potrzebowaliśmy konkursu jedenastek, ale wyszliśmy z niego zwycięsko i ostatecznie kolejny raz zgarnęliśmy to trofeum.

Nie ukrywam, że bardzo zależało mi na wyrównaniu historycznego rekordu Realu Madryt, czyli pięciu kolejnych triumfów w najważniejszych europejskich rozgrywkach. Byliśmy już za półmetkiem, a w tym sezonie naprawdę niewiele zabrakło do zrobienia kolejnego kroku.
Po raz czwarty z rzędu zameldowaliśmy się w finale Ligi Mistrzów i znów o wszystkim musiały zdecydować rzuty karne. Tym razem szczęście było jednak po stronie rywali. Barcelona wygrała konkurs jedenastek i to ona wzniosła puchar do góry, kończąc tym samym naszą serię trzech kolejnych triumfów.
Mimo wszystko pozostaliśmy w absolutnie elitarnym gronie. Przed nami co najmniej trzy Puchary Europy z rzędu zdobywały tylko Real Madryt, Ajax i Bayern Monachium. Królewscy dokonali tego nawet dwukrotnie, wygrywając pięć pierwszych edycji Pucharu Europy w latach 1956–1960 oraz trzy kolejne Ligi Mistrzów w latach 2016–2018. Ajax triumfował trzy razy z rzędu w latach 1971–1973, a Bayern w latach 1974–1976. Nicea pozostaje więc dopiero czwartym klubem w historii, któremu udała się taka seria.

Ligue 2 dla niektórych drużyn działała jak bumerang. Kolejny raz mieliśmy przypadek zespołu, który wracał do elity zaledwie sezon po spadku. Tym razem było to Stade de Reims. Razem z nimi bezpośredni awans wywalczyło Metz.
Swoich sił w barażach próbował jeszcze Brest, ale ostatecznie Le Havre obroniło miejsce w Ligue 1 i utrzymało się w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Niekwestionowaną gwiazdą w swoim kraju był Roony Bardghji, który został wybrany Piłkarzem Roku w Szwecji, a do tego zgarnął również nagrodę dla najlepszego pomocnika. Oba wyróżnienia były w pełni zasłużone. Nasz skrzydłowy zakończył sezon z 18 bramkami i 11 asystami, potwierdzając świetny rok w swoim wykonaniu.

Podobna historia spotkała naszego podstawowego napastnika, Karima Konaté, który kolejny rok z rzędu został wybrany Napastnikiem Roku w Afryce. W głosowaniu wyprzedził między innymi Victora Osimhena, po raz kolejny potwierdzając swoją pozycję.

Nie mogło być inaczej. Komplet spotkań w podstawowym składzie, zaledwie 16 straconych bramek i aż 20 czystych kont. Guillaume Restes zostawił konkurencję daleko w tyle w plebiscycie na najlepszego bramkarza Ligue 1. Ściana nie do przejścia!

Zaledwie dwóch asyst zabrakło Pierre’owi Kalulu do tytułu najlepszego asystenta Ligue 1. Jak na wahadłowego, 13 asyst w samych rozgrywkach ligowych to świetny wynik. Francuz haruje jak wół na całej długości boiska, a liczby tylko pokazują, ile daje nam również w ofensywie.

W jedenastce sezonu Ligue 1 znaleźli się przedstawiciele zaledwie dwóch zespołów, Nicei i PSG. Doceniona została przede wszystkim nasza żelazna defensywa wraz z Guillaume’em Restesem, który przez cały sezon strzegł dostępu do bramki. Do tego grona dołączył Roony Bardghji, mający za sobą znakomity sezon ligowy. Przebojowy Szwed zdecydowanie zasłużył na swoje miejsce wśród najlepszych.

Czas na Ligę Mistrzów. Jeden z naszych prawoskrzydłowych błyszczał w lidze, drugi świetnie reprezentował nas w Europie. Badredine Bouanani, bo o nim mowa, został wybrany Piłkarzem Sezonu Champions League. W dziewięciu występach zdobył trzy bramki i dołożył aż sześć asyst.

Duża rotacja w środku pola sprawiała, że sporo okazji do gry dostawali również młodzi. I podobnie jak na skrzydłach, tutaj także nastąpił ciekawy podział ról. Anis Jebali świetnie radził sobie na krajowym podwórku, natomiast w Lidze Mistrzów szalał Warren Zaïre-Emery. Francuz zakończył europejską kampanię z tytułem Młodego Piłkarza Sezonu całych rozgrywek.

Na koniec jedenastka najlepszych zawodników tego sezonu Ligi Mistrzów. Oprócz wspomnianego wcześniej Roony’ego Bardghjiego w zestawieniu znalazło się miejsce dla Bafodé Diakité na środku obrony oraz João Rego na przeciwległym do Szweda skrzydle. Portugalczyk również świetnie prezentował się w Europie, kończąc rozgrywki z czterema bramkami i siedmioma asystami.

Mimo przegranego finału Ligi Mistrzów zanotowaliśmy awans na sam szczyt rankingu klubów europejskich! Czwarty z rzędu finał najważniejszych rozgrywek w Europie zrobił swoje. Za plecami zostawiliśmy między innymi Barcelonę, z którą przegraliśmy ostatni finał, oraz dotychczasowego lidera zestawienia, Arsenal. Teraz pozostawało najtrudniejsze, czyli utrzymanie się na szczycie.

Jeśli chodzi o reputację, tutaj nic się nie zmieniło. Podobnie jak sezon wcześniej pozostawaliśmy klubem o największej reputacji w piłkarskim świecie. Lata regularnych sukcesów w międzynarodowych rozgrywkach szybko zrobiły swoje.

Jeśli chodzi o ranking lig europejskich, cały czas ciężko było nam przebić się do ścisłej czołówki. Nasze wyniki nie wystarczały, bo zdecydowanie gorzej w Europie radziły sobie pozostałe francuskie zespoły. Dotyczyło to również PSG, które w ostatnich czterech sezonach ani razu nie przebrnęło w Lidze Mistrzów przez ćwierćfinał. Wcześniej Paryżanie dotarli raz do finału, ale przegrali w nim z Arsenalem.
Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja w Lidze Europy (ledwie jeden finał Marsylii) i Lidze Konferencji, gdzie francuskie kluby również nie odnosiły żadnych większych sukcesów.

Aż trzech zawodników zakończyło sezon z co najmniej 20 asystami. Świetnie wyglądał przede wszystkim środek pola, gdzie jedną z wiodących postaci był wspominany wcześniej Anis Jebali. Musiałem tam stosować sporą rotację, bo nagromadzenie świetnych zawodników w tej formacji było naprawdę duże.
Jeszcze mocniej wyglądały liczby skrzydłowych, którzy swoimi asystami wypracowali łącznie aż 61 bramek! Na koniec Endrick. Przez większość sezonu pełnił rolę rezerwowego, ale skrzętnie wykorzystywał nieobecności Karima Konaté spowodowane kontuzjami i uzbierał aż 27 trafień. Pisałem wcześniej w komentarzach, żeby nie oceniać książki po pierwszym rozdziale, kiedy wielu użytkowników krytykowało kwotę tego transferu. Pierwsze liczby zaczynały bronić tej decyzji.

Poniżej profile pięciu zawodników z najwyższą średnią ocen (minimum 25 spotkań we wszystkich rozgrywkach):
Pierre Kalulu

Antoine Mendy

Anis Jebali

João Rêgo

Warren Zaïre-Emery

Autor: draven
3. miejsce w Polsce FM 2023, Sponsor MFM - rok 2026
Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Typer World Cup 2026 - 2. miejsce
Komentarzy: 323
Grupa: Root Admin
Ranga: Mechanik
Ranga sponsorska: Sponsor Premium
Dołączył: 2022-01-20
Poziom ostrzeżeń: 0
10-09-2026, 22:12 , ocenił powyższy materiał: mocne - Niesamowita historia
Redaktor Naczelny. Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Główny Sponsor Rozgrywki Mistrzów, Mistrz Ceremonii. Szef Typera. 3. miejsce w Polsce FM 2019, Wicemistrz Polski FM 2022, Mistrz Polski FM 2023, Typer Sezonu 2019/20 - 3. m. Typer EURO 2024 - 2. m.
Komentarzy: 2400
Grupa: Moderator
Ranga: Korespondent Wojenny
Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny
Dołączył: 2017-10-19
Poziom ostrzeżeń: 0
11-09-2026, 09:23 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba
Strażnik Galaktyki, Sponsor MFM - rok 2026
Komentarzy: 1031
Grupa: Moderator
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny
Dołączył: 2017-08-03
Poziom ostrzeżeń: 0
11-09-2026, 11:59 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Wicemistrz Polski FM 15, Mistrz Polski FM 17, FM 19, FM 20, FM 21 i FM 22, 3. miejsce w Polsce FM 18, Typer Sezonu 2020/21 - 2.m, Typer Sezonu 2021/22 - 3.m. Menedżer Miesiąca
Komentarzy: 11606
Grupa: Root Admin
Ranga: Ojciec Założyciel
Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny
Dołączył: 2015-03-20
Poziom ostrzeżeń: 0
11-09-2026, 14:27 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba
Komentarzy: 283
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Dołączył: 2019-02-10
Poziom ostrzeżeń: 1
11-09-2026, 20:09 , ocenił powyższy materiał: mocne - Pilnie śledzę
Pierwszy Kreator Gwiazd
Komentarzy: 537
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Chluba Mój Football Manager
Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny
Dołączył: 2022-08-07
Poziom ostrzeżeń: 0
12-09-2026, 17:09 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025
Komentarzy: 2422
Grupa: Moderator
Ranga: Koneser Football Managera
Ranga sponsorska: Sponsor Strategiczny
Dołączył: 2021-10-24
Poziom ostrzeżeń: 0
13-09-2026, 22:04 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się
Sponsor MFM - rok 2026
Komentarzy: 141
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Uzdolniony Praktyk
Ranga sponsorska: Sponsor Premium
Dołączył: 2025-11-03
Poziom ostrzeżeń: 0
14-09-2026, 10:44 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się
Gratulacje!
Komentarzy: 553
Grupa: Wirtualny Menedżer
Ranga: Chluba Mój Football Manager
Dołączył: 2015-12-02
Poziom ostrzeżeń: 0
20-09-2026, 07:19 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba