ZZA BRAMKI - GORĄCY TEMAT
OCENA mocne: 5, słabe: 0
zobacz komentarze

Unbelievable. LFC w finale Ligi Mistrzów.

08-05-2019, 18:04, Unikalnych wejść: 220
ZZA BRAMKI
GORĄCY TEMAT
Unbelievable. LFC w finale Ligi Mistrzów.

 

Jestem człowiekiem kultywującym tradycje naszych ojców, z chrześcijańską wiarą za pan brat. Wierzę w nieśmiertelność duszy, a w życiu ziemskim - mistycyzn. Przykładowo, jeżeli dosięgają mnie jakieś kłopoty, to na mszy w kościele przysłuchuję się z baczną uwagą Ewangelii, znajduję jej ukryty motyw, a po głębszych zastanowieniach, dociera do mnie myśl.. Eureka! To czytanie odnosiło się do sytuacji/problemu, który teraz mam, znajdę rozwiązanie! Jak wytłumaczyć to, że przed wczorajszym meczem Liverpoolu z Barceloną, media nie poświęciły nawet minuty drużynie gości, całą uwagę skupiając na tym, jak Jurgen Klopp motywuje swoich piłkarzy? Czy to był jakiś mistyczny znak, że Katalończycy będą tylko tłem dla piłkarzy z równie mistycznego Anfield? Jeżeli oglądaliście wczorajszy półfinałowy rewanż Ligi Mistrzów to odpowiedź na to drugie pytanie nasunie się sama, a ja osobiście tylko raz miałem przyjemność patrzeć na równie fascynujący mecz, a był nim finał Mundialu 98 we Francji, gdzie gospodarze upokorzyli faworyta turnieju, Brazylię wygrywając 3-0 - mecz ten przypomina mi dzieciństwo, często go wspominam.

Ostatnimi czasy, największe sukcesy w europejskiej piłce osiągały hiszpańskie drużyny, a w najlepszych klubach z Półwyspu Iberyjskiego, obserwator futbolu zauważy style, które dawały Barcelonie i Realowi (bo o tych ekipach mowa) - absolutnie, zasłużone sukcesy. Najpierw była popularna barcelońska tiki taka, styl gry którego osobiście nie lubię, piłkarze wymieniają między sobą setki podań, przesuwając się coraz bliżej bramki rywala i w końcu dzięki swojej kreatywności zadają cios oponentowi. Symbolem sukcesów barcelońskiej filozofii gry jest Pep Guardiola i jego drużyna z 2009 roku, która zdobyła wtedy 6 na 6 możliwych trofeów, wliczając w to Ligę Mistrzów. Chociaż w stosunku do Realu Madryt, jestem raczej neutralny - bardziej od tiki taki podobał mi się styl, który u Królewskich zaszczepił Jose Mourinho, a chodziło w nim o niezwykle szybkie kontrataki. Jeżeli nie pamiętacie sukcesów Realu Madryt z lat 2010-2013 - sięgnijcie do historii, był to najlepszy zespół jakim w swojej karierze trenerskiej dysponował The Special One, jego zawodnicy, chociaż byli już gwiazdami, to jednak nie byli jeszcze "naznaczeni" sukcesami, a co za tym idzie byli ich głodni - strzelali mnóstwo goli, o czym zaświadczy fakt, że w sezonie 2011/12 Królewscy we wszystkich rozgrywkach.. zdobyli 172 gole i pobili w tym względzie rekord klubu - poprzednio 158 w sezonie 1959/60. Myślę, że po 2013 roku już nie było drużyny, która w futbolu wymyśliła coś nowego, aż w końcu pojawił się Liverpool, za którego odbudowę wziął się cudotwórca - Jurgen Klopp, który po zerwaniu kontraktu z Borussią Dortmund szybko powrócił z urlopu, bo bardzo kusiło go doprowadzenie na szczyt The Reds - zespołu, który trochę upadł, ale dzięki wspaniałej historii, tożsamości i dzięki kibicom - chyba nigdy nie przestanie się liczyć w światowym futbolu, a po wczorajszej Redsmontadzie zyska kolejne rzesze fanów na całym świecie - co do tego nie mam wątpliwości.

Skrót meczu: Liverpool FC vs. FC Barcelona

Skoro Barcelona i Real miały swój styl, który można w miarę jednoznacznie określić, to jak w takim razie gra Liverpool FC, Jurgena Kloppa, zespół który wczoraj wygrał 4-0 z wielką FC Barceloną i odrobił straty z pierwszego półfinału, przegranego 0-3? W obecnym futbolu, z perspektywy drużyn wybiegających na boisko - mecz dzieli się na 2 fazy: faza posiadania piłki/ataku i faza cierpienia, cofnięcia się do defensywy. Dzięki niezwykle wysokiemu pressingowi i posiadaniu w drużynie przewidujących/dobrze ustawiającyh się piłkarzy - Liverpool ma bardzo niewiele faz cierpienia - proste jak drut. Dodając do tego wybieganie, szybkość skrzydłowych, ich kreatywność, bo na ich barkach spoczywa zdobywanie bramek - mamy niezwykle efektownie grający, skuteczny zespół. Dawka futbolu na najwyższym poziomie, jaką zobaczyliśmy wczoraj to absolutnie coś niebywałego. Sukces ma wielu ojców, mecz przejdzie do historii, cały LFC zasłużył na fantastyczne zwieńczenie spotkania, odśpiewanym przez fanatyków hymnem You'll never walk alone, a ja zafascynowany spotkaniem, od którego nie mogłem odwerwać wzroku - pokaże wam jak oceniam poszczególnych piłkarzy The Reds, biorąc pod lupę spotkanie z Barceloną, a zrobię to w skali Kickera (od 1 do 6, im niższa, tym lepsza).

Alisson Becker, ocena 1,0: brazylijski bramkarz już drugi raz w tym sezonie wybronił drużynie pozostanie w Champions League, pamiętacie szansę Arkadiusza Milika z fazy grupowej kiedy LFC grało z Napoli? Już wtedy The Reds byliby za burtą elitarnej LM gdyby nie wspaniała interwencja Alissona, a wczoraj - na pierwszy rzut oka troche "ociężały" bramkarz przeszedł samego siebie, wybronił 4/5 100%-owych sytuacji rywali i co najważniejsze dla golkipera - zakończył mecz z czystym kontem. Alisson to talizman drużyny Jurgena Kloppa. Do miasta beatlesów trafił z AS Romy, gdzie był zmiennikiem Wojciecha Szczęsnego. Wiecie co o swoim rywalu do obsady bramki Romy mówił Szczęsny? "Jak patrzę na to co robi na treningach to zastanawiam się dlaczego to ja gram w 1 składzie".

Andrew Robertson, bez oceny: szkocki lewy obrońca, niestety zagrał tylko połowę i dlatego postanowiłem nie przypisywać mu noty, chociaż w jego grze dało się zauważyć to, że biega za dwóch, od bramki do bramki, jest piekielnie szybki (po jednym ze spotkań ligowych, gdzie LFC grało z MU prowadzonym przez Jose Mourinho, The Special One powiedział że jego wzrok był zmęczony od samego patrzenia na biegającego Robertsona). Anglicy muszą być "wkurzeni", że urodził się w Glasgow i gra dla Szkocji.

Trent Alexander-Arnold, ocena 1,5: angielski prawy obrońca wykazał się niezwykłym sprytem przy bramce na 4-0 dla Liverpoolu, to była sytuacja absolutnie kluczowa, jeżeli dałbym 20-latkowi ocenę 2,0 - skrzywdziłbym go za sam fakt asysty przy historycznej bramce Origiego. Swoją drogą, jak ustawioną percepcje musieli mieć zawodnicy Barcelony, żeby zrobić taki błąd?

Virgil Van Dijk, ocena 1,0: holenderski środkowy obrońca to prawdziwy omnibus, nie wiem ile podczas meczu przechodzi myśli w jego głowie, ale on potrafi je doskonale poukładać, wczoraj był nie do przejścia, potrafi przewidywać, rzadko robi wślizgi, zagrywa długie piłki z kliniczną precyzją, a kibice Liverpoolu liczą kolejne miesiące od kiedy stoper dał się ostatnio przejść dryblingiem (;)) przez jakiegoś piłkarza.

Joel Matip, ocena 1,5: niemiecki środkowy obrońca w swoich defensywnych zadaniach niczym nie ustępował wczoraj Van Dijkowi - mniej go było widać w rozegraniu i tylko dlatego o 0,5 niższa nota. Jurgen Klopp wie co robi, kiedy sprowadza jakiegoś piłkarza z Bundesligi, bo mial na takich oko, kiedy prowadził Borussię Dortmund i Matip nie jest przypadkowy w miejscu, w którym się teraz znajduje.

James Milner i Jordan Henderson, ocena 1,5: postanowiłem obu angielskich pomocników opisać razem. Serce do gry jakie wczoraj pokazali, ciągnęło cały zespół, ze względu na doświadczenie jakie zdobyli w trakcie całej kariery, chyba jako jedyni popłakali się po meczu ze wzruszenia.

Fabinho, ocena 1,0: brazylijski środkowy pomocnik zagrał według mnie najlepsze zawody odkąd jest piłkarzem Liverpoolu, a trochę meczy oglądałem. Największe atuty, które wczoraj zaprezentował to kapitalne ustawianie się i waleczność, i pozostanie mi w pamięci na długo moment, kiedy poszedł na przebój przed końcowym gwizdkiem i dał się sfaulować Messiemu zyskując cenne sekundy dla drużyny, wytrwali!

Xherdan Shaqiri, ocena 2,5: szwajcarski ofensywny pomocnik zrobił to co do niego należało czyli zrobił asystę na 3-0, podał równie klinicznie jak to robił Virgil Van Dijk, chociaż w poczynaniach niskiego zawodnika było trochę niedokładności - Klopp już na pewno mu to wybaczył. Kiedyś internet obiegły niesłychane rzeczy, które Xherdan robił na treningu Interu Mediolan i jeżeli ktoś wątpi w umiejętności Shaqiriego - odsyłam do tych nagrań.

Sadio Mane, ocena 2,0: senegalski skrzydłowy nie zawiódł w kluczowym momencie. Chociaż nie strzelił gola to było go pełno na boisku, robił wiatrak na swojej flance tak jak nas już do tego przyzwyczaił, dał zespołowi sygnał do ofensywnej gry.

Divock Origi, ocena 1,0: belgijski napastnik zrobił to co do niego należało, wykorzystał swoje 2 szanse i według mnie Jurgen Klopp powinien zastanowić się czy Belg nie powinien dostać w LFC więcej szans, bo byłby w stanie wyprzeć ze składu na stałe Roberto Firmino - nie mam co do tego wątpliwości. Piłkarz, który w Liverpoolu grał ogony według mnie, wyszarpał ten mecz dla The Reds i postanowiłem napisać charakterystykę jego gry. Jest silnie zbudowany, ale ma bardzo sprytne nogi i lepszy drybling od porównywanego do niego Romelu Lukaku. Piłkarz potrafi znaleźć się w sytuacji i lubi ważne mecze, bo to nie pierwszy mecz który The Reds dzięki niemu wygrali. Chapeau bas!

Georginio Wijnaldum, ocena 1,0: holenderski pomocnik wszedł w 2 połowie i zdobył 2 gole, co nie wymaga już większego komentarza. Superdżoker, nie mam nic więcej do dodania.

Joe Gomez i Daniel Sturridge, brak oceny.

Wczorajsze widowisko było fantastyczne, wśród zagorzałych kibiców Liverpoolu prym wiodło słowo "unbelievable", udało się chociaż misja była niewykonalna. Ostatnio dotarła do mnie wiadomość, że najstarszy klub w Anglii Sheffield FC, stracił status zawodowego (po 130 latach) i może jest to odpowiednia pora do odrodzenia angielskiego futbolu. Reprezentacja Anglii poczyna sobie coraz lepiej, a mimo całego szacunku do Ajaxu Amsterdam - ostrze sobie zęby na Bitwę o Anglię w finale Ligi Mistrzów. Spośród zespołów, które zostały w rozgrywkach europejskich, oprócz tych angielskich drużyn, wierzę jeszcze w Eintracht Frankfurt, który ma kibiców podobnych do The Reds. Na koniec artykułu, który pisałem na kolanie (czas naglił), zobaczcie jeszcze raz reakcję kibiców Liverpoolu po spotkaniu z Barceloną, zakończonym historycznym 4-0. Podziękujmy też Barcelonie za walkę i cały udział w tej edycji LM wink.


Liverpool FC - FC Barcelona 4:0 (1:0)

Bramki: Divock Origi (7, 79), Georginio Wijnaldum (54, 56)

Pierwszy mecz: 0:3. Awans: Liverpool FC

Żółte kartki: Fabinho, Joel Matip - Sergio Busquets, Ivan Rakitić, Nelson Semedo.

Sędzia: Cuneyt Cakir (Turcja).

Liverpool FC: Alisson Becker - Trent Alexander-Arnold, Virgil van Dijk, Joel Matip, Andrew Roberston (46. Georginio Wijnaldum) - James Milner, Fabinho, Jordan Henderson - Divock Origi (85. Joe Gomez), Xherdan Shaqiri (90. Daniel Sturridge) - Sadio Mane.

FC Barcelona: Marc-Andre ter Stegen - Sergi Roberto, Clement Lenglet, Gerard Pique, Jordi Alba - Ivan Rakitić (80. Malcom), Sergio Busquets, Arturo Vidal (75. Arthur) - Philippe Coutinho (60. Nelson Semedo), Luis Suarez, Lionel Messi.


Autor: kuboll112

KOMENTARZE

Shrek


Komentarzy: 1059

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Trudny Człowiek

Dołączył: 2016-01-21

Poziom ostrzeżeń: 1

08-05-2019, 19:23 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Masz błąd w składach. Zszedł Andrew Robertson, a nie TAA, bo on asystował przy czwartej bramce.

Nie jestem fanem Barcelony, ale trzeba przyznać, że awans Liverpool zawdzięcza przede wszystkim Beckerowi i Matipowi (wybicie piłki Messiemu, gdy w polu karnym byli 2:3). Barca nie była gorsza, była dużo mniej skuteczna i to właśnie ten brak skuteczności spowodował, że finał będzie oglądała w telewizji.

Peter


Komentarzy: 322

Grupa: Root Admin

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2017-08-15

Poziom ostrzeżeń: 0

08-05-2019, 19:34 , ocenił powyższy materiał: mocne - Gdyby tego nie było, strona stałaby się uboższa

@Shrek, to ja zrobiłem błąd. On dał składy od lewej do prawej strony i przy poprawce zapomniałem dać zmianę na swoje miejsce. Już poprawione.

CJ


Komentarzy: 80

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2017-03-07

Poziom ostrzeżeń: 0

08-05-2019, 20:02

kuboll112, dnia 08-05-2019, 18:04, napisał:
Jak wytłumaczyć to, że przed wczorajszym meczem Liverpoolu z Barceloną, media nie poświęciły nawet minuty drużynie gości, całą uwagę skupiając na tym, jak Jurgen Klopp motywuje swoich piłkarzy? Czy to był jakiś mistyczny znak, że Katalończycy będą tylko tłem dla piłkarzy z równie mistycznego Anfield?

Nie. To nie był znak od żadnego z bogów, od żadnego Boga; ludzie instynktownie wspierają tych, którzy są stawiani na przegranej pozycji, poświęcają im więcej uwagi, kibicują im. Druga sprawa - media nie poświęcały uwagi motywacji od Valverde, bo jej nie było. Może trudno jest mi w tym momencie być obiektywnym, ale jak to jest, że rok po roku popełnia się TEN SAM BŁĄD? Dwa razy widziałem Barcelonę, która ma trzy bramki przewagi i od pierwszej minuty następnego meczu GRA NA CZAS. Owszem, Liverpool zagrał kapitalny mecz, jednak to Barcelona po raz kolejny potwierdziła, że należy jej się tytuł 'frajera roku'.

kuboll112, dnia 08-05-2019, 18:04, napisał:
Podziękujmy też Barcelonie za walkę

O ile masz na myśli wczorajszy mecz - to ja nie widziałem tam żadnej walki. Było człapanie, nawet przy wyniku 0:1 nic się nie zmieniało, zawodnicy grali, jakby byli na kacu - a przecież cały weekend odpoczywali, z pierwszego składu jedynie Vidal musiał pobiegać - a w mojej opinii to właśnie on był wczoraj najlepszym z najgorszych.

Do ocen się nie odniosę, bo mimo, że uważam je za bardzo zawyżone, to sam nie umiem obiektywnie ocenić graczy The Reds.

weche
Zastępca Redaktora Naczelnego


Komentarzy: 427

Grupa: Moderator

Ranga: Korespondent Wojenny, Członek Jury 5RM

Ranga sponsorska: Sponsor

Dołączył: 2017-10-19

Poziom ostrzeżeń: 0

09-05-2019, 09:08 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Oba półfinałowe rewanże pokazały, że teraz w Lidze Mistrzów mogą dominować zespoły z Premier League (tak jak w FM).
@Shrek nie oglądałem meczu Liverpool- Barcelona, więc nie mogę powiedzieć o tym, czy rzeczywiście Barcelona nie miała szczęścia. Jednak zauważ, że w pierwszym meczu to Liverpool powinien wbić chociaż jedną bramkę, a zabrakło im tego przysłowiowego farta.
Ja liczyłem na finał Liverpool- Ajax, ale po tym co pokazał Tottenham w drugiej połowie czekam na finał Ligi Mistrzów z niecierpliwością.

kuboll112


Komentarzy: 397

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Dołączył: 2016-12-27

Poziom ostrzeżeń: 1

09-05-2019, 10:27

CJ, te podziękowania dla Barcy odnoszą się do ich całej przygody z tegoroczną Ligą Mistrzów oraz do tego że mimo juz przebrzmiałego składu nadal mają najwięcej kibiców na całym świecie (tak jak napisałem w blogu, lfc to teraz najpoważniejszy kandydat do przebicia renomą Barcy, może real gdzie zapowiada się galaktyczne letnie merkato też nawiąże walkę), pomyślałem że warto ich też docenić, chociaż gra opiera się tylko na piłkach do Messiego, brawa dla pokonanych, będę się tego trzymać ;)

Kaan


Komentarzy: 598

Grupa: Moderator encyklopedysta

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2016-10-25

Poziom ostrzeżeń: 0

09-05-2019, 10:34 , ocenił powyższy materiał: mocne - Miło, że zdecydowałeś się dodać ten blog

Dziwna jest u Ciebie miara emocji. Za najbardziej emocjonujący uważasz finał MŚ'98, gdzie Francja zdeklasowała słabą Brazylię. Albo tutaj, gdzie jedna drużyna zagrała beznadziejnie, a druga dobrze. emocje to były wczoraj, gdzie Tottenham, a ściślej Lucas Moura zafundowali je do ostatniej minuty. I ostatni gol w ostatniej minucie zadecydował o awansie

kuboll112


Komentarzy: 397

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Dołączył: 2016-12-27

Poziom ostrzeżeń: 1

09-05-2019, 10:34

weche, wyobraź sobie, że wczoraj obejrzałem tylko 1 połowę ajax-totts, potem wolałem włączyć komedie z sacha baron Cohenem ;), dopiero rano dowiedziałem się o kolejnym 'rimonte', sądzę że Spurs jest gorsze niż w zeszłym sezonie, pamiętacie zresztą że wygrali grupę śmierci, a odpadli z Juventusem chociaż byli lepsi, szkoda że chyba nie zobaczymy Kane w finale, bo wtedy szansę były 50/50, a tak to Liverpool będzie faworytem

kuboll112


Komentarzy: 397

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Dołączył: 2016-12-27

Poziom ostrzeżeń: 1

09-05-2019, 10:40

Kaan, co do emocji z meczu francja-brazylia to zwyczajnie tamta Francja to mój ulubiony zespół za życia i finał i jego atmosfera mi się udzieliła bo jak był mundial to latałem w trykocie zizu 10, mój brat rodziny kibicował Brazylii i miał Ronaldo 9, A brat cioteczny też Canarinhos bo lubił carlosika, byłem w opozycji, nie chcę się wykłócać ale kto widział mecz na Anfield ten podzieli moje emocje

Zyhym


Komentarzy: 885

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2016-12-28

Poziom ostrzeżeń: 1

09-05-2019, 12:07 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Piłka nożna to najpiękniejszy sport na świecie...Ja jako fan Barcy jestem po ludzku załamany jak zagrała Barcelona w rewanżu (chociaż na Camp Nou wcale nie było tak kolorowo jak pokazuje wynik) Wyszli bez ambicji, o tak o żeby odbębnić mecz. Nie widziałem u nikogo tych kurwików w oczach (oczywiście oprócz Vidala bo gość biegał za dwóch). Odwaliła się Roma 2.0 i ciężko przełknąć te porażkę. Oby Valverde odszedł po sezonie, bo dłużej się nie da patrzeć na tak grającą Barcelonę...po prostu nie w takim klubie się zakochałem. Po Romie miałem nadzieję, że wyciągną wnioski jednak tak się nie stało. I to najbardziej boli przegrać drugi raz w podobny sposób. Nosze ten klub w sercu, jestem z nimi na dobre i złe i zapewne włączę kolejny ligowy mecz w niedziele z Getafe...
Obecnie online: brak użytkowników online
Copyright © 2015-19 by Łukasz Czyżycki