-

 

ZZA BRAMKI - VARIA
OCENA mocne: 8, słabe: 0
zobacz komentarze

Boniek pierwszym Polakiem w finale Pucharu Europy? Nie. Pół drużyny 27 lat wcześniej!

11-09-2026, 18:39, Unikalnych wejść: 400
ZZA BRAMKI
VARIA

Zbigniew Boniek? Nie do końca!

Na pytanie: „Który polski piłkarz jako pierwszy zagrał w finale Pucharu Europy?” niemal wszyscy odpowiedzą: Zbigniew Boniek. Ateny, 25 maja 1983 roku. Juventus – Hamburger SV.

To prawda. Ale... nie do końca.

Bo historia Polaków w najważniejszym meczu europejskiego futbolu klubowego zaczęła się znacznie wcześniej. I czytając ten artykuł, niektórzy mogą się naprawdę zdziwić, kiedy!

Planowałem tę publikację od kilku miesięcy, a trudno o lepszą okazję do jej przedstawienia niż przypadająca w tym roku 70. rocznica pierwszego w historii finału Pucharu Europy.

 

Niezwykła historia Stade de Reims:
pięciu Polaków w pierwszym finale Pucharu Europy!

13 czerwca 1956 roku na Parc des Princes rozegrano pierwszy w historii finał Pucharu Europy. Stade de Reims przegrało z Realem Madryt 3:4, ale z polskiej perspektywy wydarzyło się tego wieczoru coś niezwykłego. W podstawowej jedenastce francuskiego klubu znalazło się aż pięciu piłkarzy polskiego pochodzenia: Simon Zimny, Robert Siatka, Léon Glovacki, Raymond Kopa – czyli Raymond Kopaszewski – oraz urodzony w Polsce Janusz „Jean” Templin. Niemal połowa drużyny!

Dziś pierwszy finał Pucharu Europy pamiętamy przede wszystkim jako początek wielkiej legendy Realu Madryt. „Królewscy” wygrali pięć pierwszych edycji rozgrywek, a nazwiska Alfredo Di Stéfano czy Francisco Gento stały się symbolami rodzącej się europejskiej piłki klubowej.

Ale historia tego meczu ma również niezwykły, często pomijany polski rozdział.

W składzie Stade de Reims wybiegli wtedy:

René Jacquet – Simon Zimny, Robert Jonquet (k), Raoul Giraudo – Michel Leblond, Robert Siatka – Michel Hidalgo, Léon Glovacki, Raymond Kopa, René Bliard, Jean Templin.

Z jedenastu zawodników aż pięciu miało polskie korzenie. Zimny, Siatka, Glovacki i Kopaszewski byli synami lub potomkami polskich emigrantów. Jean Templin urodził się jako Janusz Templin w Polsce.

Nie był to przypadek. Wielkość Stade de Reims w latach 50. była częściowo owocem jednego z najważniejszych zjawisk społecznych we Francji XX wieku – masowej polskiej emigracji zarobkowej.

 

Z Polski do francuskich kopalń – a potem na piłkarskie stadiony

Po I wojnie światowej francuskie górnictwo rozpaczliwie potrzebowało pracowników. Do Francji przyjechały dziesiątki tysięcy Polaków, szczególnie do przemysłowych departamentów Nord i Pas-de-Calais.

Skala migracji była ogromna. W samym Pas-de-Calais liczba Polaków wzrosła z niespełna 3400 w 1921 roku do około 91 tysięcy zaledwie pięć lat później. Powstawały polskie osiedla, stowarzyszenia, parafie i kluby sportowe. W wielu rodzinach przez lata zachowywano język polski i polskie tradycje.

Synowie górników zaczęli tymczasem pojawiać się na boiskach. Dla niektórych futbol był nie tylko pasją, ale również możliwością wyrwania się z niezwykle ciężkiego życia pod ziemią.

Najbardziej znanym przykładem został Raymond Kopaszewski. Ale nie był jedyny. W złotej epoce Stade de Reims polskie nazwiska pojawiały się jedno obok drugiego: Kopa, Zimny, Glovacki, Siatka, Templin, a kilka lat później także Bruno Rodzik.

Pierwszy finał Pucharu Europy był kulminacją tego niezwykłego zjawiska.

 

Simon Zimny – polski ślad w defensywie Reims

Simon Zimny urodził się 18 maja 1927 roku w Divion w departamencie Pas-de-Calais. Był Francuzem polskiego pochodzenia i dorastał w regionie będącym jednym z najważniejszych skupisk polskiej emigracji we Francji.

Jego droga piłkarska również prowadziła przez miejscowości silnie związane z polską społecznością: grał między innymi w Oignies oraz US Nœux-les-Mines. Ta ostatnia nazwa będzie się w naszej historii powtarzać – właśnie w Nœux-les-Mines dorastał bowiem Raymond Kopaszewski.

Zimny trafił do Stade de Reims w 1949 roku. Początkowo występował w zespole amatorskim, ale stopniowo wywalczył sobie miejsce w pierwszej drużynie i został jednym z podstawowych obrońców najlepszego francuskiego klubu swojej epoki.

W barwach Reims zdobył trzy mistrzostwa Francji – w 1953, 1955 i 1958 roku – Puchar Francji w 1958 oraz Puchar Łaciński w 1953. Doczekał się również występu w reprezentacji Francji. 9 października 1955 roku rozegrał pełne 90 minut w wygranym 2:1 meczu ze Szwajcarią. Był to jego jedyny występ w narodowych barwach.

W pierwszym finale Pucharu Europy 29-letni Zimny wystąpił w defensywie Reims od pierwszej do ostatniej minuty.

Jego nazwisko nie zostało sfrancuszczone. Do historii europejskiego futbolu przeszedł więc po prostu jako Zimny – nazwisko, którego polskiego pochodzenia nie sposób pomylić.

 

Robert Siatka – syn polskich górników i ostatni żyjący uczestnik finału

Jeszcze bardziej bezpośrednio z historią polskiej emigracji związany jest Robert Siatka.

Urodził się 20 czerwca 1934 roku w Le Martinet. Jego rodzice byli biednymi polskimi emigrantami pracującymi w górnictwie. Siatka sam opowiadał po latach, że bardzo wcześnie musiał rozpocząć pracę, aby pomagać rodzinie. Gdy nie znajdował się w kopalni, praktycznie cały wolny czas spędzał na boisku.

Pod tym względem jego młodość przypominała los Raymonda Kopy. Obaj byli dziećmi polskich rodzin górniczych. Obaj jako nastolatkowie poznali ciężką pracę. I obu futbol zaprowadził z robotniczego świata na największe stadiony Europy.

Siatka trafił do Stade de Reims w 1953 roku jako dziewiętnastolatek. Kiedy trzy lata później wyszedł na Parc des Princes przeciwko Realowi Madryt, miał zaledwie 21 lat.

Z Reims został wielokrotnym mistrzem Francji, zdobył Puchar Francji i wystąpił nie w jednym, lecz w dwóch finałach Pucharu Europy – w 1956 i 1959 roku. W obu przeciwnikiem był Real Madryt.

W 1960 roku doczekał się również jedynego występu w reprezentacji Francji. Zagrał w meczu o trzecie miejsce pierwszych mistrzostw Europy przeciwko Czechosłowacji.

A jego historia trwa do dzisiaj.

Robert Siatka skończył 20 czerwca 2026 roku 92 lata i jest ostatnim żyjącym piłkarzem, który wystąpił w pierwszym finale Pucharu Europy w 1956 roku.

Siedemdziesiąt lat po tamtym spotkaniu ostatnim człowiekiem, który może powiedzieć „byłem wtedy na boisku”, pozostaje więc syn polskich emigrantów.

W 2025 roku Siatka w rozmowie z francuskimi mediami wracał pamięcią do finału i przekonywał, że Reims wcale nie było zespołem gorszym od Realu. Francuzi prowadzili przecież 2:0, a następnie jeszcze 3:2. Do dziś wyraźnie pamięta zmarnowane okazje i poczucie, że wielkie trofeum naprawdę znajdowało się w zasięgu ręki.

 

Léon Glovacki – syn polskich imigrantów, który przypieczętował awans do finału

Léon Glovacki urodził się 19 lutego 1928 roku w górniczym Pas-de-Calais. Jego rodzice byli polskimi imigrantami, a rodzina należała do środowiska tak charakterystycznego dla północnej Francji pierwszej połowy XX wieku.

Wychowywał się w Évin-Malmaison, gdzie od najmłodszych lat otaczały go nazwiska Polaków lub potomków polskich rodzin. Pierwszą licencję piłkarską otrzymał w miejscowym klubie. Zanim został zawodowcem, pracował także jako robotnik.

Do Stade de Reims trafił w 1952 roku i szybko stworzył znakomity duet z Raymondem Kopą. Był szybki, bramkostrzelny i bardzo dobrze odnajdywał się w ofensywnym systemie trenera Alberta Batteux.

W reprezentacji Francji wystąpił 11 razy i zdobył trzy bramki. Znalazł się również w kadrze na mistrzostwa świata w 1954 roku.

Ale w historii pierwszego Pucharu Europy odegrał rolę szczególną.

18 kwietnia 1956 roku Stade de Reims grało w Edynburgu rewanżowy półfinał z Hibernianem. Francuzi wygrali pierwsze spotkanie 2:0, lecz na Easter Road czekało ich niezwykle trudne zadanie.

W 57. minucie jedyną bramkę meczu zdobył właśnie Léon Glovacki. Reims zwyciężyło 1:0, a Polak z pochodzenia przypieczętował awans francuskiego klubu do pierwszego finału Pucharu Europy w historii.

Dwa miesiące później wyszedł w pierwszym składzie przeciwko Realowi.

 

Raymond Kopa, czyli Raymond Kopaszewski – najsłynniejszy z nich

Największą gwiazdą całej piątki był oczywiście Raymond Kopa.

A właściwie Raymond Kopaszewski.

Urodził się 13 października 1931 roku w Nœux-les-Mines. Jego dziadkowie od strony ojca pochodzili z okolic Krakowa. Rodzina wyemigrowała najpierw do Niemiec, a po I wojnie światowej przeniosła się do Francji. Także matka Raymonda pochodziła z polskiej rodziny.

Co szczególnie ważne z punktu widzenia jego polskości, w domu Kopaszewskich mówiono po polsku. Dla małego Raymonda był to język rodzinny, podczas gdy francuski poznawał w szkole i w kontaktach z otoczeniem.

Nazwisko Kopaszewski okazało się dla Francuzów trudne. Jeszcze w czasach szkolnych zaczęto skracać je do prostszego „Kopa”. Pod tym nazwiskiem Raymond miał później podbić świat.

Los jego rodziny był typowym losem polskich górników północnej Francji. W kopalni pracowali jego dziadek, ojciec i brat. W wieku zaledwie 14 lat pod ziemię zszedł również Raymond. Jego zadaniem było między innymi pchanie wagoników z węglem po wąskich chodnikach.

Podczas jednego z wypadków stracił część palca. Kopalnia zebrała zresztą w rodzinie straszliwe żniwo – jego ojciec i brat zmarli później wskutek pylicy płuc.

Futbol okazał się dla Kopaszewskiego drogą do innego życia.

Przez Angers trafił w 1951 roku do Stade de Reims i wyrósł na najlepszego francuskiego piłkarza swojego pokolenia. W pierwszym finale Pucharu Europy był największą gwiazdą Reims i jednym z zawodników, których Real obawiał się najbardziej.

Po finale wydarzyło się coś niezwykłego. Kopa przeszedł właśnie do Realu Madryt.

W 1956 roku przegrał finał Pucharu Europy przeciwko Realowi. Następnie w barwach Realu zdobył to trofeum trzy razy z rzędu – w 1957, 1958 i 1959 roku.

W 1959 roku historia zatoczyła pełne koło: Real ponownie spotkał się w finale ze Stade de Reims, ale tym razem Kopaszewski wystąpił po stronie madryckiego klubu.

Rok wcześniej osiągnął jeszcze większy sukces indywidualny. W 1958 został pierwszym Francuzem w historii, który zdobył Złotą Piłkę. W reprezentacji Francji rozegrał 45 meczów, strzelił 18 goli i pomógł jej zająć trzecie miejsce na mundialu w Szwecji.

Francja zapamiętała go jako jednego ze swoich najwybitniejszych piłkarzy.

Polska ma pełne prawo pamiętać, że za legendarnym nazwiskiem Kopa krył się Raymond Kopaszewski – wychowany w polskojęzycznym domu wnuk polskich emigrantów.

 

Janusz Templin – najbardziej polski z całej piątki

Jeżeli w przypadku czterech poprzednich zawodników mówimy o francuskich piłkarzach polskiego pochodzenia, historia Jeana Templina jest jeszcze bardziej bezpośrednio związana z Polską.

Naprawdę nazywał się Janusz Templin.

Urodził się 14 grudnia 1928 roku w Baranowiczach – mieście znajdującym się wówczas w granicach II Rzeczypospolitej. Dziś Baranowicze leżą na terytorium Białorusi.

Templin był więc nie tylko potomkiem Polaków. Urodził się w Polsce.

Do Stade de Reims trafił w 1950 roku jako 22-letni zawodnik i z czasem stał się podstawowym lewoskrzydłowym jednej z najlepszych drużyn Europy. Z klubem zdobył dwa mistrzostwa Francji oraz Puchar Łaciński.

Sezon 1955/56 okazał się jego ostatnim, a zarazem najbardziej pamiętnym w barwach Reims. Już w ćwierćfinale pierwszego Pucharu Europy zdobył bramkę przeciwko węgierskiemu Vörös Lobogó.

A potem nadszedł 13 czerwca 1956 roku.

Reims rozpoczęło finał z Realem w piorunującym stylu. W 6. minucie Michel Leblond zdobył bramkę na 1:0.

Cztery minuty później było już 2:0.

Autorem drugiego gola w historii finałów Pucharu Europy był Janusz „Jean” Templin – piłkarz urodzony w Polsce.

To jeden z tych faktów, które w polskiej historii futbolu zdecydowanie zasługują na większą pamięć.

Templin zakończył swoją przygodę ze Stade de Reims po sezonie 1955/56. Grał później między innymi w RC Lens i FC Nancy. Zmarł w 1980 roku, mając zaledwie 51 lat.

 

Pięciu z jedenastu. Niemal połowa drużyny

Finał rozpoczął się dla Stade de Reims jak marzenie.

6. minuta – Michel Leblond, 1:0.

10. minuta – Janusz Templin, 2:0.

Real odpowiedział jednak golami Alfredo Di Stéfano i Héctora Riala. Do przerwy było 2:2.

W 62. minucie Michel Hidalgo ponownie wyprowadził Reims na prowadzenie. Francuzi byli niespełna pół godziny od zdobycia pierwszego Pucharu Europy w historii.

Real raz jeszcze odwrócił jednak losy meczu. Marquitos wyrównał na 3:3, a w 79. minucie Rial zdobył zwycięską bramkę.

Real Madryt wygrał 4:3.

W kronikach zapisano początek królewskiej dynastii. Znacznie rzadziej wspomina się natomiast, że naprzeciw Hiszpanów stanęła drużyna, w której pięciu z jedenastu podstawowych zawodników miało polskie korzenie.

Simon Zimny.

Robert Siatka.

Léon Glovacki.

Raymond Kopaszewski.

Janusz Templin.

Obrońca, pomocnik i trzech ofensywnych zawodników. Synowie emigrantów i górników, przedstawiciele polskiej społeczności we Francji oraz człowiek urodzony jeszcze w II Rzeczypospolitej.

 

Polski rozdział narodzin europejskich pucharów

Historia tej piątki pokazuje, że polskie ślady w europejskim futbolu nie zaczęły się wraz z sukcesami reprezentacji Kazimierza Górskiego w latach 70. Ani wraz z późniejszymi transferami największych polskich piłkarzy do zachodnich klubów.

Były obecne już w chwili narodzin najważniejszych klubowych rozgrywek Europy.

W 1956 roku nie istniała jeszcze Liga Mistrzów, telewizyjne transmisje docierały do niewielkiej części kibiców, a zawodnicy nie byli globalnymi celebrytami. Wielu z nich pochodziło z rodzin robotniczych, dla których emigracja z Polski do francuskich kopalń była przede wszystkim walką o lepsze życie.

Jedno pokolenie schodziło pod ziemię.

Następne wychodziło na Parc des Princes.

Zimny, Siatka, Glovacki, Kopaszewski i Templin znaleźli się 13 czerwca 1956 roku na tej samej murawie co Di Stéfano i Gento, tworząc jeden z najlepszych zespołów Europy.

A jeden z nich – urodzony w Polsce Janusz Templin – wpisał się na zawsze do historii, zdobywając bramkę w pierwszym finale Pucharu Europy.

Najpiękniejszą klamrą tej historii pozostaje Robert Siatka.

W 2026 roku, w 70. rocznicę meczu, 92-letni syn polskich górników jest ostatnim żyjącym uczestnikiem tamtego finału.

Ostatnim człowiekiem, który pamięta pierwszy finał Pucharu Europy nie z książek, gazet ani kroniki filmowej – lecz z murawy Parc des Princes.

I nosi nazwisko Siatka.

 


Fot. © L'Équipe / Presse Sports.

 

Stade de Reims przed finałem pierwszego Pucharu Europy, 13 czerwca 1956 roku.
Górny rząd: Albert Batteux (trener), Raymond Cicci, Simon Zimny, Robert Jonquet (k), Michel Leblond, René-Jean Jacquet, Robert Siatka, Raoul Giraudo, Armand Penverne.
Dolny rząd: Michel Hidalgo, Léon Glovacki, Raymond Kopa (Kopaszewski), René Bliard, Jean „Janusz” Templin, Paul Sinibaldi.
Pogrubieniem zaznaczono pięciu zawodników polskiego pochodzenia, którzy wystąpili w finale przeciwko Realowi Madryt.
Kolor żółty: wyjściowy skład na finał.

 

Źródła:
Przy opracowaniu tekstu wykorzystano materiały i bazy: UEFA, Fédération Française de Football, Archives Reims Football, L'Équipe, So Foot, RSSSF, opracowania dotyczące polskiej emigracji górniczej we Francji oraz historyczne materiały dotyczące Stade de Reims i archiwum autora.


Autor: Mahdi
Z-ca Redaktora Naczelnego, Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Wicemistrz Polski FM 15, Mistrz Polski FM 17, FM 19, FM 20, FM 21 i FM 22, 3. miejsce w Polsce FM 18, Typer Sezonu 2020/21 - 2.m, Typer Sezonu 2021/22 - 3.m. Menedżer Miesiąca

KOMENTARZE

Benzema
Sponsor MFM - rok 2025, 2026, Typer World Cup 2026 - 2. miejsce


Komentarzy: 323

Grupa: Root Admin

Ranga: Mechanik

Ranga sponsorska: Sponsor Premium

Dołączył: 2022-01-20

Poziom ostrzeżeń: 0

11-09-2026, 19:36 , ocenił powyższy materiał: mocne - Niesamowita historia

Mega ciekawe, w życiu bym nie pomyślał, że już wtedy w pierwszym finale.

Werner


Komentarzy: 283

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2019-02-10

Poziom ostrzeżeń: 1

11-09-2026, 20:06 , ocenił powyższy materiał: mocne - Lecę budować Ci pomnik

Pozdrowienia dla pana Siatki! Co za historia!

Vega


Komentarzy: 1

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2026-09-12

Poziom ostrzeżeń: 0

12-09-2026, 14:40 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Niezwykły artykuł, który poza historią piłkarską ma swoje drugie dno. Jako historyk muszę dostrzegać korelację pomiędzy tym, dlaczego ci zawodnicy grali dla Francji i francuskich klubów, a tym, co się działo w Polsce przedwrześniowej. Tak gloryfikowana przez PISowskich macherów "ziemia obiecana" była w rzeczywistości krajem nędzy, bezrobocia i ogromnego rozwarstwienia. Garstka arystokratów i żołdactwa, ozonowej kliki, żerowała na reszcie narodu, a ludzie marzyli o jednym - żeby wyjechać i wyrwać się ze szponów nędzy. Stąd ogrom emigracji, głównie do Francji, gdzie o pracę w kopalniach Pas-de-Calais było najłatwiej. Ci piłkarze to dzieci emigrantów, dla których przedwrześniowa Polska była macochą.

Ernie89
Strażnik Galaktyki, Sponsor MFM - rok 2026


Komentarzy: 1031

Grupa: Moderator

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny

Dołączył: 2017-08-03

Poziom ostrzeżeń: 0

12-09-2026, 16:55 , ocenił powyższy materiał: mocne - Niesamowita historia

Niesamowita historia

Pavlito
Pierwszy Kreator Gwiazd


Komentarzy: 537

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Chluba Mój Football Manager

Ranga sponsorska: Sponsor Techniczny

Dołączył: 2022-08-07

Poziom ostrzeżeń: 0

12-09-2026, 17:49 , ocenił powyższy materiał: mocne - Bardzo mi się podoba

Niesamowita i świetnie pokazująca historia, że francuska piłka nie czerpię tylko z potomków afrykańskich imigrantów :)

Alex


Komentarzy: 422

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2017-08-08

Poziom ostrzeżeń: 0

12-09-2026, 18:02 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Pavlito, dnia 12-09-2026, 17:49, napisał:
Niesamowita i świetnie pokazująca historia, że francuska piłka nie czerpię tylko z potomków afrykańskich imigrantów :)


Raczej nie czerpała. Jak tu wyżej kolega napisał, za murzynów robili wtedy Polacy, bo w Polsce przed wojną była nędza jak dziś w Somalii. I porodzili się potomkowie uciekinierów od polskiej nędzy. A że Polak grać w piłkę potrafił od zawsze to i efekt był.
Przy okazji Francuzi wyciskali swoje kolonie nie gorzej niż Anglicy, więc nie ma się co dziwić, że po latach jest jak jest. Francja nigdy nie spłaci długu kolonialnego Afrykanom, choćby jeszcze 100 mln imigrantów przyjęła.
Artykuł naprawdę świetny, jak za dawnych lat na MFM. @Mahdi ostatnio aktywny na wielu frontach mimo 50 na karku :)

Mariusz93
Sponsor MFM - rok 2026


Komentarzy: 141

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Ranga sponsorska: Sponsor Premium

Dołączył: 2025-11-03

Poziom ostrzeżeń: 0

14-09-2026, 10:57 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Świetny artykuł, nie miałem pojęcia o tej historii! Dziękuję.

Rosinho


Komentarzy: 430

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2017-08-24

Poziom ostrzeżeń: 0

14-09-2026, 12:48 , ocenił powyższy materiał: mocne - Niesamowita historia

Brakuje mi więcej takich artykułów w zza bramki. Kiedyś było tego zdecydowanie więcej. Można się czegoś dowiedzieć, bo gdzie indziej wydarzeniami są tak małe i lokalne postacie jak Siemieniec, Jakie to ma znaczenie dla historii piłki, czy dzwonił do sędziów, czy nie dzwonił? I tak ta cała liga interesuje w większości tylko półgłówków i nazioli w szalikach a w europejskiej piłce robimy za dostarczycieli punktów. Wystarczy popatrzeć na tego całego Siemieńca - wygląda jak lekko opóźniony w rozwoju, a te jego smsy z "Nam" i "Nas" pisane dużą literą wiele mówią o jego poziomie umysłowym oraz wykształceniu. I podczas gdy na świecie wszystko ma ręce i nogi u nas prace daje się takim właśnie głąbom.
Obecnie online: brak użytkowników online
Copyright © 2015-26 by Łukasz Czyżycki