COOL CORNER - LITERATURA
OCENA mocne: 2, słabe: 0
zobacz komentarze

NOWOŚĆ! (Tomasz Łapiński). Szmata.

06-03-2019, 13:17, Unikalnych wejść: 408

Z racji swojego wieku (prawie 43 lata), doskonale pamiętam Tomasza Łapińskiego z boiska. Od debiutu w drugiej połowie lat 80-tych, do nieco dziwnej wolty - transferu do Legii - dla której zagrał tylko raz w lidze i trzy razy w Pucharze Polski. Wszystko z powodu kontuzji. A wcześniej było olimpijskie srebro w 1992 i występy z Widzewem w Lidze Mistrzów.

Tomasz Ł. kojarzył mi się zawsze z jakąś dziwną niechęcią do występów w reprezentacji. Dopiero później dowiedziałem się o jego samolotowej fobii. Na pewno nie pomógł „sławny“ powrót po meczu z Paragwajem w lutym 1998, kiedy to maszyna z naszą kadrą na pokładzie była bliska katastrofy... Zresztą w latach 90-tych Łapiński nigdy nie był pierwszym wyborem selekcjonerów. Konkurencja była spora: Wałdoch, Zieliński, Wojtala, Jaskulski czy Jóźwiak. Obowiązywał wtedy zazwyczaj system z trójką stoperów, gdzie jeden był „ostatnim“, a dwóch „kryjącymi“. I żaden z szefów kadry nigdy nie postawił zdecydowanie na Tomka. Może dlatego, że grał w polskim klubie? A wcale nie musiał - zainteresowane nim były takie firmy jak AS Roma czy West Ham United! On jednak, zdając sobie sprawę ze swojej niechęci do powietrznych podróży, wszystkie oferty odrzucał.

Kiedy Łapiński zakończył karierę, zrobiło się o nim cicho. Tak to zazwyczaj bywa... W końcu, po wielu latach, zobaczyłem go w roli eksperta Polsatu i muszę przyznać, że absolutnie mnie oczarował. Sympatyczny, kompetentny i do tego inteligentny. A przecież kiedy grał, sprawiał zupełnie inne wrażenie. Był jednym z tych dziwnych mruków z wąsem, którzy mając 26 lat wyglądali na 48. Tymczasem objawił się człowiek, który wie o czym mówi, a na dodatek jest pełen uroku osobistego. W sportowych mediach zdominowanych przez nieuków, kabotynów i zwyczajnych kretynów, dla których biblią jest portal „weszło“, jawił się niczym prawdziwa perła.

Mnóstwo czytam. Literaturę sportową również. Staram się być na bieżąco z każdą nową pozycją, która ukazuje się na rynku. Kiedy więc robiłem przedwczoraj zakupy w jednym ze sklepów internetowych i w moim „koszyku“ znalazły się ebooki „Liverpool F.C. 125 lat. Historia alternatywna“ i „Borussia Dortmund. Siła żółtej ściany“, znalazłem pozycję, którą firmował Tomasz Łapiński.

Szmata“.

Już tytuł i okładka wydały mi się interesujące, zatem podjąłem decyzję: „kupuję!“ Książkę „połknąłem“ w jeden wieczór i mogę napisać krótko - REWELACJA!

Na początku nie wiedziałem, czego się spodziewać. Myślę, że podświadomie oczekiwałem kolejnej sieczki w stylu Stanowskiego (Kowalczyk, Szamotulski). Nic bardziej mylnego! Przede wszystkim, w przeciwieństwie do innych zawodników „piszących“ wspomnienia, Łapiński stworzył swoje dzieło sam. Po drugie - nie jest to żadna autobiografia, ale prawdziwa... powieść!

Aby delektować się książką, należy odrzucić myśl, która ciśnie nam się do głowy, że główny bohater, Roman Dzwonecki, to Tomasz Łapiński! Sam autor, w wywiadzie udzielonym  Piotrowi Kędzierskiemu, zdecydowanie stwierdził, że łączy go niewiele cech wspólnych z Dzwoneckim.

 

Jak trafnie napisał w swojej recenzji Piotr Stokłosa:

"Autor nie poszedł utartym szlakiem, tylko obrał własną drogę, tworząc historię zupełnie odmienną od schematu: zabójstwo – śledztwo – rozwiązanie zagadki. W „Szmacie” brak trupów i postaci policjanta/detektywa, będącej głównym bohaterem akcji. Jest za to ciekawie zbudowany świat, dobrze poprowadzona fabuła, idealnie oddany klimat piłkarskiej szatni i brudnej rzeczywistości polskiego futbolu przełomu wieków (akcja dzieje się w 2002 roku). Książka rozkręca się ze strony na stronę, im dalej w głąb, tym staje się ciekawsza, a niebanalny finał jest znakomitą puentą całego dzieło. To wszystko wystawia „Szmacie” bardzo pozytywną recenzję.

Głównym bohaterem „Szmaty” jest obrońca Roman Dzwonecki, nieco wiekowy już kapitan stołecznego klubu Centrum, który powoli zmierza do zakończenia kariery. Wyróżnia się na tle pozostałych bohaterów rozwagą, uczciwością i twardym stąpaniem po ziemi, można powiedzieć, że nie pasuje do towarzystwa, które poznajemy na początkowych kartkach książki. W pierwszej części Łapiński opisuje bowiem świat piłki nożnej od środka: zaznajamia czytelnika z typowymi piłkarzami, którzy grają w klubie z głównym bohaterem. Mamy więc zawodnika, który lubi zaglądać do kieliszka i przychodzi na treningi na bani, jest nałogowy hazardzista, babiarz myślący tylko o seksie, facet, który ciągle przeklina, zastraszający wszystkich bramkarz, wrzeszczący trener i kilka innych typów osobowości. Przez prezentację drużyny Centrum Łapiński stara się pokazać czytelnikowi przeciętną piłkarską szatnię, stara się przekazać, jak ona wygląda od środka, jak funkcjonuje i z jakimi problemami się boryka (opóźnienia w wypłatach, niesłowny prezes, niedorzeczni kibice). To z pewnością ciekawe wprowadzenie do lektury dla osób, które nie interesują się futbolem, ale dla prawdziwych fanów, którzy mają za sobą kilka mocnych piłkarskich autobiografii, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Pierwsza część powieści długo nie zapowiadała tak dobrej pozycji, jaką okazała się „Szmata”, ale kiedy nagle główny bohater staje przed pokusą łatwego zarobienia dużych pieniędzy, akcja zdecydowanie przyspiesza, a książka wciąga z każdą kolejną stroną.

Jak łatwo się domyślić, głównym tematem w książce jest korupcja w polskiej piłce. Łapiński postanowił zbudować narrację wokół pytania, czy pierwszoplanowa postać – piłkarz Roman Dzwonecki - da się „zeszmacić” i skazić korupcyjną propozycją. Do tego właśnie nawiązuje mocny tytuł powieści (swoją drogą znakomity i wieloznaczny), ale autor wcale nie stara się napiętnować tego zjawiska. Pokazuje raczej, jak taka pokusa się pojawia i dlaczego tak wielu ludzi z piłkarskiego środowiska jej uległo. Nie skupia się przy tym wyłącznie na boisku i szatni - pokazuje dom głównego bohatera i rodzinę, opowiada o jego dzieciństwie, a akcja książki toczy się również w gabinecie prezesa Centrum, w obskurnym barze gdzieś na obrzeżach Warszawy czy klubie nocnym. Postać Romana Dzwoneckiego jest złożona, wielowarstwowa, co wymagało niemałych umiejętności pisarskich. Łapiński chce w ten sposób pokazać, że na postawę piłkarza może mieć wpływ bardzo wiele czynników. Wątek korupcji zostaje pokazany jako złożony, a powieść ma charakter nie czysto sportowy, ale raczej uniwersalny – każe się zastanowić nad tym, czy każdy z nas w określonych okolicznościach byłby w stanie pozostać wierny swoim zasadom. Ta ogólna refleksja płynąca z lektury „Szmaty” sprawia, że powieść może trafić do znacznie szerszego grona odbiorców niż tylko kibice piłkarscy, bo mimo że cała akcja osadzona jest w świecie piłki nożnej, dylemat, przed jakim staje główny bohater, może kiedyś stać się problemem każdego czytelnika."

(źródło: https://ksiazkisportowe.blogspot.com)



Książka, którą napisał Tomasz Łapiński to jest znakomita i polecam ją każdemu z całego serca! Teraz czekam na ekranizację, która mogłaby być nie gorsza od kultowego „Piłkarskiego Pokera“ oraz na.. kolejną część!

Panie Tomku, dziękuję za wspaniałą lekturę!


Autor: Mahdi
Redaktor Naczelny, Wicemistrz Polski FM 2015, Mistrz Polski FM 2017, 3. miejsce w Polsce FM 2018, Pierwszy Kreator Gwiazd, Menedżer Miesiąca

KOMENTARZE

Abramovich


Komentarzy: 192

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2017-09-28

Poziom ostrzeżeń: 0

06-03-2019, 14:03 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Bardzo ciekawa recenzja, zachęciłeś mnie do kupna!

DanielW


Komentarzy: 208

Grupa: Wirtualny Menedżer

Ranga: Uzdolniony Praktyk

Dołączył: 2017-09-21

Poziom ostrzeżeń: 0

06-03-2019, 17:55 , ocenił powyższy materiał: mocne - Podoba mi się

Łapiński wygląda teraz lepiej niż na zdjęciach z 1996 :)
Obecnie online: brak użytkowników online
Copyright © 2015-19 by Łukasz Czyżycki